Home > Artykuł > Najnowszy numer > Dzika grusza

Dawniej na stole wigilijnym był kompot z suszonych gruszek. Oczywiście, żeby ten kompot zrobić, trzeba było wcześniej nazbierać i wysuszyć owoce. Zazwyczaj były to gruszki małej wielkości, pochodzące z jednej z odmian gruszy pospolitej (Pyrus communis). Gatunek ten jest kompleksem mieszańców kilku gatunków europejskich. W jego powstaniu brały udział m.in. takie gatunki jak grusza polna, grusza oliwnikowa czy grusza wierzbolistna. Grusza pospolita ma bardzo długą historię uprawy i z czasem zaczęła dziczeć i krzyżować się wstecznie z gruszą polną, zwaną potocznie dziką lub ulęgałką – obecnie jest tak częsta w stanie dzikim, że jej występowanie doprowadziło do rozmycia genetycznego pierwotnej gruszy dzikiej.

W naszym domu w Szastałach zazwyczaj suszono gruszki zwane „miodówkami” – to średniej wielkości owoce o bardzo słodkim smaku. Do dziś na wsi rośnie drzewo posadzone przez mojego pradziadka Lwa Zinkiewicza. Jest to już bardzo stara grusza, która rodzi coraz mniej owoców. Jej czas dobiega końca.

Dzikie grusze kojarzymy z dawnymi miedzami na polach. Kiedyś taka grusza rosła na polu Darii Zinkiewicz w Szastałach. Darka i jej mąż Wasilij mieli czwórkę dzieci. Jednak po powrocie z bieżeństwa właściwie zostali sami. Dzieci rozjechały się po świecie, a rodzice mieszkali w swej rodzinnej wsi Szastały. Pod koniec życia ciocią Darią opiekował się bratanek Wasilija, Timofiej. Nie miałam możliwości poznać Darkę, która mieszkała niedaleko naszego pola za wsią. Mój tata tylko opowiadał, że stara już Daria prosiła, żeby grusza na polu została jako pamiątka po niej. Nie wiem czy do dziś jest tam jeszcze grusza, o której mówiono. Wiem, że po usłyszeniu tej opowieści prawnuczka Timofieja, która dziś tam mieszka, posadziła gruszę na swoim podwórku jako pamiątkę po ludziach, którzy mieszkali tu wcześniej. Pamiątkę po Darce, której dzieci rozjechały się po świecie.

Kilka lat temu oglądałam film „Dzika grusza” w reżyserii Nuri Bilge Ceylan. Jest to opowieść o powrocie z dużego miasta do rodzinnej prowincji. Film ten pokazuje relację pomiędzy kilkoma pokoleniami mężczyzn oraz rozprawę o długu, który zaciągnęliśmy od swych przodków. Często w tle pojawia się drzewo dzikiej gruszy, które staje się symbolem pewnego trwania.

Bardzo lubię czas wiosenny, gdy kwitną grusze – w sadach i dziko rosnące. Często są to olbrzymie drzewa, które pokryte białymi kwiatami nabierają niezwykłej delikatności i rozsiewają zniewalający zapach. Potem pojawiają się owoce, które można zebrać i przetworzyć. Można też je wysuszyć i ugotować pyszny kompot, który smakuje najlepiej na stole wigilijnym. W takich owocach jest często zamknięta opowieść o ludziach, chodzących ścieżkami, które dziś przemierzamy.

Iwona Zinkiewicz, fot. archiwum autorki

You may also like
Czarujące oczary
Złote kaczeńce

Odpowiedz