Na gigantycznej scenie błyskają smugi różnokolorowych świateł. Dymy, płomienie, atmosfera jak w wyobrażonym piekle. Z wszechobecnych telebimów wypływa strumień obrazów sięgających po ikonografię horroru, okultyzmu i apokalipsy: węże, odwrócone pentagramy, ziejące ogniem czaszki, ezoteryczne znaki, spirale pełne zdeformowanych symboli chrześcijańskich. Konwulsyjnym ruchom zamaskowanych tancerzy w kostiumach stylizowanych na czarno-magiczne szaty rytualne i futurystyczne pancerze, towarzyszy zbiorowy trans widowni, wyzutej z jakichkolwiek świadomych gestów. Istnieje już tylko jako zahipnotyzowana masa, podporządkowana jednemu, wspólnemu impulsowi, drgającemu w rytmie basu tak sugestywnego, że czuć go w klatce piersiowej.
Jeszcze niedawno taka estetyka zarezerwowana była przede wszystkim dla subkultur muzycznych i środowisk blackmetalowych, funkcjonujących na obrzeżach głównego nurtu. Dziś stała się jednym z niemal obowiązkowych elementów widowisk masowych o największym zasięgu oddziaływania. Koncerty popularnej muzyki rozrywkowej i towarzyszące im spektakle przybierają coraz bardziej mroczne, niepokojące, wręcz upiorne formy. Coraz częściej i coraz śmielej sięgają po symbolikę otwarcie antychrześcijańską i diaboliczną – taką, która dla wielu wierzących chrześcijan pozostaje nie do zaakceptowania.
Globalny show-biznes bywa w tym kontekście oskarżany o promowanie satanizmu, a nawet o bycie narzędziem zmasowanego ataku duchowego na człowieka. W radykalnych środowiskach chrześcijańskich na całym świecie koncerty największych gwiazd światowej sceny – takich jak Lady Gaga, Beyoncé czy Taylor Swift – widziane są niekiedy jako symboliczne przedłużenie obrzędów satanistycznych, w których uczestniczą nieświadomi odbiorcy kultury masowej.
Satanizm kojarzy się nam zazwyczaj z kategorią religijną. Sataniści to ci, którzy praktykują tzw. czarne msze – otwarcie wyznają diabła i składają mu ofiary z żywych istot. Zjawisko to przywodzi na myśl profanację symboli chrześcijańskich, bluźniercze rytuały, odwrócone krzyże, kult śmierci, chaosu i destrukcji. Satanizm bywa również łączony z okultyzmem, tajnymi stowarzyszeniami, magią i ukrytymi działaniami. W zbiorowej wyobraźni funkcjonuje jako świadome opowiedzenie się po stronie zła, bunt wobec Boga i duchowa negacja.
Taki obraz satanizmu – w dużej mierze utrwalony przez hollywoodzkie kino i popkulturę – okazuje się dla nas bardzo wygodny. Pozwala bowiem zamknąć diabła w wąskich, jednoznacznych ramach i przypisać wyłącznie tym, którzy go otwarcie wyznają, demonstracyjnie „sprzedają duszę” lub świadomie epatują symboliką uznawaną za satanistyczną i się z nią identyfikują. W konsekwencji łatwo przyjąć założenie, że satanizm nas nie dotyczy – a skoro tak, nie wymaga on poważniejszej refleksji ani czujności.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Marzena Rusaczyk








