Home > Marzec 2026 > Słowem i kamerą

Każdy język ma swoją obrazowość i poetyckość – tak mówi wyśmienita niemiecka tłumaczka, jednocześnie poetka i pisarka Ester Kinsky, rówieśniczka naszej bielskiej poetki Zoi Saczko. Może pani Zoja nawet nie wiedzieć o istnieniu Ester. Na polski przełożono tylko jej nagrodzoną „Nad rzeką”, nad czym trudziła się wybitna nasza tłumaczka Sława Lisiecka oraz jej eseje na temat tłumaczenia „Obcowanie z obcym”, w przekładzie Zosi Sucharskiej, prywatnie wnuczki najmłodszego brata mojej babci Olgi, i Sławy Lisieckiej.

Przeczytałam „Obcowanie z obcym” i uświadomiłam sobie, że tłumacz to „ktoś, kto wędruje nad mnóstwem rozpadlin i przepaści istniejących między dwoma językami, dwoma światami złożonymi z obrazów i dźwięków (…)” (Ester Kinsky, tłumaczka literatury rosyjskiej, angielskiej, polskiej i węgierskiej).

Dlaczego przywołuję te słowa? Bo Zoja Saczko nie tłumaczy. Pisze w języku matczynym. Gdyby pisała po polsku, „przekładałaby” swoje wiersze. A jej obrazowość, jej poetyckość wyrasta z prawosławnej wsi Wólka koło Orli na Ziemi Bielskiej. Pisze więc w podlaskim języku – pod jej piórem tak plastycznym, tak wyrobionym, że może nim przekazać treść i to, co jest poza treścią – nastrój, koloryt, ton, brzmienie słowa ustawionego w rzędzie innych słów, rytm, który wskazuje na to co w wierszu najważniejsze.

Gdyby pisała po polsku, musiałaby omijać rafy funkcjonalnego żargonu, które zapisują się na taśmie naszej pamięci, a które „małych” języków nie zainfekowały. Te rafy to język reklam, polityków, mediów. To język szybko więdnącego komunikatu, który może nas zniewolić – „jesteś tego warta” kup to!, przestraszyć – napełnij plecak, przygotuj się do wojny, wywołać nienawiść, bo wróg czyha. To tylko treść. Dziś jest, jutro wypchnie ją nowa. A serce puste zostawi.

A humanistyka – powtarzała prof. Maria Janion – to sztuka opowiadania. Poezja tym bardziej. Na pewno wie o tym Zoja Saczko, u której forma, czyli sztuka, jest nie mniej ważna niż treść.

Można to porównać do przyrody. Jakby ta dawała nam tylko treść – czyli ziarno, ogórek, włókno lniane, drewno do komina, bez formy – falujących łanów żyta, wijącego się ogórecznika, błękitu kwitnącego lnu, cienia wysokiego drzewa. Zabrakłoby wtedy miejsca na wspomnienie, przeżycie, historię, doświadczenie – inne w każdym umyśle, własne.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

You may also like
80 lat po tragedii
Święto młodzieży
Złoty wiek kultury prawosławnej
O ojcu Jerzym Klingerze

Odpowiedz