O. Konstanty Bondaruk poruszył niezwykle ważny dziś temat – migracji, obcego, przybysza (Bo byłem przybyszem, PP, wrzesień 2025). Jak postępować wobec migrantów? Czy wszyscy migranci są tacy sami? Czy stanowią zagrożenie dla kraju, który je przyjmuje? – stawia m.in. takie pytania. I odpowiada na nie wyłącznie na podstawie Biblii. To tekst do przeczytania zwłaszcza dla polityków.
My bowiem jesteśmy przez nich karmieni ideologią, a nie nauczaniem Kościoła. Postanowiłam przyjrzeć się tematowi uchodźctwa, o którym jakże często mówiono z niepokojem podczas dużych międzynarodowych konferencji, w których mogłam uczestniczyć przed covidem i wojną na Ukrainie. Głos niepokoju płynął zwłaszcza z Niemiec, Austrii i Francji.
Do czego dziś doszliśmy?
Rozpalane wokół Europy – na Bliskim Wschodzie, w Afryce północnej, często sztucznie, konflikty i wojny, musiały wywołać falę migracji, która najsilniej uderzyła w Europę – to teza stawiana na tamtych zgromadzeniach.
Dziesięć lat temu, gdy w Syrię uderzył wojenno-polityczny kryzys, kraj ten już na początku 2015 roku opuściło cztery miliony Syryjczyków. Do końca tamtego roku było ich już sześć milionów – to tak jakby uciekli wszyscy ludzie z trzech nadbałtyckich krajów – Litwy, Łotwy i Estonii. Trzy miliony schroniło się w Turcji, pozostali uderzyli o brzegi Europy. Płynęli na łodziach i niewielkimi statkami, często tonąc, do Grecji, Włoch, Francji, Hiszpanii. Trzeba było szybko podejmować wobec nich decyzję na poziomie Unii Europejskiej. W Brukseli ustalono, że Europa powinna wziąć na siebie obowiązek przyjęcia uchodźców. Hiszpania ich nie chciała. Ówczesna kanclerz Niemiec Angela Merkel, córka pastora, stała się największą orędowniczką przyjmowania w swoim kraju uchodźców. Zobowiązała się do ponoszenia głównego ciężaru uchodźczego kryzysu. Uchodźcy byli radzi. Najbogatszy kraj w Europie zapraszał ich do dzielenia się własnym tortem. Do Niemiec trafiło około miliona uchodźców z Syrii. Przybywały ich całe pociągi do Monachium i innych niemieckich miast. Ale ponieważ europejskie granice są nieszczelne, ci którzy wcześniej trafili do innych krajów, jakże często przenikali potem do Niemiec.
Viktor Orbán już w 2015 roku politykę Angeli Merkel nazwał samobójstwem Europy.
Wielka Brytania też była niezadowolona z decyzji Brukseli. Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że stała się ona głównym powodem do rozpoczęcia procesu Brexitu.
I tak w 2015 roku do wszystkich krajów UE przybyło 1,3 milionów uchodźców, w kolejnym 1,16 miliona, co daje razem prawie 2,5 mln. Przybywali głównie z Syrii, ale też z Afganistanu, Iraku, Jemenu, Wenezueli. Nie patrzyli na kwoty, przyznane danemu krajowi. Osiedlali się tam, gdzie im się chciało.
Fala uchodźców uderzyła mocno także w Szwecję i Austrię. To wtedy była konsul Austrii w Polsce Andrea Anastasija Sandhacker zdecydowała się w akcie protestu i bólu opuścić rodzinny Wiedeń i wcześniej Kościół rzymskokatolicki, przyjmując prawosławie. Sama stała się niczym uchodźca. Mieszkała w Czarnogórze, potem Bratysławie, by na koniec odnaleźć się w Mińsku. Nie poznawała swojego kraju, w jej dzieciństwie i młodości katolickiego, uporządkowanego, teraz rozchwianego kulturowo i narodowo, niebezpiecznego.
Minęła dekada od tamtej fali exodusu i okazuje się, że tylko połowa z tamtych uchodźców dziś pracuje. Inni korzystają z socjalnej zapomogi. W tym środowisku rodzi się dużo dzieci, więcej niż u miejscowych.
Nowa fala migracji zaczęła się w 2022 roku. Ruszyła z Ukrainy. Dziś w krajach Unii Europejskiej Ukraińców jest więcej niż tych z Syrii, innych państw Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki razem wziętych, przybyłych dekadę wcześniej – według danych ONZ to 6,36 mln uchodźców (w Niemczech – 1,24 mln).
Ilu mamy teraz wszystkich imigrantów (według ONZ, dane z połowy ubiegłego roku) w całej Unii Europejskiej po całych dekadach przypływu imigrantów? 94 miliony. I jeżeli zamieszkuje UE 745 milionów ludzi, to stanowią oni 12,6 proc. całej populacji Starego Kontynentu. Są to głównie tak zwani migranci pracujący. Ale i oni stają się poważnym problemem – nie chcą adoptować się kulturowo w nowych warunkach, żyją w enklawach, przyjeżdżają z całymi rodzinami albo potem je sprowadzają. Dużo w tych środowiskach rodzi się dzieci. Diaspory migrantów szybko rosną i puszczają korzenie.
Oto kraje z największą liczbą migrantów (w milionach): Niemcy – 16,75, Hiszpania – 8,87, Austria – 7,11, Włochy – 6,55. Na ile jednak te miliony mogą „rozpuścić się” wśród miejscowych, czyli jaki stanowią procent populacji danego kraju? Otóż okazuje się, że co piąty obywatel Niemiec jest obcokrajowcem (19,8 proc.). Niemal dorównuje im Hiszpania (18,5 proc.). Równy udział mają Francja i Wielka Brytania, lekko przekraczając 17 proc. Włochy mają w swoim społeczeństwie 11 proc. migrantów. Ale absolutną rekordzistką okazała się Austria z 30,1 procentami migrantów, z której właśnie uciekła Anastasija Sandhacker.
Polska na tym tle, gdzie liczbę imigrantów szacuje się na 2,5 do 2,8 miliona, czyli 6,6-7,5 procenta populacji, wygląda jeszcze bardzo dobrze, tym bardziej, że są oni (Ukraińcy) chrześcijanami.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Anna Radziukiewicz







