– Tego co człowiek przeżył, słowami nie opowiesz – tak o pielgrzymkach mówi matuszka Maria Bogus. Pielgrzymowała pieszo 25 razy na Grabarkę, dziesięć razy do Jabłecznej, zorganizowała ponad sześćdziesiąt połomniczestw w kraju i za granicą. I choć nogi już nie te, przygotowuje kolejną – do Mińska Mazowieckiego, na św. Spirydona. Jej zeszyt szybko wypełnia się nazwiskami chętnych.
Urodziła się w Malinnikach w gminie Orla, rodzice pracowali na roli. Mama Helena była głęboko wierząca, podobnie dziadek, który siedemnaście lat trudził się jako popieczytiel w cerkwi w Podbielu.
Wieczorem przed snem cała pięcioosobowa rodzina klękała do modlitwy. Gdy brat czasami się buntował, mama ściągała ścierką po plecach. W dużej, liczącej blisko dwieście domów, wsi wszyscy byli prawosławni. I choć do cerkwi w Podbielu mieli osiem kilometrów, na służbach zawsze najwięcej było parafian z Malinnik. W domu mówiło się o kobietach, które bez rozgłosu szły pieszo na Grabarkę, wspominało, że przed wojną z torbą sucharów wyruszały nawet do Poczajowa.
Praca na roli była ciężka, wspólny śpiew dawał wytchnienie.
Śpiewali młodzi i dorośli, nie tylko rohulki, także inne pieśni zarówno przy pracy, jak i w krótkich chwilach odpoczynku – na ławeczkach. W okresie świąt Bożego Narodzenia w Malinnikach kolędowało ze dwadzieścia grup.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Swego przyszłego męża, diakona Włodzimierza Bogusa, jeszcze semianarzystę, poznała na Onufrija, w 1968 roku. Pochodził z Knyszewicz w samogródzkiej parafii, był kolegą jej rodzonego brata. – Mania, a czom ty niczoho nam nie howoriła, my tut swiniuka zarezali, a pod wesiele szto budie? – zareagowała z humorem na wieść o niespodziewanych oświadczynach jej mama. Na cywilny ledwo zdążyli, bo pan młody z kolegą postanowili najpierw wykąpać się w rzece. Ale ślub cerkiewny był dużym wydarzeniem w całej parafii. Wychodziła przecież za przyszłego duchownego, a i w sąsiednim Dubiażynie był wtedy akurat festyn, cerkiew pękała więc w szwach. Młodzi powienczaliś 15 lipca 1973 roku.
Mąż po święceniach został diakonem w soborze św. Mikołaja w Białymstoku. Zamieszkali w buslennicy, bo tak nazwali swoje mieszkanie nad sklepem z kwiatami przy Lipowej (teraz jest tam sklepik Bractwa). Maria pracowała wtedy w Bielsku i studiowała zaocznie na SGPiS-ie. Pilnie poszukiwała pracy w Białymstoku. – Przyjeżdżaj na rozmowę – pewnego dnia zadzwoniła koleżanka, bo dowiedziała się o wakacie w Zakładzie Elektronicznej Techniki Obliczeniowej (ZETO). Ale przyszła szefowa nie zgodziła się, bała się, że studentka nie poradzi sobie z sesją i bilansem jednocześnie. Miesiąc później zmieniła zdanie. Matuszka Maria przepracowała w ZETO trzydzieści osiem lat.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Ałła Matreńczyk, fot. archiwum Marii Bogus








