W Polsce jest prawie dwa i pół tysiąca gmin i dziesięć prawosławnych monasterów. Tymczasem w jednej gminie są dwa monastery. To gmina Kleszczele. Obie wspólnoty dzieli kilometr, bo tyle jest między Zaleszanami i Sakami. Gdyby człowiek w swej mądrości decydował o założeniu monasterskich wspólnot, nigdy by nie ulokował ich tak, obok siebie. Ale to są Boże plany. I to wyraźnie brzmiało w słowie metropolity Cerkwi w Polsce Sawy, który przybył 7 grudnia do Zaleszan na święto św. Katarzyny Aleksandryjskiej, patronki zaleszańskiej wspólnoty, ku wielkiej radości wszystkich.
– Swą obecnością dodajecie nam władyko siły i otuchy – mówiła matuszka Katarzyna (Niczyporuk), niosąca swój podwig od 2007 roku, bo wtedy metropolita swym dekretem założył tu dom zakonny, pięć lat później po utworzeniu wspólnoty w Sakach. Na końcu wsi stał nieduży murowany dom. Na nim pojawiła się kopułka, znak że jego część stała się świątynią. Potem dom rozbudowano, z myślą głównie o pielgrzymach i wzniesiono drewnianą cerkiew, tymczasową. Po drugiej stronie monasterskiego placu położono w 2019 roku kamień węgielny pod budowę cerkwi murowanej, w stylu greckim św. Katarzyny Aleksandryjskiej i Zaleszańskiej Ikony Matki Bożej. Cerkiew, oddalona od miast, w kurczącej się wsi, rosła w niezwykłym tempie. Dziś wita wjeżdżających do Zaleszan. Ma piękny, rzeźbiony w drewnie, wykonany w Grecji, ikonostas, ikony w nim, lśniące złotym tłem, kamienną posadzkę, ocieplony sufit, grający świeżością zaimpregnowanych desek. Wstawione są wszystkie okna i drzwi. Cerkiew czeka na polichromię. Na jej środku
7 grudnia przelewało się „morze” płonących świec, których nie pomieściłyby żadne tradycyjne podświeczniki, a elegancko wykonane deski z otworami na świece – tak. Świece były niczym żywe bijące serce wspólnoty, wokół których uwijali się najmłodsi. Wierni wypełnili obie cerkwie.
– Zapytałem waszego starostę cerkiewnego, czy mieszkańcy Zaleszan mają świadomość, co tutaj się stało i co dzieje się dziś? – mówił metropolita. – Tak – odpowiedział. To niepojęte dla człowieka. Wasi przodkowie zostali w 1946 roku, 29 stycznia, zegnani do jednego domu. Dom został podpalony. Spłonęli w nim. Nielicznym udało się uciec. I oto jak dziwnie Bóg kieruje losami. Przychodzi do mnie sympatyczna pani i mówi: – Władyko, miałam sen. We śnie zjawiła się Matka Boża. Stała nad płonącym domem. „Idź do ikonopisca. Niech zrobi szkic tego, co jawiło się we śnie” – mówię do niej. Przyniosła mi ten szkic. I oto dziś mamy Zaleszańską Ikonę Matki Bożej, napisaną na podstawie tego szkicu. Diwien Boh wo światych swoich, Boh Izraila.
Władyka pouczał: – Gdy jesteś wierzący, musisz być wierzący do końca i nikt i nic nie może cię z tej drogi sprowadzić. Tymczasem my przyjmujemy różne teorie, ponieważ nie jesteśmy duchowo dojrzali. A idą trudne czasy i trzeba będzie pokazać pierś z prawosławnym krzyżem i powiedzieć: Hospodi, ja z Toboju. Do końca Bóg kieruje losami człowieka. Chrystus Bóg kieruje losami Cerkwi. On postawił apostołów, a apostołowie biskupów, odpowiedzialnych za cały porządek w Cerkwi. Tę świadomość musimy mieć. Co się stało po sąsiedzku, na Ukrainie? Schizma. Człowieka, który nie otrzymał święceń duchowych, nazywa się metropolitą i tworzy to co chce, by zadowolić, nazwijmy prosto – polityczną stronę życia. Tymczasem ten, który nie ma święceń kapłańskich, jest pozbawiony łaski. Chrystus jasno powiedział – jeśli ktoś nie słucha Cerkwi, jest poganinem.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Anna Radziukiewicz, fot. autorka








