Home > Artykuł > Maj 2024 > Muzeum Wiktora Wołkowa

W Turośni Kościelnej 12 marca otwarto muzeum fotografii Wiktora Wołkowa. Dlaczego w Turośni, leżącej wobec Białegostoku w takiej samej odległości co Supraśl, ale po jego przeciwnej stronie? Chociaż Białystok jest miastem urodzenia Wiktora Wołkowa (4 kwietnia 1942), to Supraśl stał się gniazdem jego twórczości. Stąd, zwykle przed świtem, wyruszał na swoim motocyklu z aparatem fotograficznym na rozlewiska Biebrzy, Narwi, by łowić kadry skąpane we wschodzącym słońcu, malarsko rozmyte mgłą, ozdobione brylantami rosy, zawieszonej na sieci pajęczyn, by pokazać w tym krajobrazie jedność ziemi i nieba – wschodzące słońce kąpało się wodzie, która swym srebrzystym płaszczem pokrywała ziemię.

Ale na pytanie nie mam odpowiedzi. Za to należy się chwała i Muzeum Podlaskiemu, którego oddziałem jest placówka w Turośni, i władzom gminy Turośń Kościelna za to, że jedynemu fotografikowi na Podlasiu poświęcili cały oddział muzeum.

Muzeum umieszczono w zabytkowym pawilonie, zwanym domem myśliwskim, który jako jedyny ocalał z późnobarokowego zespołu dworskiego. Tonie w zieleni. Wcześniej mieścił i pałac ślubów, i bibliotekę. Teraz w całości jest oddany fotografii. Stoi u progu Narwiańskiego Parku Narodowego, który otwiera się na Narew, jej bagna, meandry i rozlewiska, także na raj ptaków, jak u Wołkowa. Opuszczając muzeum można zanurzać się w ten wodno-zielony „wołkowy” krajobraz, przez który wiedzie mnóstwo ścieżek rowerowych, można go i kajakiem przemierzać.

I w tym krajobrazie umieszczenie tu muzeum jest jak najbardziej trafne.

Dawny dom myśliwski był na pewno trudny do zaaranżowania w nim muzealnej ekspozycji, potrzebującej zwykle rozległych sal. Tu takich nie ma. Obiekt to rodzaj wysokiego „słupa”. Autorzy scenariusza wystaw stałych – dr Krystyna Stawecka i Łukasz Mikołajczyk – drugi jest jednocześnie autorem architektury wystaw, zdecydowali się głównie na wykorzystanie współczesnych technik audiowizualnych. Wystawę można więc oglądać na dużym ekranie, w salce przypominającej kinową, gdzie fotografie ułożone jeszcze przez samego Wiktora Wołkowa, z podkładem muzycznym też przez niego dobranym, przesuwają się prawie przez godzinę przed wzrokiem widza. I nie „pozwalają” mu wyjść – tyle tu piękna, różnorodności, krajobrazu zatrzymanego, dziś już zniszczonego albo nieobecnego. Bo gdzie te konie, fury załadowane sianem, oracze, piaszczyste wydeptane drogi „meandrujące” w zieleni niczym Narew i Biebrza?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

fot. autorka, u dołu Wiktor Wołkow