Początki polskiej państwowości są przedmiotem badań naukowych, ale i emocji. Pytanie dotyczy głównie misji cyrylometodiańskiej. Jak daleko sięgnęła (i czy sięgała?) w głąb państwa polskiego, niosąc za sobą obrządek słowiański wraz z mową słowiańską, świątyniami i strukturą kościelną. Pytanie jest więc takie – co się działo na ziemiach, dziś polskich, na wiek przed przyjęciem chrztu przez Mieszka I w 966 roku. Czy żyli na niej tylko poganie, czy i chrześcijanie obrządku słowiańskiego? Oficjalna historiografia mówi: „966 rok chrzest Polski”, czyli chrzest jej władcy z poddanymi, inaczej początek chrześcijaństwa w Polsce.
W Polskiej Akademii Umiejętności odbyła się 24 października debata, zorganizowana przez Instytut Slawistyki. Sięgnięto do początków polskiej państwowości, głównie w warstwie przepływów językowych, alfabetów, którymi dany język był zapisywany. Głównym bohaterem debaty stał się język starocerkiewnosłowiański, nazywany też słowiańskim, inaczej cerkiewszczyzna u początków polskiej państwowości.
Referat – otworzył ożywioną dyskusję – wygłosił wybitny polonista prof. Andrzej Romanowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Czy starocerkiewnosłowiański miał wpływ na staropolszczyznę? – pytanie, choć niesformułowane na początku, stało się konstrukcją utrzymującą referat. – Cerkiewszczyzna nawet nie musnęła polszczyzny – takie podsumowanie usłyszeliśmy na koniec. I ono zdominowało dyskusję.
Ale posłuchajmy profesora Romanowskiego.
– Pierwsze zapisy w języku starocerkiewnosłowiańskim pojawiły się zapewne w Konstantynopolu, a na pewno w Księstwie Morawskim w dziewiątym wieku. W 831 roku istniało, od czasów panowania Świętopełka, Państwo Wielkomorawskie, zwane też Rzeszą Wielkomorawską czy Wielką Morawą. Język, który pojawił się w tym państwie, mógł, w domyśle, sięgnąć na północ, czyli na dzisiejsze ziemie Polski – Małopolskę, Śląsk. Większość prawosławnych badaczy traktuje taką tezę jak dogmat, przytaczając tu cytat z żywota św. Metodego (z przekładu Tadeusza Lehra-Spławińskiego). A mówi on o księciu Wiślan, który urągał chrześcijanom. Metody wysyła do księcia ludzi, którzy udzielają mu przestrogi: „Dobrze będzie dla ciebie synu ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony na ziemi cudzej. I tak też się stało…”.
– Świadectwo żywota św. Metodego nie musi być jednoznaczne – komentował profesor. – Oczywiście bardziej prawdopodobna i znacznie bardziej rozpowszechniona jest informacja o chrzcie księcia poza ojczyzną.
Profesor powołał się na list biskupów bawarskich do papieża Jana IX z 900 roku, mówiący o jakimś plemieniu, które zostało podbite przez księcia wielkomorawskiego Świętopełka i nawrócone na wiarę chrześcijańską. Zestawienie obu świadectw zdaje się uprawdopodabniać tezę o podbitym ludzie, nazywanym dziś Wiślanami.
Ale czy tak było na pewno? Czy misjonarze Wielkiej Morawy poszli na północ, jeśli na przeszkodzie stanęły im Sudety i Karpaty?
Nawet jeśli nastąpił podbój plemion przez Wielką Morawę, nie musiał oznaczać ich chrystianizacji. Wśród polskich zabytków okresu wielkomorawskiego nie znaleziono żadnych oznak kultu chrześcijańskiego. W dziewiątym wieku na ziemiach nad Wisłą nie było pochówków szkieletowych (charakterystycznych dla chrześcijaństwa), w Małopolsce pojawiły się dopiero w X wieku. Jeśli więc był wpływ obrządku słowiańskiego na ziemiach nad Wisłą, to krótki i nie pozostawił po sobie żadnych śladów. Tu powołuję się na badaczy, m.in. Lehra-Spławińskiego – brak jakichkolwiek śladów obrządku słowiańskiego w południowo-wschodniej Polsce, doszukiwanie się śladów cyrylometodiańskiej misji pozbawione jest realnych podstaw. Nie ma również śladów obecności liturgii słowiańskiej na tych terenach. Nie znaleziono dotychczas żadnego materiału źródłowego, który mógłby podtrzymać tę tezę.
Tu profesor sięgnął do ówczesnej „geopolityki”, czyli tarć między Wschodem i Zachodem, już wtedy wyraźnych, o wpływy w regionie, wtedy w Wielkiej Morawie. Po czyjej stronie stanie Wielka Morawa? A może na tym styku dwóch wielkich „płyt tektonicznych”, zachodniej i wschodniej, straci swój państwowy żywot? Tak się stanie. Dużemu państwu w sercu Europy „geopolityka” pozwoliła jedynie na wiek trwania.
Dodajmy, że od zachodu Wielkiej Morawy wciąż rosło w siłę państwo Franków, poczynając od drugiej połowy V wieku, czyli od upadku zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego. Rodziło się gdzieś w Normandii i szło zdecydowanie na południowy wschód. Szczyt potęgi osiągnęło w 800 roku, obejmując niemal całą kontynentalną Europę zachodnią. Wtedy papież Leon III koronował Karola Wielkiego na cesarza rzymskiego, co wywołało oburzenie w Konstantynopolu, czującego się spadkobiercą Cesarstwa Rzymskiego. A Karol Wielki, w zasadzie niepiśmienny, robił wszystko, by wskazać, że to Grecy błądzą. Dlatego na siłę, mimo sprzeciwu niejednego papieża, doprowadził do włączenia do Symbolu Wiary Filioque, które do dziś skutecznie dzieli chrześcijan.
Jak państwo Franków wyglądało, gdy na Wielką Morawę dotarli w 863 roku misjonarze z Salonik, czyli z Cesarstwa Wschodniorzymskiego? Było nadal potężne, choć już od 843 roku od traktatu w Verdun podzielone na trzy części, które dadzą początek przyszłej Francji, Włochom i Niemcom. I choć oficjalnie chrześcijaństwo nie było jeszcze podzielone, czyli na rok 1054, trzeba było czekać prawie dwa wieki, to wiadomo było, że frankijskim biskupom nie będzie się podobała misja braci z Sołunia, czyli z drugiego co do ważności miasta Cesarstwa Wschodniorzymskiego, nazwanego niesłusznie Bizancjum.
Wróćmy do wykładu profesora. W 831 Księstwo Morawskie przyjęło chrzest w obrządku łacińskim na skutek misji bawarskiej. Dopiero trzy dekady później w 863 roku książę wielkomorawski Rościsław wraz z bratankiem Świętopełkiem wysłał poselstwo do cesarza bizantyńskiego Michała III z prośbą o przysłanie na Morawy misjonarzy (zauważmy, że nie posłali do patriarchy Focjusza, nie prosili o biskupów, tylko o zwykłych nauczycieli, którzy by wiarę głosili w zrozumiałym słowiańskim języku. Zapewne nie chcieli w ten sposób drażnić frankońskich biskupów. Prości, aczkolwiek wybitni nauczyciele, to wszak nie hierarchowie, nie przedstawiciele konkurującego Kościoła). Cesarz posłał dwóch Greków z Salonik – Konstantyna (Cyryla) i Metodego. Tamta misja nie zaszczepiła na Morawie greki. Misjonarze starali się spopularyzować liturgię słowiańską, ale nie mogli i nie chcieli rugować z tego terenu łaciny. Utrzymywanie, że na Morawach królowała liturgia słowiańska jest błędem. Istniały tam dwa ryty obok siebie – słowiański i łaciński, o czym pisze Lehr-Spławiński. Papież Hadrian II przyjął w 868 roku księgi liturgii słowiańskiej i nakazał je złożyć na ołtarzu rzymskiego kościoła Najświętszej Marii Panny, obecnie to bazylika Santa Maria Maggiore, co oznaczało uprawomocnienie słowiańskiej liturgii.
Dodajmy – to co akceptowali papieże, nie zawsze podobało się w państwie wschodniofrankijskim. Gdy w 870 roku Metody został mianowany biskupem, potem arcybiskupem Moraw, jego sufraganem był biskup Nitry Wiching, oddany obrządkowi łacińskiemu. Niszczył to, co nasadził Metody.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Opracowała Anna Radziukiewicz







