22 listopada w nadgranicznych Mostowlanach w gminie Gródek w województwie podlaskim odsłonięto tablice informacyjne w miejscu dawnej siedziby rodu Kalinowskich, w której w 1838 roku urodził się Wincenty Konstanty Kalinowski, jeden z przywódców powstania styczniowego 1863 roku. W czasie poświęcenia przez katolickiego księdza tablic, inicjatorka uroczystości – żyjąca w Polsce białoruska dziennikarka Wolha Siamaszko – powiedziała: „Niestety, dzisiaj nie pojawił się żaden przedstawiciel prawosławnej Cerkwi. Chciałabym podkreślić, że musimy rozwiać mit o tym, jakoby Kalinowski był wrogiem prawosławia i prawosławnych. On nigdy nie występował przeciwko prawosławiu, przeciwko chrześcijańskiej tradycji”. Ponieważ Kalinowski przez część białoruskiej inteligencji jest kreowany „na wzór dla naszej prawosławnej młodzieży”, potrzebne jest przypomnienie, jaki był jego rzeczywisty stosunek do prawosławia.
O ile w przekazie polskich historyków i mediów Konstanty
Kalinowski to Polak, patriota, walczący o odrodzenie państwa polskiego w granicach sprzed 1772 roku, to przedstawiciele białoruskiej opozycji, białoruscy dziennikarze i publicyści przedstawiają Kalinowskiego jako Białorusina „bez skazy”, „prawdziwego apostoła narodu białoruskiego”, który „jednoczy wszystkich Białorusinów”. Takie „zawłaszczenie” polskiego bohatera spotyka się z krytyką części polskich dziennikarzy i środowisk białoruskiej Polonii. Krytycznie odnoszą się do Kalinowskiego także prawosławni Białorusini. Największe zastrzeżenia wywołuje jego fanatyzm w kwestiach wiary – Kalinowski nie ukrywał swojej nienawiści do prawosławia.
Postać Kalinowskiego budziła kontrowersje także wśród jego współczesnych. Polski historyk, pisarz, uczestnik powstania styczniowego, Walery Przyborowski, tak go charakteryzował: „W chwili wybuchu najwybitniejszą osobą w Komitecie Litewskim został Kalinowski, postać z pomiędzy tłumu spiskowców wszelkiego rodzaju tej epoki burzliwej, malująca się najdosadniejszymi i najbardziej zdecydowanymi rysami. Krańcowy Czerwieniec, z podkładką demagogiczną, wyznawca teorii wywrotu socjalnego, był człowiekiem niezaprzeczenie czystym, wielkiej energii i niezłomnego charakteru. Szlachcic z rodu, potomek tej drobnej szlachty mazurskiej, która za Rzeczypospolitej niosła w dziewicze puszcze litewskie zdobycze kultury polskiej, syn tkacza ze Świsłoczy, już w Petersburgu, jako student tamtejszego uniwersytetu, należał do wszystkich kółek rewolucyjnych, jakie na gruncie stolicy caratu przez kilka lat z rzędu powstawały. Po ukończeniu studiów powrócił w stopniu kandydata prawa do rodzinnej Litwy i rzucił się w wir ówczesnych wypadków. Był on bezwzględnym wyznawcą teoryi demagogiczno-komunistycznych, centralizacji emigracyjnej i federacyjnych programów Hercenowskiego «Kołokoła»”.
Piszący o powstaniu styczniowym i jego bohaterach, w tym o Konstantym Kalinowskim, polscy historycy i publicyści w ogóle nie poruszają kwestii wyznaniowej, a była ona bardzo ważna. Nie poruszają jej także kreujący Kalinowskiego na ogólnonarodowego bohatera Białorusini. Czynią tak, gdyż Kalinowski w kwestiach wiary był skrajnym fanatykiem. Swojej nienawiści do prawosławia nie ukrywał. O tym, że prawosławni padochnut jak sabaki i co ich czeka po śmierci, jak nie przejdą na katolicyzm w jego unickiej formule, pisał w kierowanych do „Mużykou Ziemli Polskoj” posłaniach. W jednym z nich (posłania były pisane po białorusku łacińskimi literami) czytamy: „Dzieciuki! Czy moja prawda jest gorzka, czy słodka, pisałem zawsze i pisać będę – uczyłem was, jak trzeba robić, i będę uczyć. Wy tylko słuchajcie mnie, rozważajcie dobrze i róbcie tak, jak wam powie sumienie, a Bóg jeszcze zmiłuje się nad nami i da nam szczęście, i będzie u nas dobrze.
Gdy Bóg, stworzywszy człowieka, dał mu duszę, to nie po to, aby żył on jak pies na tym, a na tamtym świecie przepadł na wiek wieków w mękach piekielnych, lecz dlatego, dzieciuki, aby znał Prawo Boże, znał swojego Boga, znał swoją wiarę i zasłużył na szczęście niebiańskie. Gdy syn boski, przyszedłszy na ten świat, ustanowił prawdziwą wiarę, za tę wiarę cierpiał męki krzyżowe, to nie dlatego, aby jakieś tam cary moskiewskie, z bękarciego rodu, zmieniali prawo boskie, a my, na rozkaz tych carów, wyrzekali się wiary swoich dziadów i pradziadów, i oddawali chwałę nie Bogu, a carskim swojakom, lecz dlatego, dzieciuki, Bóg najwyższy cierpiał za nas, aby Jego Prawo było wieczne, nikt nie śmiał go zmieniać, abyśmy my całą swoją mocą przy nim trwali.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Eugeniusz Czykwin







