„Niechaj nikt nie lekceważy twego młodego wieku, lecz wzorem bądź dla wiernych w mowie, w obejściu, w miłości, w wierze, w czystości (…) przykładaj się do czytania, zachęcania, nauki. Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu… W tych rzeczach się ćwicz, cały im się oddaj” (1 Tm 4,12-16). Tak pisał św. apostoł Paweł do swego ucznia Tymoteusza (w kalendarzu jego imię wspomina się 4 lutego). Słowa „wzorem bądź dla wiernych w mowie, w obejściu, w miłości, w wierze, w czystości” są wygrawerowane na odwrocie krzyża, który otrzymuje każdy kapłan prawosławny podczas wyświęcenia. Nie tylko w pamięci, ale wręcz fizycznie, na swojej piersi rozpoczyna swoją posługę z mottem, które stało się ponadczasowe.
Podczas swej drugiej podróży misyjnej św. apostoł Paweł odwiedził Listrę Likaońską i tam poznał syna Greka i Żydówki – Tymoteusza. Nie bacząc na jego młody wiek, apostoł wziął go ze sobą w drogę i zlecał mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Ostatecznie pozostawił Tymoteusza w charakterze biskupa w Efezie. Jednak wiedząc o jego braku doświadczenia, a także o fałszywych nauczycielach i wichrzycielach, około 63 roku napisał do niego z Macedonii ostrzeżenie, aby trwał w tym, czego się nauczył od niego, Pawła, przy nauce godnej wiary i całkowitego zaufania (por. 1 Tm 4, 6-11).
Kiedy św. Paweł ustanawiał Tymoteusza biskupem w Efezie, tamtejsza wspólnota istniała już od dobrych kilku lat i wymagania wobec kapłanów były wysokie. To dlatego św. Paweł nalegał, aby jego protegowany, młody biskup, był nienaganny, by „podciągał” się do należytego poziomu duchowego i intelektualnego. Najważniejsze, na co zwracał uwagę i czego uczył apostoł, to osobisty przykład, własne życie, które przemawia do ludzi bardziej niż krasomówstwo i tysiące słusznych słów. Zwracając się do starszych gminy w Milecie apelował: Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami (…) Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne (…) spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki (…). Dlatego czuwajcie (por. Dz 20,28-31).
W czasach apostolskich stopnie kapłańskie dopiero się wyodrębniały i formowały, natomiast biskupstwo nie wiązało się z dzisiejszym prestiżem – jako funkcja nadzorcza raczej wymagała odpowiedzialności, ofiarności i niosła wiele niebezpieczeństw. Znając realia biskupiej, czyli administracyjno-organizacyjnej posługi, św. Paweł pisał, że jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania (1 Tm 3,1), bo ambitni karierowicze nigdy nie pragną niewdzięcznych posad. Od cerkiewnych zwierzchników w czasach apostolskich zdecydowanie więcej niż obecnie wymagano i o wiele mniej niż obecnie im oferowano. Duża odpowiedzialność i niewiele zaszczytów.
Dobry pasterz
W Piśmie Świętym bardzo popularny jest obraz pasterza. Przede wszystkim Bóg jest „pasterzem swego ludu” (Rdz 48,15; 49,24; Iz 40,11; Ps 23; 80,2; 95,7; Ez 34,11). On też w czasach ostatecznych pośle pasterza z własnego wyboru: I ustanowię nad [owcami] jednego pasterza (…). On je będzie pasł, on będzie ich pasterzem (Ez 34,23). Biblia używa obrazu pasterza w kontekście zarówno duchowym, jak i dosłownym. Pasterz, który prowadzi i troszczy się o owce, jest symbolem Boga w odniesieniu do Ludu. Podkreślając taką swoją rolę, Chrystus nazywa siebie Dobrym Pasterzem: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce (J 10,11). Opisał przymioty dobrego pasterza: Wchodzi do owczarni w dobrej wierze (…) owce słuchają jego głosu; woła owce po imieniu i wyprowadza je (…) staje na ich czele i owce podążają za nim, bo go znają (…). Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych (por. J 10,1-16). Przeciwieństwem „dobrego pasterza” jest najemnik, który w chwili niebezpieczeństwa opuszcza owce i ucieka (…) bo nie zależy mu na owcach (por. J 10,12-13).
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
o. Konstanty Bondaruk








