W księdze proroka Samuela jest taki werset: „Wszyscy z pewnością umrzemy i jesteśmy jak woda wylana na ziemię, której nie da się zebrać” (2 Sam 14,14). Z kolei znany nam z banknotu 100-dolarowego amerykański drukarz, polityk, uczony i filozof Benjamin Franklin pisał, że „na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”. Podatkami zajmować się nie będziemy. Dotkniemy jednak sprawy, o której staramy się nie myśleć, a która spotyka ludzi co chwilę. Spotka i nas, i naszych bliskich. Nie wiemy tylko, kiedy to się stanie. Dziś czy może jutro, a może za wiele lat? Ale na pewno się stanie!
Jako istoty rozumne oczywiście wiemy, że kiedyś umrzemy. Staramy się jednak o tym nie myśleć. Z wielkim trudem i oporem przyjmujemy myśl o naszej śmiertelności. Zwłaszcza w młodym wieku żyjemy w pewnej iluzji „nieśmiertelności”. Najczęściej śmierci w ogóle nie bierzemy pod uwagę. Przecież nas to nie dotyczy! Budujemy swoje życie, myślimy o przyszłości, wychodząc z założenia, że nasze życie będzie trwać i trwać. I żadne niebezpieczeństwa nam nie grożą. Ta iluzja umożliwia nam dalekosiężne planowanie, myślenie o zmianach naszego życia na coraz lepsze. Jednak to ciągłe myślenie o przyszłości sprawia, że nie potrafimy skupić się na chwili bieżącej, cieszyć się życiem tu i teraz. Ciągle zabiegani myślimy, że cieszyć się będziemy później, szczęśliwi będziemy wkrótce, „za chwilę”.
Wraz z upływem czasu zaczynamy jednak dostrzegać śmierć. Nie dzieje się to od razu. Impulsami mogą być np. zaobserwowane wypadki, śmierć znajomych czy bliskich… Stratę najbliższych przeżywamy ciężko, nawet jeśli ta śmierć nie przychodzi nagle. Trudno nam się z tym pogodzić. Buntujemy się przeciwko temu i pytamy sami siebie: „Jakże się mogło to wydarzyć?”. Ale przecież wiemy, że na świecie – blisko i daleko – ludzie umierają każdej sekundy! Zaczynamy to zauważać. Tak powoli zaczyna się i akceptacja naszej śmiertelności. Dzieje się to najczęściej w samotności, ciszy i smutku, wśród łez. Powoli zaczynamy godzić się z tą stroną naszego życia, o tym pamiętać i coraz częściej o tym myśleć. Zdajemy sobie sprawę, że może się to wydarzyć nawet bardzo szybko.
Święty Paweł w 1 Liście do Koryntian pisze o konieczności pewnego pośpiechu Mówię, bracia, czas jest krótki (1 Kor 7,29) i nieodkładania spraw na później, „przemija bowiem postać tego świata (1 Kor 7,31).
Często myślimy, że przecież mamy jeszcze dużo czasu na zmianę naszego życia! Ale lata mijają szybko i nie realizujemy dawanych sobie obietnic. Nie możemy żyć byle jak, odkładając wszystko na później. Metropolita Antoni Bloom w dziele „Śmierć i rozłąka” pisze: „Dzieje się tak wcale nie dlatego, że przychodzi śmierć, ale dlatego, iż nie w każdym okresie życia okazujemy się zdolni do spełnienia tego, na co pozwalał nam okres poprzedni. W wieku dorosłym nie jesteśmy w stanie przeżywać pięknej i znaczącej młodości, tak samo jak w podeszłym wieku nie możemy pokazać Bogu i światu tego, czym byliśmy w stanie wykazać się w latach wieku dojrzałego. Jest czas na wszystko, ale kiedy właściwy czas mija, nie da się już tego zrealizować”.
W tym samym dziele metropolita pisze, że w dalekiej przeszłości, wśród pierwszych chrześcijan, śmierć nie była postrzegana jako koniec czy jako ostateczna porażka, lecz jako narodziny do życia wiecznego. Często pozdrawiali się oni słowami memento mori – „pamiętaj o śmierci”. Zacytujmy fragment ze wspomnianego wyżej dzieła. „Ale czy słowa te oznaczają, że ciągle powinniśmy pamiętać o śmierci wiszącej nad nami na włosku jak miecz Damoklesa i w każdej chwili uczta życia może dobiec tragicznego końca? Czy oznaczają, że za każdym razem, kiedy spotka nas radość, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie potrwa długo? Czy nie oznacza to, że z obawy przed zbliżającą się śmiercią chcielibyśmy przytłumić światło dnia? Nie to odczuwali pierwsi chrześcijanie. Wiedzieli z pewnością, że śmierć jest momentem, który decyduje o tym, że wszystko czego możemy dokonać na ziemi będzie miało swój koniec. Musimy przeto śpieszyć się, aby osiągnąć na ziemi wszystko, co w naszej mocy. Choć wydaje się to paradoksem, pamięć o śmierci pozwala osiągnąć w życiu pełnię człowieczeństwa zgodnie z Bożym powołaniem”.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Aleksy Kordiukiewicz,fot. autor




