Home > Maj 2026 > Błagodatny Ogień

W tym roku o godzinie 13.13 zszedł w Bazylice Grobu Pańskiego Błagodatny Ogień. Zawsze schodzi w prawosławną Wielką Sobotę po modlitwie patriarchy Jerozolimy w kaplicy Grobu Pańskiego. Cud Ognia rejestrują od 1500 lat stare manuskrypty greckie, łacińskie, ormiańskie.

W tym roku w związku z wojną Izraela i Stanów Zjednoczonych z Iranem, z wielkim niepokojem oczekiwaliśmy na zejście Błagodatnego Ognia i na dotarcie do Jerozolimy po Ogień delegacji z różnych krajów. Pytanie stawialiśmy jeszcze w Wielki Czwartek. Wtedy mówiono o pięćdziesięciu osobach, które będą mogły wejść do świątyni.

Polska delegacja wyruszyła w tym roku do Jerozolimy po raz siedemnasty, od początku pod kierunkiem o. Andrzeja Bołbota, proboszcza parafii w Stanisławowie.

– Nawet w covidzie 19, choć było bardzo trudno – udało się nam przywieźć do Polski, przy wsparciu pracowników naszych ambasad w Izraelu i Palestynie, Błogosławiony Ogień – mówi o. Andrzej Bołbot. – Pierwszy raz z tą misją, z błogosławieństwa metropolity Sawy, udaliśmy się w 2010 roku. Wtedy delegację tworzyli arcybiskup Jerzy (Pańkowski), archimandryta Gabriel, Eugeniusz Czykwin, Aleksander Klim i ja.

W skład tegorocznej delegacji weszli biskup hajnowski Paweł, samorządowcy – wiceprezydent Białegostoku Marek Masalski, radny sejmiku województwa podlaskiego Igor Łukaszuk, Andrzej Żamojda, pielgrzymi.

Marszałek województwa podlaskiego wspiera od lat tę inicjatywę, w tym roku przy wsparciu prezydenta Białegostoku.

Zwykle polska delegacja udaje się wcześniej, by uczestniczyć w Jerozolimie już w nabożeństwach Wielkiego Czwartku. Tym razem, ze względu na bezpieczeństwo, wynajętym prywatnym małym odrzutowcem wystartowano z lotniska Modlin (znajduje się w pobliżu Stanisławowa) w Wielką Sobotę o godzinie trzeciej. Wylądowano w Tel Avivie, na którym stały tylko samoloty wojskowe, skąd autostradą do Jerozolimy jedzie się 45 minut. Już w stolicy Izraela na delegację czekali przedstawiciele polskiej dyplomacji, którzy okazali niezwykłą pomoc podczas całej misji. – Nie miałem chwili zwątpienia, że Ogień zejdzie, ani strachu – mówi Andrzej Żamojda, który po raz pierwszy uczestniczył w tak zaszczytnej i ważnej pielgrzymce.

Przypadkowy udział? – można zapytać. – Chyba nie. Pan Andrzej, na wychowanie którego miała wpływ bardzo wierząca babcia Olga, w tym roku 29 raz szedł przed Paschą na Świętą Górę Grabarkę. Idzie w niewielkiej grupie, bo to ekstremalny wysiłek, zajmujący dwa lub trzy dni, często idą i w nocy. 23 kwietnia uda się po raz piętnasty na Świętą Górę Atos, o której opowiadała mu babcia, a on nie wierzył w dzieciństwie, że kiedykolwiek będzie stąpał po tej świętej ziemi. Przed telefonem o. Andrzeja Bołbota, zapraszającym do udziału w misji, miał sen: – Nieżyjący o. Mikołaj Borowik, uśmiechnięty, radosny, przywitał go słowami: Chrystos Woskresie! I serdecznie go objął. Woistino Woskresie!, odpowiedział. A sen był tuż przed Wielkim Postem. Kika godzin później telefon.

Do Jerozolimy w sposób bezpośredni dotarły tylko cztery delegacje spośród czternastu autokefalicznych Cerkwi – oprócz naszej rosyjska, rumuńska i grecka. Z niektórych innych Cerkwi też odebrano Ogień, ale z większym trudem, z międzylądowaniem na przykład na Cyprze.

Wysiłek i determinację przedstawicieli naszej Cerkwi docenił patriarcha Jerozolimy Teofil III, który przyjął w swojej siedzibie całą polską delegację, pozostającą tam dwie godziny. Do siedziby patriarchy docierały i inne delegacje.

O godzinie 12.40 patriarcha wraz z gośćmi wyruszył w stronę Bazyliki Grobu Pańskiego.

– Nie obyło się bez incydentu – mówi o. Andrzej. – Policja izraelska, która zwykle narusza godność pielgrzymów rządząc się swoimi prawami, zatrzymała patriarchę, nas również. Pomogła interwencja polskich służb dyplomatycznych. Weszliśmy do Bazyliki.

– O. Andrzej wiedział, jakie miejsce zaproponować naszej delegacji, skąd w odległości czterech metrów mogliśmy obserwować przygotowania patriarchy do wejścia do kuwukli Grobu Pańskiego – mówi Andrzej Żamojda. – Przygotowania rozpoczęły się o 12.40, podaję tu nasz czas. I na Błagodatny Ogień czekaliśmy niezwykle krótko w tym roku, bo zszedł po pół godzinie od momentu przygotowań. Stojący w pobliży dzwonnik, młody diakon, jak oszalały z radości zaczął dwiema rękoma pociągać za sznury dzwonów. Ludzie zapalali jeden od drugiego pęki 33 świeć. Obmywali Ogniem, w ogromnej radości i wzruszeniu, twarze, dłonie. A on nie pali, jest taki łagodny, ma jaśniejszy kolor od zwykłego płomienia. I ja zapaliłem swoje świece i obmywałem się Świętym Ogniem.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz, fot. prot. Igor Kutovyi, Tomasz Sajewicz, Sławomir Ostapczuk

You may also like
Cerkiew na Świętej Górze Jawor w jubileuszowym roku
Dlaczego Łemkowie powracali do prawosławia
Pielgrzymka z Gródka do Supraśla
Przyspieszenie w Michałowie

Odpowiedz