Home > Artykuł > Październik 2023 > Wybierzmy naszego posła

Kończy się kadencja. Pani Marszałek nie zwołuje posiedzeń, więc nie będą to „Notatki z Wiejskiej”. Zbliżają się wybory, w których uczestniczę jako jeden z wielu kandydatów, zabiegających o głosy prawosławnych. Nie od dziś wiadomo, że najskuteczniejsza forma kampanii to bezpośredni kontakt i rozmowy z ludźmi. Odbywam ich wiele i chciałbym się podzielić moimi odczuciami z tych spotkań, przy czym ważny jest fakt, że moimi rozmówcami są w większości osoby wierzące – rozmawiamy przy cerkwiach, po skończonym nabożeństwie, i na wiejskich ławeczkach.

Ogólna refleksja z tych spotkań to brak wobec mnie, jako prawosławnego polityka, agresji i pretensji, co na spotkaniach moich kolegów z parlamentu jest normą. Nie jestem pytany o drożyznę, inflację, afery z udziałem rządzących, o trudności, z jakimi borykają się wszyscy obywatele naszego kraju. Nasi ludzie są zaniepokojeni wojną na Ukrainie i czy nie zostaniemy w nią wciągnięci także my. Choć część w swoich telewizorach ma dostęp tylko do programów publicznej telewizji, nie ulegają sączonej w niej nienawiści do polityków, a więc i do mnie, z opozycyjnych ugrupowań. Nie są obojętni na sytuację w światowym prawosławiu i ze zrozumieniem odbierają stanowisko naszego metropolity i naszych biskupów wobec tragedii prawosławia na Ukrainie. W tym kontekście wielu mi gratuluje wyboru na prezydenta Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia i jest przekonanych, że będę mógł być pomocny w rozwiązywaniu bolesnego problemu rozłamu w światowym prawosławiu.

Oczywiście pojawiają się i problemy dotyczące naszych lokalnych spraw – wyludniania się zamieszkałej przez prawosławnych części naszego województwa, drastyczne ograniczenie, poprzez zamknięcie przejść granicznych, możliwości kontaktów z, często podzielonymi granicą, rodzinami na Białorusi, pogarszanie się relacji z polsko-katolicką większością, dla dużej części której my prawosławni „to ruskie”. Gdyby spróbować uogólnić nastroje i odczucia prawosławnych mieszkańców Białostocczyzny, to są one podobne do tych, jakie były po spaleniu w 1990 roku cerkwi na Świętej Górze Grabarce. Naturalne w takiej sytuacji jest zadawane na koniec naszych rozmów pytanie: „To co z nami będzie?” i czy w Sejmie będzie ktoś, kto „będzie nas bronił?”.

Pada wiele słów krytycznych także pod moim adresem, dlaczego my prawosławni nie umiemy się porozumieć? Dlaczego jest tak dużo kandydatów, co skończy się rozbiciem głosów i brakiem prawosławnego posła w Sejmie, dlaczego – takie pytanie także często pada – mniejszość niemiecka potrafi się zorganizować i zawsze ma swego przedstawiciela w Sejmie, a my nie?

Z pokorą wysłuchuję tych słusznych pretensji, choć na swoje usprawiedliwienie mógłbym przypomnieć moje zaangażowanie w tworzenie, niezależnej od dużych partii, reprezentacji naszego środowiska. Trzykrotnie w wyborach w 2001, 2003 i 2007 roku organizowałem Komitet Wyborczy pod wspólnym dla nas, należących do mniejszości, sztandarem „Prawosławni”. W 2001 roku zdobyliśmy mandat. W 2003 i 2007 doznaliśmy porażki.

Gdybym w 2003 i 2007 roku zrezygnował z tworzenia naszego komitetu, bez problemu z listy dużej partii zostałbym posłem. Również w 2015 zrezygnowałem ze startu do Sejmu, co miało umożliwić zdobycie mandatu „młodszemu” kandydatowi. Przypominam o tym, gdyż i dziś słyszę głosy o potrzebie stworzenia szansy młodym. Tylko że „młodzi” nie potrafią się między sobą porozumieć, a o ich skuteczności w działaniu przekonaliśmy się, przekazując „młodszym” ośrodek Bractwa w Białowieży, który zbudowaliśmy wraz z Mirosławem Matreńczykiem i Jarosławem Charkiewiczem, a który szybko doprowadzili do ruiny.

Dziś o organizacji wspólnego startu z komitetu utworzonego przez mniejszość narodową – tylko taki zwalnia z obowiązku przekroczenia 5 proc. progu w skali kraju – nie ma mowy. Młode osoby, angażujące się w politykę, szukają swojej szansy na listach dużych partii. Byłoby to zrozumiałe i nie można byłoby im czynić z tego powodu zarzutów, gdyby nie twierdzili, że chcą w Sejmie bronić naszych, należących do mniejszości, obywateli. By móc to robić, trzeba najpierw do Sejmu się dostać a to – jak pokazują wyniki wyborów – nie jest łatwe. W sierpniowym numerze Przeglądu przypomnieliśmy wyniki i liczbę głosów, jaką otrzymali ubiegający się o głosy prawosławnych kandydaci. Mieliśmy, jak się okazało, płonną nadzieją, że skłoni to zainteresowanych do porozumienia i wyłonienia jednego, maksymalnie dwóch, mających szansę na zdobycie mandatu, kandydatów. Przypomnijmy więc jeszcze raz wyniki trzech ostatnich kampanii:

2011: Jarosław Matwiejuk (1 na liście SLD) – 13 711 (bez mandatu), Eugeniusz Czykwin (2 na liście SLD) – 14 286 (mandat), Aleksander Sosna (PO) – 7,6 tys. (bez mandatu),

Marek Nazarko (PO) – 2,6 tys. (bez mandatu), Walenty Korycki (PSL) – 2,25 tys. (bez mandatu)

2015: Adam Musiuk (5 na liście PO) – 6021 (bez mandatu), Jarosław Matwiejuk (PSL) – 5,5 tys. (bez mandatu)

Mikołaj Janowski (PSL) – 1,8 tys. (bez mandatu), Aleksander Sosna (Lewica) – 8056 (bez mandatu), Mirosław Czykwin (Lewica) – 2,6 tys. (bez mandatu). Eugeniusz Czykwin startował do Senatu jako niezależny – otrzymał 32 896 (bez mandatu), mandat dla Tadeusza Romańczuka (PiS) – 39 607.

2019: Eugeniusz Czykwin 5 na liście KO – 14,8 tys. (mandat), Mikołaj Janowski (PSL) – 2045 (bez mandatu)

Mikołaj Mironowicz (SLD) – 909 (bez mandatu), Startujący z listy KO do Senatu Igor Łukaszuk – 32 050 (bez mandatu). Mandat dla Jacka Boguckiego (PiS) – 48 257.

Byłoby dobrze, gdybyśmy mieli w Sejmie kilku przedstawicieli. Liczby są jednak bezwzględne i przy tak dużej liczbie kandydatów powtórzenie sytuacji z 2015 roku jest bardzo realne.

Moi rozmówcy pytają mnie także, dlaczego nie ma w ich miejscowościach moich bilbordów, banerów, plakatów. Przyczyna jest prosta. Otrzymałem od mojego komitetu bardzo skromny limit środków, które mogę przeznaczyć na kampanię. Dlatego proszę, także naszych Czytelników, jeśli Państwo widzicie mnie w roli posła, przekażcie informację o mojej kandydaturze.

W rozmowach zdarzają się, choć nieliczne, pytania, a co pan dla nas w tym Sejmie załatwił? Pytających o to odsyłam do ulotki, którą – mimo ograniczeń finansowych – udało mi się wydrukować.

Wszystkim Państwu, Czytelnikom Przeglądu, składam serdeczne podziękowania za okazywaną mi przez wiele lat jako posłowi i redaktorowi Przeglądu, życzliwość i pomoc.

Pragnę także zapewnić Państwa, że jeśli zaufacie mi i oddacie na mnie głos, o co proszę, to gdy zostanę wybrany, tak jak dotychczas będę służył prawosławnym w naszym kraju i na świecie – jeżeli nie zdobędę mandatu, przestanę także pełnić funkcję prezydenta Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia. Będę służył także wszystkim, mieszkającym w Polsce, mniejszościom wyznaniowym i narodowym, ale moje możliwości, bez polskiego mandatu, będą dużo skromniejsze.

Eugeniusz Czykwin