Home > Kwiecień 2026 > Białe błyskawice

Epifaniusz Mądry, pisarz, podróżnik, obserwował go godzinami – i tak naprawdę nie zrozumiał, jak on pracuje. Teofan pokrywał freskami ściany, nie patrząc na wzorсe (schematy), a jednocześnie prowadził rozmowę o naturze Boga. W „Liście do Cyryla Twerskiego” z 1415 roku wraca do tego wspomnienia raz po raz, jakby nie mógł w nie do końca uwierzyć. Teofan – pisze Epifaniusz – podczas malowania „nigdy nie patrzył na wzorce, jak robią to nasi ikonopiscy”. Rozmawiał z przychodzącymi ludźmi, rozważał kwestie teologiczne, odpowiadał na pytania – a jednocześnie nieprzerwanie malował. Jego ręka poruszała się sama, jakby ktoś inny nią kierował.

Epifaniusz długo dobierał słowa i znalazł jedyne właściwe: Teofan wydawał mu się „piszący umysłem, a nie rękami”. Ikonopisca pracował techniką buon fresco – na mokrym tynku, który wysycha w ciągu kilku godzin. Oznaczało to, że każdy fragment ściany trzeba było ukończyć za jednym podejściem. Błędu nie da się poprawić. Każde pociągnięcie pędzla jest ostateczne, jak słowo wypowiedziane na głos.

„Iskra” na fresku

Jedyny w pełni zachowany jego fresk znajduje się w cerkwi Przemienienia Pańskiego w Nowogrodzie z 1378 roku. Gdy wchodzisz do świątyni, od razu rozumiesz, że trafiłeś do przestrzeni żyjącej według innych praw.

Z kopuły patrzy Pantokrator – oblicze Boga o średnicy około trzech metrów, ciemne, surowe, z asymetrią spojrzenia, która nie pozwala się uspokoić. Prawe oko patrzy prosto na nas, lewe – obok, w jakiś punkt za naszymi plecami.

Ale to co przyciąga wzrok najdłużej, to nie oczy ani skala ikony. To mały biały ślad na policzku. Ostry, niemal szorstki, nieprzechodzący w nic innego. Konserwatorzy nazywają go „ruchem” lub „prześwitem”. Jest to końcowa warstwa bieli nałożona na główny kolor. To znany zabieg, używany przez wszystkich ikonopisców. Wielu jednak robi płynne przejście – stopniowe rozjaśnienie i refleks światła, który niemal niezauważalnie układa się na formie.

U Teofana tego nie ma. Bierze czystą biel – i uderza nas błyskiem na ciemnej ochrze.

Kiedy widzi się to po raz pierwszy, chce się podejść bliżej i sprawdzić: może tynk się odłupał? Nie. To zamierzone – i powtarza się na każdej twarzy: na Słupnikach, na Aniołach w „Trójcy”. Ten sam gest, ta sama rezygnacja z miękkości. Historyk sztuki Wiktor Łazariew, który poświęcił twórczości Teofana osobną monografię, opisywał jego styl jako „sztukę wdechu i wydechu”. Ten „ruch” naprawdę przypomina wydech. Jest krótki, ostry i z niczym niepołączony.

Echo hezychazmu

Dlaczego Teofan malował w taki sposób? Można to wyjaśniać różnie. Można mówić o temperamencie – gorącym, niecierpliwym, nieznoszącym wygładzania. Można mówić o ekspresyjnej tradycji późnego Bizancjum, w której wyrósł. Istnieje jednak jeszcze jedno wyjaśnienie – teologiczne – i jest ono najtrafniejsze.

Teofan przybył na Ruś około dwadzieścia lat po jednym z najważniejszych wydarzeń teologicznych XIV wieku. W 1351 roku sobór w Konstantynopolu rozstrzygnął spór, który trwał kilkadziesiąt lat i objął najlepsze umysły epoki. Jego istota była następująca: mnich z Góry Atos, Grzegorz Palamas, twierdził, że światło Taboru – to, które apostołowie zobaczyli na górze Przemienienia – nie jest światłem stworzonym przez Boga tylko na tę chwilę. To sam Bóg, Jego energia, realna i dostępna człowiekowi. „Bóg jest światłem nie według swej istoty, lecz według swej energii” – pisał Palamas. Jego przeciwnik, Barlaam z Kalabrii, twierdził natomiast, że Bóg jest niepoznawalny i niedostępny, a światło na Taborze to jedynie piękna dekoracja.

Sobór stanął po stronie Palamasa. A Teofan, wychowany w tej teologicznej atmosferze, przywiózł zwycięstwo hezychazmu na Ruś – dosłownie w słoiku z bielą. Każdy jego „błysk” jest wizualnym stwierdzeniem: niestworzone światło jest realne, przenika materię i zostawia na niej swoje ślady. Właśnie takie: ostre i niezmiękczone.

Leonid Uspienski w „Teologii ikony” ujął to inaczej, ale w tym samym duchu: „błyski” Teofana nie są przedstawieniem światła – są jego objawieniem.

Różnica jest zasadnicza: przedstawienie zawsze jest trochę kłamstwem, ponieważ próbuje zastąpić to, co przedstawia. Objawienie jest faktem obecności. Biel na policzku Pantokratora nie mówi o świetle – ona nim jest, na tyle, na ile można to przedstawić na ścianie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Polina Żukowa, spzh, 4 marca 2026, tłum.
Ałła Matreńczyk

You may also like
Orędzie paschalne
Oto błogosławiona Sobota
Pamięć o nauczycielu
Zmarł patriarcha Eliasz II

Odpowiedz