Grzybień biały (Nymphea alba) to gatunek byliny z rodziny grzybieniowatych (Nymphaeaceae). Zwyczajowo zwane są nenufarami lub liliami wodnymi. Ze względu na efektowne duże kwiaty, które pływają po powierzchni wody, gatunek ten rozpowszechnił się w różnych odmianach w hodowli. Jest też rośliną leczniczą i używaną dawniej w barwierstwie. W polskiej medycynie ludowej świeże liście przykładano na chorą skórę i bolącą głowę. Korzenie grzybienia stosowane były do barwienia na intensywnie zielony kolor, zaś stare kłącza na czarno. Kwiaty były wykorzystywane do wyrobu wody kwiatowej, a kłącze do pielęgnacji włosów.
Kwiaty grzybieni w starożytnym Egipcie były ulubionym motywem zdobniczym. Występowały na przedmiotach z fajansu, wypalanej gliny oraz na kapitelach kolumn. Większość znawców roślin biblijnych uważa, że kapitele kolumn pierwszej Świątyni Jerozolimskiej miały kształt grzybieni.
Kwiaty nanufarów są częstym motywem malarskim. Słynną serię obrazów tym kwiatom poświęcił Claude Monet.
Grzybienie białe są wymienione w Iliadzie i Odysei. Są przedstawione w witrażu świętego Franciszka z Asyżu w Krakowie. Kwiaty grzybieni widnieją na znaczkach pocztowych oraz na mołdawskiej walucie.
Ja osobiście nenufary kojarzę z rzeką Narew i spływami kajakowymi. Pamiętam, jak we wczesnej młodości pływałam kajakiem, a liście nenufarów zakręcały się we wiosła. Było ich bardzo dużo.
Piękny staw z liliami wodnymi jest też w miejscu mojej pracy, czyli Arboretum w Kopnej Górze. Zawsze czekam kiedy zakwitną i staną się takim symbolem lata. Często kwitną do wczesnej jesieni.
Nenufary większości osób kojarzą się ze słynną sceną z filmu „Noce i dnie”. Kultowa scena z młodym Karolem Strasburgerem, który jako filmowy Józef Toliboski w białym garniturze wyławia nenufary Barbarze na pewno jest znana prawie każdemu.
Ogólnie cały film „Noce i dnie” jest prawdziwym arcydziełem polskiej kinematografii. W tym roku we wrześniu minie pół wieku od jego premiery. Często wracam do tego filmu i im jestem starsza, dochodzę do wniosku, że jednak Barbara kochała przez całe życie wspomnienie o człowieku, który zwyczajnie ją porzucił. Nie potrafiła za to docenić swego męża Bogumiła, który ją naprawdę kochał. Jednak chyba każda z nas czasami jest taką Barbarą, która kocha to co jest tak naprawdę tylko wyobrażeniem prawdziwej miłości.
Iwona Zinkiewicz, fot. autorka




