Gdy w połowie stycznia 2024 roku parafia Podwyższenia Krzyża Pańskiego w
Narwi po raz pierwszy zaprosiła wiernych i gości na otwarty koncert
kolęd, wydarzenie miało jeszcze kameralny charakter. Ale już wtedy dało
się odczuć apetyt na więcej. Zarówno sama idea, jak i sposób przeżywania
bożonarodzeniowych pieśni spotkały się tu z bardzo ciepłym przyjęciem.
Najlepiej świadczy o tym tegoroczna, trzecia edycja koncertu – gęsto
ustawione rzędy krzeseł nie były w stanie pomieścić wszystkich obecnych.
– Batiuszka, cerkiew drewniana, nieogrzewana. Na dworze minusowa
temperatura. Nie było zimno? – Dla mnie nie – mówi proboszcz parafii w
Narwi, o. Jarosław Ciełuszecki. – Nawet nie miałem na sobie kurtki.
Myślę, że inni też nie czuli dyskomfortu. Prawie wszyscy artyści
wystąpili w strojach scenicznych, bez dodatkowych okryć, mimo że nie
musieli. I dali radę.

Pomogły piecyki gazowe i parasole grzewcze. Dla narwiańskiej świątyni z
końca XIX wieku to na razie jedyne, choć bardzo niezadowalające,
rozwiązanie. Być może w najbliższym czasie sytuacja ulegnie poprawie i
wiekowa cerkiew doczeka się stałego ogrzewania. Parafia skrupulatnie
zabiega o stosowne zgody konserwatorskie. A na tym z całą pewnością
zyska również styczniowy koncert kolęd w Narwi, który zdążył ugruntować
swoją pozycję w lokalnym i cerkiewnym kalendarzu wydarzeń.
Na pomysł wpadł poprzedni proboszcz, o. Michał Dudicz. Wątpliwości miał
niemało – czy w ogóle ktoś przyjdzie, czy wykonawcy zechcą wziąć udział,
czy przyjadą?
Zaplecze, w każdym razie, było obiecujące. Przy narwiańskiej parafii
właśnie powstał i nabierał rozpędu Chór Chabry, a w pobliskiej Łosince
od lat działał doświadczony Chór Harmoń. Udało się jeszcze namówić
słynący z wysokiego poziomu artystycznego Chór Cerkwi Narodzenia NMP w
Bielsku Podlaskim i zaprzyjaźnioną z Narwią ludową Reczeńkę z Koźlik
(gmina Zabłudów). Taki układ zdawał się jasno sygnalizować, że koncert
nie ograniczy się wyłącznie do chóralnej stylistyki, lecz pozostanie
otwarty na tradycyjne, regionalne formy wokalne.

Gdy parafię objął o. Jarosław Ciełuszecki, ani myślał rezygnować z tej
inicjatywy. – Rok temu było bardzo dużo osób, a w tym roku jest jeszcze
więcej. Skoro ludzie przychodzą, chcą słuchać, uczestniczyć, nie bacząc
na ten mróz, czy chłód, to znaczy, że idziemy w dobrym kierunku. Trzeba
to kontynuować – stanowczo deklaruje o. Jarosław.
Bo zainteresowanie wybrzmiewającymi po wschodniosłowiańsku kolędami
wcale nie słabnie. Wydaje się, że ten właśnie element żywej tradycji
religijno-kulturowej prawosławia nabiera dzisiaj szczególnej
intensywności. Nie dość, że nie zanika zwyczaj wędrownego kolędowania od
domu do domu, a nawet wzbogaca się o nowe odcienie i wymiary, to
równolegle towarzyszy temu poszerzanie się przestrzeni wykonawczej.
Coraz częściej bowiem tradycyjne kolędy i pieśni bożonarodzeniowe
wychodzą poza świeckie sceny i trafiają do cerkwi w formie
zorganizowanych koncertów lub wieczorów muzycznych. Choć zjawisko wciąż
jest w polskim prawosławiu stosunkowo świeże, od kilkunastu lat
obserwujemy jego systematyczny rozwój – parafie na terenie całego kraju
otwierają swoje świątynie dla publiczności, zamieniając je na kilka
godzin w swoiste „sale koncertowe”. W tym roku podobne wydarzenia odbyły
się m.in. w Warszawie, Łodzi, Stargardzie, Gorlicach i Białymstoku. Po
raz trzeci zorganizowano Ekumeniczny Wieczór Kolęd w cerkwi
Zmartwychwstania Pańskiego w Bielsku Podlaskim.

Zimowe koncerty w cerkwiach mają zazwyczaj lokalny charakter i dość
elastyczną formułę. Mogą odbywać się jako osobne wydarzenia z pogranicza
religii i kultury, pomosty ekumeniczne pomiędzy wyznaniami
chrześcijańskimi, otwarte na wykonawców z kręgu łacińskiego, albo
„rozszerzenie” istniejącej praktyki liturgicznej. Niezależnie od
przyjętej formy, są przede wszystkim okazją do zaprezentowania
miejscowych chórów i artystów.
W Narwi inicjatywa funkcjonuje jako odrębna uroczystość, całkowicie
osadzona w ramach prawosławnej tradycji kolędniczej. Dotychczas
współtworzyli ją lokalni i regionalni wykonawcy. Ale tegoroczna, trzecia
edycja, przyniosła ważną nowość – po raz pierwszy zaproszono artystów
spoza regionu. Wystąpił renomowany Młodzieżowy Chór Katedry św. Marii
Magdaleny w Warszawie pod dyrekcją ks. prot. Rafała Dmitruka oraz
kameralny projekt wokalny Prawosławna Nadbużańszczyzna, prowadzony przez
matuszke Agnieszkę Łotysz i skupiający chórzystów z kilku parafii
diecezji lubelsko-chełmskiej.

– To są naprawdę profesjonalne chóry, a my chcemy podnosić sobie
poprzeczkę, chcemy się rozwijać – mówi o. Jarosław. – W ten sposób
możemy wspólnie jeszcze lepiej pokazywać naszej społeczności lokalnej,
jak piękne jest prawosławie i jak można wyśpiewywać je melodiami kolęd.
16 stycznia publiczność zgromadzona w błękitnej cerkwi mogła wysłuchać
różnorodnych prezentacji o wysokiej klasie wykonawczej. Chór z Warszawy
od pierwszych dźwięków zachwycił kolędami ukraińskimi i białoruskimi,
wykonanymi z imponującą precyzją techniczną i bogatym wyrazem
artystycznym. Prawosławna Nadbużańszczyzna urzekła nastrojowymi,
melodyjnymi interpretacjami, wychodzącymi niekiedy poza klasyczną,
wschodniosłowiańską stylistykę.
Zaskakująca, a zarazem poruszająca okazała się wielojęzyczna
interpretacja „Cichej nocy” w wykonaniu gospodarzy. Chór Chabry,
prowadzony przez Ałłę Kamieńską, prawdopodobnie po raz pierwszy
zaśpiewał po angielsku i niemiecku. Mało tego, usłyszeliśmy nawet łacinę
i hiszpański – oprócz sprawdzonych, podlaskich brzmień kolędowych,
Zespół Rodzinny Triada z Białegostoku zaproponował bowiem własną,
świąteczną adaptację „Maranatha” – utworu zakorzenionego w
starochrześcijańskiej tradycji Kościoła powszechnego.
Na prawosławną klasykę tymczasem postawił Chór Harmoń z Łosinki – jedna
ze znanych wiejskich formacji chóralnych w regionie. Tak jak Chabry, od
początku stanowi niezmienny trzon wykonawczy narwiańskiego koncertu. A
dwa prawosławne chóry to naprawdę wiele, jak na okolicę usytuowaną z
dala od wielkich aglomeracji.
Jednak mimo obecności chórów, przygotowanie koncertu z prawdziwego
zdarzenia wciąż stanowi tu wyzwanie. O. Jarosław przyznaje, że w mieście
jest znacznie łatwiej. A praktyka zdaje się to potwierdzać, bo jak dotąd
organizacji wieczorów kolęd w cerkwiach podejmują się głównie parafie z
miasta. Na tym tle Narew – choć w świadomości mieszkańców uchodzi za
miasteczko – jawi się jako prawdziwy „wiejski rodzynek”.
– Gdyby nie sponsorzy, osoby dobrej woli i wielkiego serca, koncert nie
mógłby odbyć się w takiej oprawie – przyznaje proboszcz. – Na wszystko
potrzebne są pieniądze, a parafię nie do końca stać na koncert. Trzeba
naprawdę dwoić się i troić.
O. Jarosław nie zapomina o działającym w Narwi od paru miesięcy
Stowarzyszeniu Miej Wielkie Serce. Dzięki jego pełnemu zaangażowaniu
organizacja koncertu mogła przebiec o wiele sprawniej. Ta oddolna,
pionierska inicjatywa parafialna skupia nie tylko mieszkańców
miejscowości, lecz wszystkich tych, którzy chcą wspierać miejscową
cerkiew i pielęgnować lokalne dziedzictwo kulturowe prawosławia. A
koncert kolęd, jak podkreśla pełniąca funkcję gospodyni sceny, Barbara
Klimczuk-Moczulska, wpisuje się w tę misję najlepiej: – W jedną z
grudniowych niedziel zorganizowaliśmy kiermasz specjalnie po to, żeby
zebrać pieniądze na koncert. Kultywowanie tych tradycji śpiewaczych jest
czymś, co moim zdaniem zawsze łączy ludzi.

Trudno się nie zgodzić. Śpiewanie kolęd łączy – w domach, na ulicach, na
scenach oper i filharmonii, w ośrodkach kultury, szkołach, świetlicach,
remizach. Łączy duchowo, społecznie, emocjonalnie. Ale czy wykonywane w
cerkwi, w formule koncertowej, mogłyby brzmieć inaczej? Głębiej?
Bardziej świątecznie lub wyjątkowo? – Naszym założeniem było, żeby w
tych sakralnych ścianach, w świątyni, w której modlili się nasi
przodkowie, wśród świętych ikon Matki Bożej, Jezusa Chrystusa – aby tu
właśnie zorganizować koncert. Uważam, że mamy wspaniały, duży obiekt,
taką cząsteczkę nieba, niosącą modlitwy pokoleń. Nie znajdziemy lepszego
miejsca – przekonuje o. Jarosław.
W dodatku miejsca o wyrazistej tożsamości historyczno-kulturowej,
przechowującego pamięć minionych dramatów. Podczas bieżeństwa cerkiew w
Narwi, całkowicie opuszczona, utraciła swoje najcenniejsze ikony. W 1990
roku przetrwała niszczycielski pożar, który na oczach wiernych pochłonął
całe jej zabytkowe wnętrze. Dzisiaj, z dala od tamtych tragicznych
wydarzeń, w jej odrestaurowanych przed laty ścianach otwiera się właśnie
nowy rozdział.

Bo jeszcze do niedawna nie istniała tu żadna zorganizowana formacja
chóralna. A teraz, oprócz Chabrów i aktywnie działającego
stowarzyszenia, w kalendarz cerkiewnych wydarzeń zdołał wpisać się ten
szczególny, wychodzący już poza lokalne konteksty koncert. I wszystko
wskazuje na to, że pozostanie tu na dłużej. Jako głos, który niesie
radość Bożego Narodzenia, łączący jednocześnie pamięć, wiarę i
wspólnotę.
Marzena Rusaczyk
fot. Andrzej Rusaczyk




