Home > Luty 2025 > Odszedł batiuszka z Drohiczyna

Odszedł batiuszka z Drohiczyna

O. mitrat Eugeniusz Zabrocki odszedł do Pana 8 stycznia. Zapamiętaliśmy go przede wszystkim jako drohiczyńskiego batiuszkę. Służył w tym słynnym, pełnym świętości i uroku mieście książąt ruskich i mazowieckich przez niemal równo 39 lat, od 17 stycznia 1987 roku.

Wydaje mi się, że pokochał to miasto. Tysiące razy przemierzał drogę od parafialnego domu, położonego w centrum miasteczka, do cerkwi św. Mikołaja, za którą zaraz wysoka skarpa nad zakolem Bugu ukrywała miasto.

Jakże lubiłam każdy kontakt z batiuszką! Wiedziałam, że zawsze zostanę serdecznie przyjęta, że wysłucham opowieści, które jak klucz otwierały moją wyobraźnię o starym Drohiczynie, z dwoma monasterami – Spasa i Świętej Trójcy, z cerkwiami – Spasa, Juriewską, Woskresieńską, Paraskiewy, św. Barbary czy dzisiejszą św. Mikołaja. O. Eugeniusz prowadził mnie na Górę Zamkową. Patrząc z niej zdawało się wszystko leżeć u stóp po drugiej stronie Bugu – lasy i łąki, nie zaburzone żadnymi domami, i historia. – To Ruska Strona, albo Drohiczyn Ruski – tłumaczył o. Eugeniusz. – Drohiczyn Ruski miał swoje cerkwie i nawet prawa miejskie do 1861 roku, potem stał się wsią. A dziś i wsi nie ma. Historia i przyroda obeszły się z nim okrutnie. Najeżdżali Tatarzy, Szwedzi, Jerzy Rokoczy książę Siedmiogrodu, w 1805 roku Drohiczyn Ruski płonął, w 1813 zalały go wody Bugu.

Pamiętam jak o. Eugeniusz pokazał daleko na horyzoncie stodołę po Ruskiej Stronie, którą akurat oświetliło niczym reflektorem słońce. To wszystko co zostało po mieście. Ludzie stąd po pożarze i powodzi wynieśli się wyżej i założyli wieś Góry, dziś w województwie mazowieckim.

O. Eugeniusz wiedział, jak płynęły Bugiem granice, pielgrzymi, flisacy, mnisi, ale i krew obrońców tej ziemi. I umiał o tym opowiadać tak, że każdego zainteresował.

Pamiętam, jak przyjechaliśmy w końcu lata 2021 roku do o. Eugeniusza Zabrockiego z laureatami Nagrody Księcia Konstantego Ostrogskiego. Byli z nami prof. Andrzej Romanowski z Krakowa, polonista i publicysta, pastor z Niemiec Barbara Phieler. Z jakże wielkim zainteresowaniem spotkały się opowieści o. Eugeniusza u wytrawnego polonisty, ale i historyka kultury polskiej Romanowskiego! O. Eugeniusz nie szczędził, jak zwykle, swego czasu. Wprowadził do cerkwi, opowiedział o drohiczyńskim prawosławiu, zaprowadził na Górę Zamkową.

Gdy w 2022 roku Fundacja Ostrogskiego zorganizowała wystawę Święta Góra Grabarka w fotografii Jana Skłodowskiego, pokazaliśmy ją na drohiczyńskim rynku. O. Eugeniusz przyjął wystawę z radością, stał się jej współorganizatorem, bo przecież były jeszcze wspomnienia ludzi o Grabarce, poczęstunek. Święta Góra pozostawała dla niego taka bliska. Przez cztery lata, między 1982 a 1986 rokiem, służył na Grabarce jako duchownik. Był wtedy jeszcze młodym batiuszką – urodzonym w 1958 roku w Kuraszewie, który 28 marca 1982 roku otrzymał świecenia diakońskie i dzień później kapłańskie.

Każdy kontakt z o. Eugeniuszem wnosił radość spotkania i obfitego czerpania wiedzy.

Doświadczyłam tego i podczas podróży na drugą stronę Bugu, do Wirowa. O. Eugeniusz zaproponował mi wyprawę w historię z przełomu XIX i XX wieku. Wcześniej nigdy tam nie byłam. Jakież wrażenie zrobiło na mnie to miejsce, gdzie monaster trwał od 1893 do 1915 roku, z mnóstwem sióstr i rozmachem pracy oświatowej i charytatywnej. O. Eugeniusz pokazywał drewniany domek ihumenii, opleciony dzikim winem, dawną cerkiew, która po wojnie służyła, tak jak i korpusy mniszek, dzieciom sierotom i ludziom pokonywanym przez starość i choroby. Spuszczał się z wysokiej skarpy Bugu, po której niegdyś mniszki szły po wodę, odmawiając Modlitwę Jezusową, a pielgrzymi schodzili, by wsiąść do łódek, przepłynąć Bug, a potem iść na Spasa na Świętą Górę Grabarkę.

A ile razy spotykaliśmy się na Grabarce podczas święta Spasa!

Radość minionych spotkań i łzy smutku, że za szybko odszedł. O. Eugeniusz przeżył 68 lat. Wiecznaja pamiat’.

Anna Radziukiewicz, fot. autorka

You may also like
Kreszczenije
Nagrody Ostrogskiego 2026
Konstanty Bazyli Ostrogski
Tron ze starego drewna