Home > Artykuł > Listopad 2024 > Czy bać się śmierci?

Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono (Koh 3,1-2). Proch powróci do ziemi, z której powstał, duch powróci do Boga, który go dał. Ulotne, jakże ulotne – mówi Kohelet – wszystko jest takie ulotne (Koh 12,7-8) – tłumaczenie według Biblii Ekumenicznej. W ramach dygresji można wspomnieć, że prawie wszystkie polskie tłumaczenia Pisma Świętego zawierają słowa marność nad marnościami i wszystko marność (Koh 1,2). W wersji hebrajskiej użyte jest słowo hewel, które tłumaczy się jako przemijanie, ulotność, para, dym. Stąd też przyjęcie tłumaczenia z wersji ekumenicznej ze słowami ulotność czy przemijanie każe nieco inaczej spojrzeć na sens tej księgi. Rozumiemy więc, że ta księga nie jest o tym, że wszystko jest pozbawione sensu, nie ma żadnej wartości, lecz że wszystko przemija…

Abraham – pierwszy z hebrajskich patriarchów – rozmawiał z Bogiem. Ba, nawet targował się z Nim – gdy Bóg miał zamiar zburzyć Sodomę – stopniowo przechodząc od pięćdziesięciu do dziesięciu sprawiedliwych (Rdz 18,23-33). Doświadczył od Niego życzliwości i błogosławieństwa. Bóg spełnił obietnicę i obdarował go synem. Abraham dożył późnej, lecz szczęśliwej starości (Rdz 25,8). Sam Bóg nazywał go swoim przyjacielem. Wydawać by się mogło zatem, że Abraham nie powinien bać się śmierci. A jednak…

Apokryficzna księga „Testament Abrahama” przedstawia ostatnie wydarzenia z życia patriarchy. Gdy jego czas dobiegał końca, Bóg posłał Archanioła Michała, aby ten powiedział mu o zbliżającej się śmierci i dał czas na uporządkowanie wszystkich spraw swojego domu. Abraham nie chciał jednak iść za Archaniołem, zwodził go i stawiał coraz to nowe wymagania. Bóg spełniał wszystkie życzenia patriarchy, lecz ten ciągle nie chciał umierać. Wtedy Bóg przywołał Śmierć i nakazał ukryć jej straszliwość, przykryć zgniliznę, odrzucić gorycz i ubrać się dostojnie, aby nie przerazić patriarchy. Śmierć przybrała postać archanioła i poszła do Abrahama. Lecz on ani myślał pójść za nią. Gdy Śmierć nie odstępowała go ani na krok, zdenerwowany natrętną obecnością, kłócił się z nią. „Idź precz ode mnie, bo chcę sobie odpocząć, albowiem mój duch jest w niemocy!” – mówił do niej, gdy położył się w swojej komnacie,

Chociaż Bóg postarał się, żeby nie przerazić patriarchy, nie były to łatwe chwile. Dopiero na wyraźną prośbę Abrahama Śmierć ukazała się w swej srogości, zgniliźnie i gorzkości. Ukazała mu całe okrucieństwo i gorycz nie do zniesienia i śmiercionośną chorobę jako woń śmierci. „Z powodu tej wielkiej goryczy i okrucieństwa umarło około siedmiu tysięcy sług i służebnic. Sprawiedliwy Abraham odczuł swoją niemoc wobec śmierci tak, że niemal oddałby swego ducha”.

I chociaż Abraham dożył lat stu siedemdziesięciu pięciu (Rdz 25,7), to na pewno nie chciał umierać. Dopiero gdy Śmierć oszukała Abrahama, ucałował jej prawicę (myśląc, że to przyniesie mu ulgę) i wtedy dusza patriarchy zawisła na ręce Śmierci. „Natychmiast zjawił się Michał Archanioł z wielką rzeszą aniołów, a oni unieśli jego cenną duszę w swoich rękach na płótnie utkanym przez Boga”. Na koniec Bóg rozkazał: „Zanieście teraz mojego przyjaciela Abrahama do raju… tam nie ma cierpienia ni smutku, ani wzdychań, lecz pokój, radość i życie bez końca”. Cóż zatem my, zwykli ludzie, mamy sądzić o takiej śmierci?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Aleksy Kordiukiewicz

Odpowiedz