W listopadzie minęła 120 rocznica urodzin Eugeniusza Jewca, światowej sławy dyrygenta i pedagoga muzycznego. Urodził się w 1905 roku w Dubinach, zmarł w 1990 roku w Paryżu. Z żoną Elżbietą należał do pokolenia, które przeżyło dwa bieżeństwa. Podczas pierwszej wojny światowej Jan i Pelagia Jewcowie wraz z synami Arkadiuszem, Eugeniuszem i Borysem trafili do Noworosyjska nad Morzem Czarnym. Rodzina Cybruków, z której wywodziła się Elżbieta Jewiec, dotarła do Ochtyrki w guberni charkowskiej. Obie rodziny powróciły do ojczyzny pod koniec 1921 roku, by po niespełna ćwierćwieczu przeżyć kolejną tułaczkę.
Naszą opowieść rozpoczniemy od 6 lipca 1944 roku, kiedy zmarł o. Symeon Cybruk, były proboszcz cerkwi Narodzenia Bogarodzicy w Bielsku Podlaskim, ojciec Elżbiety Jewiec. Jej mąż, Eugeniusz, absolwent Warszawskiego Konserwatorium Muzycznego, był w tym czasie psalmistą-dyrygentem w bielskiej parafii św. Michała.
Uroczystościom pogrzebowym, które odbyły się 9 lipca 1944 roku, przewodniczył arcybiskup piński i poleski Aleksander (Inoziemcow), który ewakuując się na Zachód przejeżdżał w tych dniach przez Bielsk. Po pogrzebie o. Symeona jego rodzina jeszcze przez kilka dni przybywała w Bielsku w komplecie. Zięć zmarłego, o. Mitrofan Znosko, który przybył do Bielska z Brześcia, mógł w tym czasie szczerze porozmawiać z arcybiskupem Aleksandrem. Władyka poprosił go o wybaczenie za swoje niewłaściwe posunięcia podczas pełnienia posługi arcypasterskiej w Pińsku i Brześciu w okresie okupacji niemieckiej.
Tymczasem w kierunku Podlasia nieubłaganie zbliżał się front. 12 lipca 1944 roku z Bielska wyjechała matuszka – wdowa Anna Cybruk wraz z córką Aleksandrą, zięciem o. Mitrofanem Znosko oraz wnuczkami Anną i Wierą. Trzy dni później miasto opuściła na zawsze rodzina Eugeniusza i Elżbiety Jewców. W Bielsku pozostał tylko jeden z synów o. Symeona Cybruka – diakon Paweł. Jego córka, Nina Cybruk, jest znaną hajnowską lekarką – stomatologiem.
Przez Kalisz i Płock do Berlina
Emigracyjna epopeja rodziny Elżbiety i Eugeniusza Jewców rozpoczęła się 15 lipca 1944 roku, kiedy w cerkiewnym kalendarzu wspomina się wydarzenie Złożenia Szat Przenajświętszej Bogarodzicy w Blachernach. Dramatyczną decyzję o opuszczeniu Bielska podjęto wspólnie z o. Mikołajem Żukowem, proboszczem cerkwi Narodzenia Bogarodzicy. Duchowny przeczuwał, że w obliczu zbliżającego się wkroczenia Sowietów pozostawanie w mieście będzie skrajnie niebezpieczne. Dziekan bielski, który ze względu na obowiązki służbowe musiał pozostawać w kontaktach z władzami niemieckimi, wiedział, że mogą czekać go za to represje, a nawet śmierć.
Tak więc 15 lipca 1944 roku sześcioosobowa rodzina Jewców, Maria Cybruk (siostra Elżbiety Jewiec) oraz trzyosobowa rodzina Żukowych wyjechała z miasta na jednej ciężarówce. Ciężarówka wiozła ich w stronę Kalisza, gdzie w miejscowej cerkwi św. św. ap. Piotra i Pawła proboszczem był o. archimandryta Herman (Kariakin).
W tym czasie rodzina o. Mitrofana Znosko, wraz z matuszką – wdową Anną Cybruk, dotarła do Warszawy, gdzie przebywała przez dwa tygodnie. Stolicę opuścili w ostatnich dniach lipca 1944 roku – w przededniu wybuchu Powstania Warszawskiego. Początkowo rodzina Znosków udała się do Częstochowy, gdzie przyjął ich wiekowy proboszcz miejscowej cerkwi o. Antoni Mironowicz. W obliczu zbliżającego się frontu pozostawanie w mieście Jasnej Góry było jednak niebezpieczne, dlatego o. Mitrofan zdecydował się na wyjazd do Freiburga w południowo-zachodnich Niemczech. Ostatecznie jednak uzyskał przepustkę wojskową na przejazd do Wiednia, dokąd rodzina przybyła 7 sierpnia 1944 roku.
Elżbieta i Eugeniusz Jewcowie z dziećmi – Wasią, Iriną, Pietią i Pawlikiem – dotarli tymczasem do Kalisza, gdzie zamieszkali na plebanii. Towarzyszyła im Maria Cybruk, do której dołączył stryj Andrzej Cybruk z rodziną. Trwały bombardowania miasta, dlatego wiele czasu trzeba było spędzać w piwnicach. Aby utrzymać rodzinę Eugeniusz Jewiec zajmował się pracami dorywczymi, m.in. przy naprawie wodociągów.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Doroteusz Fionik, fot. autora i z archiwum, Iriny Jewiec








