W sylwestrową noc świat oddaje cześć złotu i przepychowi, lecz główną relikwią Rzymu jest pięć szorstkich desek z koryta dla bydła. Oto historia Sacra Culla.
Rzym w noc z 31 grudnia na 1 stycznia przypomina pijanego patrycjusza. Wieczne Miasto eksploduje tysiącami fajerwerków. Na Piazza del Popolo leje się prosecco, turyści szturmują butiki, a rachunki za kolację w restauracjach przebijają stratosferę. Świat świętuje zmianę cyfry.
Lecz jeśli skręcisz z hałaśliwych ulic do bazyliki Santa Maria Maggiore i zejdziesz do krypty pod głównym ołtarzem (Confessio), trafisz do strefy absolutnej ciszy. Tam, w półmroku, stoi osobliwy obiekt. To kryształowy relikwiarz, wykonany w 1802 roku przez architekta Giuseppe Valadiera. Jest wspaniały: srebro, złoto, kryształ, figurka Dzieciątka na szczycie. Ale gdy przyjrzysz się temu co spoczywa w środku tego jubilerskiego arcydzieła, ogarnie cię osłupienie. Wewnątrz nie ma diamentów. Leży pięć spróchniałych, sczerniałych desek. To Sacra Culla – Święty Żłobek. Pozostałości tego samego żłobu (koryta), do którego Maria położyła Boga, bo w gospodzie nie było dla Niego miejsca (Łk 2,7).
Odrzućmy pobożne mity o „złotej kołysce”. Mamy tu surową rzeczywistość I wieku. Naukowcy wielokrotnie badali te deski. To nie libański cedr, z którego wznoszono pałace, ani drogi cyprys. Badania w Watykanie (m.in. przed zwróceniem cząstki do Betlejem w 2019 roku) wykazały: to drewno charakterystyczne dla palestyńskiego regionu tamtego czasu. Analiza radiowęglowa datuje je na około I wiek n.e.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Konstantin Demidow, spzh, tłum. Ałła Matreńczyk








