U progu Nowego Roku wiele ludzi podsumowuje ten miniony i zastanawia się – co przyniesie im – nadchodzący rok. Nieodparcie nasuwa się refleksja o bezpowrotnym upływie czasu. Obecnie bardziej niż w minionych latach daje o sobie znać poczucie dyskomfortu, niestabilności i niepokój o przyszłość. Jednak odkąd psalmista wyznał: „W Twoim ręku są moje losy” (Ps 31,16), wierzący ufają, że nawet w najtrudniejszej sytuacji, Bóg jest i pozostanie z tymi, którzy Go miłują. Wśród wielu pięknych pouczeń Chrystus wskazał na rozumne podejście do czasu, w którym teraźniejszość powinna mieć dla nas największe znaczenie. Ani rozpamiętywanie przeszłości, ani zamartwianie się na zapas w sytuacji gdy nie wiemy, czy dożyjemy do jutra, Chrystus uznał za niemądre, zbyteczne i szkodliwe dla człowieka.
Jezus Chrystus żył głównie w otoczeniu ludzi biednych, prostych i pospolitych. Znał trudy życia, uciążliwość długich, pieszych wędrówek, dzienną spiekotę i chłód nocy, stykał się z wrogością i groźbami uśmiercenia. Znał dobrze całą mizerię kondycji ludzkiej i miałkość aspiracji, toteż nie dziwił się, że przedmiotem szczególnej troski ludzi było pożywienie, ubranie, dach nad głową. Jednak swoim słuchaczom oznajmił, że troska o to im nie przystoi. W ten sposób upodabniają się do pogan, którzy zabiegają o to co zewnętrzne, materialne, ziemskie, bo nie znają natury prawdziwego Boga ani nie mają świadomości rzeczy nadprzyrodzonych. Tymczasem mają w niebie Boga, który jak kochający Ojciec zatroszczy się o swe dzieci. Obdaruje ich wszystkim co niezbędne, jeżeli zaufają Mu, będą dążyć do Królestwa Bożego, czyli złożą swój los w Boże ręce i pozwolą Bogu zapanować w ludzkich sercach (por. Mt 6, 19-34).
Bóg nie zawiedzie i nie opuści cię
Pismo Święte w wielu miejscach zapewnia, że Bóg nie pozostawi bez opieki swego ludu jak swych dzieci, wobec tego nie ma podstaw do lęku i zatroskania. Jeżeli pilnie słuchać będziecie głosu mojego i przestrzegać mojego przymierza, będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich ludów (Wj 19,5). Pan sam pójdzie przed tobą i będzie z tobą. Nie zawiedzie i nie opuści cię; nie bój się więc i nie trwóż się! (Pwt 31,8; Joz 1,9). Bóg zapewnił, że góry mogą przeminąć i wzgórza mogą się zachwiać, lecz moja łaskawość nie przeminie (Iz 54,10). Miłość Boża jest prawdziwie macierzyńska: Czy może kobieta zapomnieć o swym niemowlęciu? (…) Lecz gdyby nawet ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie! (Iz 49,15). Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę (Iz 66, 3). Prorok zapewniał, że pomimo gorzkich doświadczeń, w każdym utrapieniu Bóg pragnie dla swego ludu pokoju, pomyślnej przyszłości i chce natchnąć nadzieją (Jr 29,11). Psalmiści byli przekonani, że Bóg jest miłosierny (…) łaskawy, cierpliwy i pełen litości (por. Ps 145,8-9; Ps 38,9; Ps 94,14; Ps 145,15). Według apostoła Pawła, nic nie jest w stanie odłączyć nas od Bożej miłości (por. Rz 8,38-39), natomiast św. Jan pisał, że skoro Bóg wysłuchuje próśb zgodnych z Jego wolą, to wręcz możemy być pewni ich spełnienia (por. 1 J 5,14-15).
Przeszłość jako lekcja
W kwestii dysponowania życiem Chrystus był wręcz chłodnym realistą. Gdy wygłaszał swoje programowe „Kazanie na Górze”, miał przed Sobą zaledwie trzy lata aktywności. Kroczył ku swemu przeznaczeniu spokojnie, miarowo, zgodnie z planem, unikając przedwczesnej śmierci (ukamienowania), ale też w odróżnieniu od zwykłych ludzi, wiedział co nastąpi. Natomiast my, pozbawieni Chrystusowej wszechwiedzy, mamy przyjąć do wiadomości pewne elementarne wskazówki życiowe. Oto niektórzy z sentymentem wracają do lat młodości, z lubością mówią o swej dawnej urodzie, powodzeniu u płci przeciwnej, licznych sukcesach. Jednak te piękne wspomnienia to nic innego, jak pudrowanie rzeczywistości. Nie przykryje ono obecnych zmarszczek, siwizny, chorób i niedołęstwa. Jeszcze inni postępują odwrotnie – koncentrują się na złych wspomnieniach, bezustannie wspominają swe grzechy i winy, roztrząsają wstydliwe epizody z młodości.
Tak postrzegana przeszłość przypomina samobiczowanie. Jeżeli od początku żałowaliśmy jakiegoś grzechu, jeśli szczerze i ze łzami skruchy wyznaliśmy go na spowiedzi i otrzymaliśmy rozgrzeszenie, potraktujmy to jak zamknięty rozdział, a ciężki balast przeszłości powierzmy Bożemu miłosierdziu. Prorok apelował: Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy (Iz 43,18). Nasz wpływ na minione wydarzenia jest minimalny, polega co najwyżej na pewnym złagodzeniu ich negatywnych skutków. Możemy jedynie spróbować naprawić to, co wcześniej zepsuliśmy. Tak postąpił ewangeliczny celnik Zacheusz, gdy oznajmił: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie (Łk 19,8). To znaczy, że tylko niekiedy i częściowo można zrekompensować komuś wyrządzoną mu krzywdę, natomiast nie da się cofnąć samego faktu, wraz z jego konsekwencjami. Dla wszystkich, łącznie z nami.
Bardziej realne jest za to coś innego – przeszłość można przemyśleć, przeinterpretować, jak to uczynił biblijny Józef. Sprzedany do Egiptu przez braci, wtrącony tam do więzienia, najpierw skarży się podczaszemu na swój los: Po złodziejsku wykradziono mnie z ziemi Hebrajczyków, a także i tu nie uczyniłem nic takiego, żeby wtrącono mnie do lochu (Rdz 40,15). Gdy jednak już jako wysoki dostojnik egipski przyjmuje braci, patrzy na minione wydarzenia jako zrządzenie Bożej Opatrzności. Wy niegdyś knuliście zło przeciwko mnie, Bóg jednak zamierzył to jako dobro, żeby sprawić to, co jest dzisiaj, że przeżył wielki naród (Rdz 50,20). Innymi słowy, nie czujcie się winni, nie będzie zemsty, bo byliście częścią Bożego planu. Józef nie odwrócił biegu wydarzeń, ale pokazał możliwość reinterpretacji przeszłości.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
o. Konstanty Bondaruk, fot. domena publiczna








