Pokaz filmu „Nasza Pamięć” Jerzego Kaliny. Po projekcji nie było braw, tylko cisza, przedłużająca się, której nikt nie śmiał przerwać. Była jednak głośniejsza niż najgłośniejsze brawa.
Po filmie większość publiczności, a ta 7 lutego wypełniła salę Bielskiego Domu Kultury, po prostu zamarła, nie wiedząc, jak zareagować. Niósł on tyle emocji, ukazywał tyle cierpień i wzruszeń, że właściwie brawa czy jakiś prosty komentarz byłyby czymś niestosownym. Odpowiedniejsza była cisza.
Ukazaną w filmie historię zbrodni, popełnionych blisko 80 lat temu, zgromadzeni na sali w większości znali. Znali też związane z nią wydarzenia, ustalenia IPN, marsze w Hajnówce, wizytę prezydenta, a nawet projekt Nasza Pamięć. Część ujęć również pewnie była znajoma, ale film ujmował to w spójną wzruszającą całość, podsumowującą „Naszą Pamięć” w znaczeniu nazwy projektu, ale też w znaczeniu dosłownym.
Film Jerzego Kaliny ukazuje obraz tragicznych wydarzeń z 1946 roku, zapisany w pamięci mieszkańców prawosławnych wsi. Jest to obraz niczym malowany piaskiem i nieco zamazany strachem.
Pojawiają się tam przebitki z ekshumacji mogił pomordowanych, wspomnienia bliskich, a także osób, które jeszcze przez w wiele lat po zbrodni w lesie znajdywały kości pomordowanych, które ciągały zwierzęta, a których nie zabrano podczas przenoszenia szczątków.
W ujęciach tych jest wiele łez. Furmani zamordowani koło Puchał Starych zostawili wdowy z dziećmi, którzy długo nie wiedzieli, gdzie polegli ich ojcowie czy mężowie.
Mieszkańcy Puchał przysypywali ich groby, ale była sroga zima, kopać się nie dało. Do ciał zaczęły dobierać się dzikie zwierzęta. Dopiero gdy się ociepliło, władze przeniosły rozkładające się już ciała na cmentarz w Klichach. Później szczątki te ponownie ekshumowano i przeniesiono na cmentarz w Bielsku.
W filmie jedna z dziennikarek wspomina widok kilkudziesięciu osób, płaczących podczas ekshumacji ciał ich bliskich.
W przypadku mieszkańców spalonych przez „Burego” wsi było nieco inaczej. Tu ciała pochowali ci, którzy przeżyli. Choć też nie było łatwo. Wiele ciał było zwęglonych, wyciągano je ze spalonych domów. Brakowało koni, bo te pouciekały z płonących gospodarstw. Nie było też trumien. Był za to strach i łzy.
Jak opowiadał mieszkaniec Zań, furę i konie do przewiezienia zwłok pożyczyli od katolika, którego dom żołnierze zachowali. Na trumny nikt nie czekał. Prowizorycznie zbijano je z resztek płotów.
Ta tragiczna historia wydarzyła się na przełomie stycznia i lutego 1946 roku. Oddział Romualda Rajsa ps. „Bury” zrobił krwawy rajd po prawosławnych wsiach na pograniczu dzisiejszych powiatów bielskiego i hajnowskiego, paląc i mordując. Prawosławnych mieszkańców, określanych Białorusinami, mówiących gwarą, ale będących obywatelami polskimi, którzy od pokoleń tu mieszkają.
Te krwawe wydarzenia wiele osób i rodzin skłoniło do opuszczenia rodzinnych stron. Niektórzy wyjechali za wschodnią granicę, inni do sąsiednich wsi, niektórzy zostali. Część do końca życia bała się mówić o swoich korzeniach, czy swoją mową.
Po latach prokurator IPN uznał, iż działania oddziału „Burego” miały znamiona ludobójstwa. To jednak nie koniec tej tragicznej historii.
W drugiej dekadzie XXI wieku w Hajnówce zaczęły odbywać się Marsze Pamięci Żołnierzy Wyklętych, których uczestnicy gloryfikowali „Burego”. Nasiliła się jednak też działalność, która miała przywrócić pamięć jego ofiarom. To na celu miał między innymi rozpoczęty w 2018 roku projekt Nasza Pamięć.
I wiele zaczęło się zmieniać. Marsze miały kontrmanifestacje, które upamiętniały pomordowanych. Ich potomkowie otwarcie zaczęli mówić o zbrodni sprzed lat.
W ramach projektu Nasza Pamięć zebrano wspomnienia i opisano wszystkie miejsca związane z zamordowanymi ofiarami. Odnaleziono zapomniane groby, m.in. świętej Marii Pietruczuk, zastrzelonej, bo nie pozwoliła na gwałt.
W 2020 roku Cerkiew oficjalnie uznała zamordowanych przez oddział „Burego” za świętych Męczenników Podlaskich. Proces ich kanonizacji odbył się w Zaleszanach, spalonych przed laty przez oddział „Burego”. W monasterze, którego przełożoną jest siostra Katarzyna, kuzynka pomordowanych, a jej (obecnie już nieżyjący) ojciec Sergiusz Niczyporuk był budowniczym tutejszej cerkwi.
Nad grobami i w miejscach pamięci w modlitwach uczestniczyli lokalni włodarze.
Rok później miało miejsce wydarzenie bez precedensu. W Zaleszanach przed miejscem pamięci poświęconym zamordowanym mieszkańcom wsi uklęknął prezydent RP Andrzej Duda. Później na konferencji prasowej mówił o niewinnie zamordowanych kobietach i dzieciach.
Do historii przeszły marsze nacjonalistów w Hajnówce. Nad grobem św. Marii Pietruczuk dzięki datkom powstała piękna mogiła autorstwa prof. Jerzego Uścinowicza.
Nasza Pamięć pozostała, a jej obrazem jest m.in. film Jerzego Kaliny.
O tym wszystkim po filmie mówili Jerzy Kalina oraz współtwórcy projektu „Nasza Pamięć” – Jarosław Iwaniuk (przez wiele lat dziennikarz Radia Białystok) i Barbara Piekarska. Opowiadali nie tylko o swojej pracy przy projekcie i filmie, ale także o osobistych doświadczeniach związanych z ukazanymi wydarzeniami.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Andrzej Zdanowicz,fot. autor




