Home > Artykuł > Najnowszy numer > Spotkanie w Maisons Laffitte

– Państwo zawsze było dla mnie wartością nadrzędną i jeżeli całe życie szczególnie interesowałem się sprawami mniejszości narodowych, to właśnie przez pryzmat interesu państwa – powiedział Jerzy Giedroyc.

Z Jerzym Giedroyciem rozmawiałem w pierwszych dniach października 1994 roku w jego domu w Maisons Laffitte pod Paryżem. Pojechałem tam z Kazimierzem Morawskim, prezesem Unii Chrześcijańsko-Społecznej, fundatorem nagrody św. Brata Alberta, którą mieliśmy wręczyć Redaktorowi i pani Zofii Hertz za całokształt działalności na rzecz wolnej kultury polskiej oraz pomoc udzielaną środowiskom literackim w Polsce w minionym okresie.

Byliśmy ciekawi tego spotkania, tym bardziej iż słynący z niezależności poglądów „niezłomny kniaź”, jak go nazywali przyjaciele, wcześniej odmówił przyjęcia z rąk prezydenta Orderu Orła Białego.

Niepokój, czy uda się wyjść poza ramy oficjalnej uroczystości i zdawkowych uprzejmości, szybko się rozwiał. Nasza rozmowa, w czasie której wypiliśmy po kilka lampek koniaku, trwała ponad dwie godziny. Ale to gospodarz głównie zadawał pytania. Przebijała z nich ogromna wiedza historyczna i znajomość bieżących spraw. Pytał o perspektywę dialogu prawosławno-katolickiego, o stosunek do Polski hierarchów Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, o niszczenie prawosławnych cmentarzy (Rakołupy) i sprawę monasteru w Supraślu.

Znałem biografię Jerzego Giedroycia i wiedziałem, że zaciekawienie tymi problemami nigdy go nie opuszczało. Miałem tego dowody jako redaktor naczelny „Przeglądu Prawosławnego”.

Szef „Kultury” już kilka lat wcześniej prosił listownie o egzemplarze naszego miesięcznika, choć poruszanymi na jego łamach zagadnieniami nie zainteresowało się dotąd żadne z liczących się w Polsce czasopism.

– Polacy – podkreślił – wciąż nie rozumieją, że nasza pozycja na Zachodzie zależy od pozycji Polski na Wschodzie. Im tam będzie mocniejsza, tym bardziej będą się z nami liczyć w europejskich stolicach. Poprosił mnie o ocenę stosunków między prawosławiem a katolicyzmem. Najbardziej interesował go ich wpływ na układy polityczne, gospodarcze i społeczne.

– Z niepokojem – powiedział – obserwuję poczynania Kościoła katolickiego na Wschodzie. W wielu przypadkach szkodzą one Polsce. Na przykład działalność polskich księży na Białorusi, gdzie arcybiskupem mianowano Polaka. Przecież to policzek dla Białorusinów. Jeżeli Kościół chce nawracać, niech robi to rękoma Hiszpanów, Włochów, ale nie Polaków. Niestety, Polska ciągle nie jest państwem w pełni suwerennym. Tym razem jest uzależniona od Watykanu i od Ameryki.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin

You may also like
80 lat po tragedii
Święto młodzieży
Złoty wiek kultury prawosławnej
O ojcu Jerzym Klingerze

Odpowiedz