Home > Z kraju > Wieczór kolęd

Choć Światki już minęły, styczniowe spotkanie Rusi „z gwiazdą i kolędą” w CKP przebiegło w świątecznej atmosferze. Olbrzymia gwiazda witała już od progu, z kolędami wystąpiła „Małanka” i „Żemerwa”. Gwiazdę wykonał i „Małankę” stworzył Sergiusz Łukaszuk, wieloletni dyrektor bielskiego domu kultury, od ponad 60 lat związany z zespołami białoruskimi na Białostocczyźnie, laureat brązowego i srebrnego medalu Gloria Artis. To jedne z jego zawodowych wizytówek.

Wszystko zaczęło się od gry na akordeonie, wspominał na spotkaniu. Ten instrument, na którym grał starszy brat Mikołaj, przyciągał go jak magnez. Gdy Kola pomagał rodzicom w polu, Sieroża zakradał się do komory i sięgał po akordeon. Usiłował wydobyć z niego dźwięki, tak trochę po omacku.

W rodzinnych Gredelach nie było szkoły. Chłopak chodził do podstawówki w Paszkowszczyźnie. Tam trafił do jego rąk śpiewnik do klas V-VII. W nim nie tylko słowa i nuty ówczesnych szlagierów takich jak „Szumi dokoła las” czy „Spoza gór czy rzek”, także – co w tej historii najważniejsze – rysunek klawiatury akordeonu z podpisanymi klawiszami. Sieroża chemicznym ołówkiem przeniósł te oznaczenia klawiszy na akordeon brata, a potem podpisał nuty piosenek. I tak krok za krokiem zaczął ćwiczyć. Wkrótce akompaniował już szkolnemu zespołowi, który tańczył trojaka: „Zasiali górale żyto, żyto”.

Muzyka nie opuszczała go w Liceum Pedagogicznym w Bielsku, do którego poszedł w ślad za stryjecznym bratem Aleksandrem, ani w pierwszej szkole w Mierzwinie, do której trafił z nakazu pracy, ani w wojsku.

Po powrocie do cywila czekał go awans na kierownika szkoły w Hołodach. Prawdę powiedziawszy przyjął go z pewnym niepokojem, jego staż pracy w oświacie wynosił zaledwie 1,5 miesiąca.

„Nie przejmuj się – rozwiewał jego obawy pracownik inspektoratu – Stiepan Buryło z twojej wioski jest kierownikiem szkoły w Malinnikach, jak nie będziesz czegoś wiedział, to go zapytasz”. W 1967 roku, gdy pan Sergiusz zdążył już ukończyć Studium Nauczycielskie, kierunek wychowanie muzyczne, pod szkołę w Hołodach przyjechała milicyjna Nyska.

– Nie bój się – uspokoili go od progu niespodziewani goście. – Może zostałbyś akompaniatorem chóru BTSK? Przyjął ofertę. Chórem, wtedy bezimiennym, dyrygował o. Jerzy Szurbak. Po jego odejściu w 1970 roku, tę rolę powierzono panu Sergiuszowi. Chór sięgał po coraz to nowe piosenki. Jedna z nich Rascwitali w życi Wasiloczki tak się spodobała chórzystom, że stała się hymnem chóru, a „Wasiloczki” jego nazwą. Z „Wasiloczkami” zjeździli nie tylko całą Białostocczyznę, ale i pół Polski, bywali także za granicą (w sumie odbyli 700 koncertów).

Występowali nawet w Operze Leśnej w Sopocie – na ogólnopolskim festiwalu kultury ukraińskiej zaprezentowali osiem piosenek białoruskich i jedną ukraińską. Gdy tylko rozległa się zapowiedź Susiedki, sześć tysięcy ludzi zaczęło bić brawo.

– Koszmar – wspominał pan Sergiusz. – Nie słyszę chóru, nie słyszę akordeonu. Podszedłem do chórzystów i mówię, rękoma będę pokazywał rytm, a wy śpiewajcie jak możecie.

Brawa trwały może 5 minut. Na bis wykonali jeszcze jedną zwrotkę. – Było wspaniale – komplementowali ich występ także byli bielscy uczniowie, teraz studenci gdańskich uczelni.

W 1970 roku pan Sergiusz wyjechał na kurs do Mińska. W dwudziestoosobowej grupie przeważali nauczyciele języka białoruskiego, ale był też redaktor Władysław Prochowicz, który prowadził audycje radiowe, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 Bazyli Leszczyński i dwaj instruktorzy muzyki – Stefan Kopa i Sergiusz Łukaszuk.

Nad przebiegiem zajęć czuwał kierownik Janka Zieniuk. To on zaproponował młodemu muzykowi, by przeszedł do Białegostoku na stanowisko kierownika wydziału kultury w Zarządzie Głównym BTSK. Odtąd pan Sergiusz przez dwa lata objeżdżał białoruskie wioski, pomagał wiejskim zespołom, dzielił się swoją wiedzą.

I stale ją pogłębiał. BTSK skierowało go bowiem do Akademii Muzycznej w Warszawie, na pięcioletnie studia zaoczne. Zajęcia odbywały się raz w miesiącu od piątku do niedzieli, także cały miesiąc podczas wakacji.

Nim zdobył dyplom Akademii Muzycznej, został dyrektorem Bielskiego Domu Kultury. To stanowisko będzie piastować przez 37 lat, do 2009 roku.

Współpracował też z Liceum Białoruskim w Bielsku. Prowadził chór szkolny, zorganizował zespół „Dziewczęce nutki”, „Iskierki” (na wzór Gawędy), ludowy zespół „Kryniczka”.

W latach 70. i 80. Sergiusz Łukaszuk powołał i kierował zespołami w szkole podstawowej nr 3. Przy zakładaniu „Żuczków”( najmłodszemu kontrabasiście trzeba było podstawić taborecik) wzorował się na wokalno-instrumentalnym zespole „Lawony” z Białorusi, potem przyszły „Naszi dzieti”, w końcu „Żurawinka”, z którą wydał kasetę.

– Wielu członków „Kryniczki” wybrało drogę artystyczną – z satysfakcją podkreślał prelegent. – Elżbieta Fionik ukończyła reżyserię teatralną na Uniwersytecie w Mińsku, jest dyrektorem domu kultury w Bielsku, Wołodia Sacharczuk ukończył dyrygenturę na Uniwersytecie w Mińsku, później prowadził „Wasiloczki”, Joanna Konopla Chilkiewicz ukończyła studia muzyczne w Grodnie, uczy muzyki w Liceum Białoruskim, Elżbieta Ryżyk-Tomczuk, po studiach na Ukrainie, od 25 lat prowadzi Ukraiński Zespół Pieśni i Tańca „Ranok”.

Niektórzy członkowie zespołu „Żurawinka ”także związali swoje zawodowe życie z muzyką. Anna Krawczuk po ukończeniu studiów muzycznych w Niemczech i Akademii Muzycznej w Warszawie w klasie dyrygentury i śpiewu operowego, pracuje jako śpiewaczka operowa w Filharmonii Narodowej w Warszawie, Julita Werszko absolwentka Akademii Muzycznej w Warszawie w klasie śpiewu operowego, pracuje w Operze i Filharmonii Białostockiej.

Drogę artystyczną wybrały także dzieci pana Sergiusza, córka Joanna i syn Tomasz. Obydwoje występowali w prowadzonych przez niego zespołach, potem ukończyli Wydział Artystyczny na Uniwersytecie Warmińsko – Mazurskim w Olsztynie. Córka, dr dyrygentury chóru, od dziesięciu lat na kontrakcie w Brukseli uczy muzyki w Szkole Unijnej i kieruje 70 osobowym chórem młodzieży, nauczycieli i rodziców. Syn prowadzi grupy muzyczne w Młodzieżowym Domu Kultury w Olsztynie ( w 2025 roku przyjeżdżał ze swoim zespołem na Festiwal Barn Field do Studziwód koło Bielska.) W założonych przez pana Sergiusza Dziewczęcych Nutkach występował także Jan Połowianiuk, obecnie profesor, dziekan Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie.

W 1990 roku prelegent rozstał się z chórem „Wasiloczki”, skupiając się na nowo zorganizowanym przez siebie zespole „Małanka”. Kierował nim do 2022 roku, po czym, po 32 latach i 800 odbytych koncertach, przekazał w ręce Natalli Sazanowicz.

I wtedy, i teraz zespół pozostaje wizytówką Bielska.

Pan Sergiusz nadal z nim współpracuje, przygrywając na własnoręcznie zrobionej lirze.

– „Małanka”, którą kierowałem, była zespołem estradowym, obecnie zespół śpiewa autentyczne pieśni z naszego terenu – podkreślał prelegent. – Także te, które w wykonaniu Marii Omeljaniuk nagrałem przed 50 laty w mojej rodzinnej wsi Gredele.

Także je zaprezentowała podczas wieczoru „Małanka”, już pod kierownictwem Natalli Sazanowicz. Najpierw oczywiście kolędy Dobryj weczor, Szło tri babuszki, Swiatyj wieczor. Niektórym Sergiusz Łukaszuk akompaniował na lirze.

Prelegent, który nazywa siebie „czynnym emerytem”, nie lubi odpoczywać. A że odziedziczył po tacie smykałkę do wszelkich prac, zwłaszcza w drewnie, zaczął odtwarzać stare instrumenty.

Ich wykaz jest imponujący. Z jego pracowni wyszło siedem gusli (trafiły i na Białoruś, i do córki do Brukseli, do syna do Olsztyna i do reżyserki Joanny Troc z Teatru Czrewo), sześć lir korbowych (

Jedną z nich pan Sergiusz podarował swemu wnukowi, Mikołajowi, który gdy przyjeżdża na wakacje do Polski, bierze udział w próbach zespołu Osoczniki)dojeżdża na próby zespołu Osoczniki do Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach )_.

Prelegent wykonał jeszcze harfę, liro-harfę, cytrę, także trąby pasterskie, nazywane przez Dorofieja Fionika surmami.

– Chciałbym jeszcze wykonać trąbę z olszyny – przyznał. – Taką, jakie wykonywało się jeszcze w moim dzieciństwie, gdy pasłem krowy. Wybierało się piękną olszynę o średnicy 20 cm, wiosną jak drzewo już puściło soki zdejmowało korę i skręcało od węższego do szerszego końca.

Także tę trąbę przekaże Dorofiejowi do Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. Nie będzie to pierwszy dar.

Przekazał już przecież gwiazdę, a właściwie konstelacją gwiazd, której o metr szerszy pierwowzór znajduje się we wsi Mochnate.

Pan Sergiusz wykonał jej konstrukcję, pięknymi wycinankami ozdobił Piotr Bogacewicz z Krywiatycz. Dwaj mistrzowie w swoim fachu.

Mistrzem w swoim fachu można nazwać także Doroteusza Fionika, który wprowadził zespół „Żemerwa” na scenę. W trakcie kolędy Panna Maryja, Anna Fionik rozdawała widzom gałązki dębu. Kolędę tę śpiewano na Kreszczenije, a otrzymanym krystkom, jak nazywano gałązkę, gospodarz święcił swoje gospodarstwo. Zwyczaj ten, podobnie jak kolęda, zachował się w Orzeszkowie czy Parczewie.

– W starych kolędach jest więcej cerkiewno-słowiańskich słów i teologicznych, zaczerpniętych z nabożeństw treści – podkreślał Doroteusz Fionik.

Razem z Żemerwą chętnie sięgają po te starsze utwory. Wybrzmiały więc kolędy śpiewane i na Boże Narodzenie, i na Nowy Rok, z życzeniami adresowanymi do poszczególnych domowników z Łosinki, Tyniewicz, Krzywca, Grabowca, Malinnik czy z rodzimych dla pana Sergiusza Łukaszuka Gredeli.

Bo to on był głównym bohaterem wieczoru.

Ałła Matreńczyk

Odpowiedz