Jeśli chcecie trafić do jednego z najstarszych, a może i najstarszego monasteru w Grecji, jedźcie do Mega Spelaion, czyli Wielkiej Jaskini, położonej w północnej części Peloponezu w regionie Achaia. Zdumiewa, zapiera dech. Wiem, że żadne zdjęcie nie pokaże jego „wklejenia” w potężną, pionową ścianę masywnej góry. Gdzieś w połowie góry wykuta skalna półka. Na niej wyrasta ośmiokondygnacyjny (!) monaster. Gdy patrzysz z tej „półki” widzisz przepaść, głęboki jar. W dole rzeka. Na łagodniejszych zboczach winnice. W Grecji UNESCO objęło ochroną siedem przyrodniczych cudów. Gdy stoisz na „półce” Mega Spelaion, widzisz jeden z nich. Monaster „patrzy” w jedną stronę, bo z drugiej jest tylko pionowy potężny kamienny masyw.
W głównej cerkwi monasteru, do której wchodzisz przez piętra, korytarze i hole wielkie jak pałacowe komnaty, rozdzierający szloch. Kobieta w średnim wieku przypadła do ikony Bogarodzicy. Coś mówi, ale ja nie rozumiem. Czuję tylko, że przyniosła w sercu kamień, niczym góra, do której przylgnął monaster. Ona wie, że ta ikona Bogarodzicy jest największą świętością monasteru i całego Peloponezu. Takich jak ona, co nie znajdą już pocieszenia u kniazi i syny czełowieczeskija, przybywa tu wielu. A Matka Boża w tej Ikonie wylewa na nich pocieszenie, zbawia, uzdrawia, uprasza łaski u Swego Syna. Mówią o niej: „Niekończąca się fontanna pocieszenia”. Czyni wiele cudów – nieznanych i znanych.
Chyba pierwszym cudem jest to, że napisana przez Ewangelistę Łukasza za życia Matki Bożej i przez Nią widziana, zachowała się do dziś, choć runęły mury Konstantynopola i innych potężnych twierdz i burzone były mury i świątynie Mega Spelaion.
Ale po kolei. W Salonikach urodzili się na początku IV wieku dwaj bracia – Symeon i Teodor i to oni odnaleźli tę wielką świętość – Ikonę Bogarodzicy, napisaną przez ewangelistę Łukasza. Studiowali retorykę, filozofię, poezję, ale najbardziej interesowała ich teologia. Porzucili wszystko co światowe i poszli na pustynię. Przywdziali mnisze szaty, uczyli się życia duchowego na górach Olimp, Ossa, Pelion, u pustelników Świętej Góry Atos, wtedy nieznającej życia wspólnotowego. Potem stąpali śladami Chrystusa – udali się do Jerozolimy, na górę Tabor i Synaj. Rozmawiali ze starcami na pustyni i doświadczali nieopisanej radości. W Jerozolimie otrzymali święcenia kapłańskie z rąk biskupa Świętego Miasta Maximusa. I w tym Mieście każdy z braci miał ten sam sen. Zjawiła się im Królowa Niebios Matka Boża w towarzystwie trzech apostołów – Pawła, Andrzeja i Łukasza. Nakazała braciom wrócić do Achai i odnaleźć tam Jej Ikonę, wykonaną przez ewangelistę Łukasza. Każdy z braci opowiedział swój sen biskupowi Maximusowi. Władyka pobłogosławił ich na powrót do Achai.
Bracia przeszli przez wiele miast i regionów, wszędzie nauczając o Chrystusie i czyniąc wiele cudów. Gdy przybyli do Achai ze łzami w oczach błagali Bogarodzicę, by wskazała im miejsce przebywania Jej Ikony. Usnęli. O północy mieli sen. Zjawili im się apostołowie Paweł, Andrzej i Łukasz i powiedzieli, że w odległości dwóch godzin wędrówki, nad brzegiem rzeki Bouras, znajdą Ikonę. A ich przewodniczką będzie pasąca kozy kobieta o imieniu Eufrozyna.
Uradowani udali się z rana w tym kierunku. Rzeczywiście, spotkali pastuszkę, która głęboko im się pokłoniła i wychwalając Matkę Bożą zachęciła wędrowców, by poszli za nią. Uderzyła swoją pasterską laską o skałę, na której siedziała. Skała natychmiast pękła i wytrysnęło z niej krystaliczne źródło czystej wody, płynące do dziś. Ojcowie zdumieni cudem, sławili Boga i Jego Matkę, ufając, że Bogarodzica posłała im prawdziwą przewodniczkę. A ta opowiedziała im o swoim doświadczeniu.
Pasła ojcowskie niewielkie stado kóz. Kilka dni wcześniej, gdy w samo południe skryła się ze swoimi kozami w cieniu drzew, zauważyła, że jedna z nich odłączyła się i zniknęła w pobliskiej jaskimi. Gdy z niej wróciła, miała mokrą brodę. Poprzedniego dnia wszystko się powtórzyło. Eufrozyna, ze strachem i modlitwą podążyła do tej samej jaskini. Na początku nic nie widziała, ponieważ wejście do niej było zarośnięte gęstymi krzakami. Gdy wzrok oswoił się z mrokiem, była zdumiona jej wielkością. Orzeźwiła się wodą, spływającą po twardej skale klifu. I nagle usłyszała głos: „Eufrozyno, Eufrozyno”. Obejrzała się i ujrzała po prawej stronie Ikonę Matki Bożej. Oniemiała z radości, usłyszała od Bogarodzicy, że spotka ojców, którzy wypełnią Jej wolę. Nazwała ich imiona i opisała wygląd.
I tak niebawem święci Symeon i Teodor ujrzeli Bogarodzicę w Jej Ikonie, napisaną przez ewangelistę Łukasza. Na prawej ręce trzymała Dzieciątko, Chrystusa Zbawiciela. Z ikony promieniowało oślepiające światło.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Anna Radziukiewicz, fot. autorka








