Home > Czerwiec 2026 > Czarnogóra – Niczym Mojżesz wyprowadził swój lud

Czarnogóra – Niczym Mojżesz wyprowadził swój lud

O litijach w Czarnogórze, które uratowały Cerkiew, opowiada o. Bojko Perović, proboszcz parafii św. Jerzego w Podgoricy, były rektor seminarium duchownego w Cetinije.

– Litije mogę porównać tylko z tajemnicą wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu przez Mojżesza. Kiedy Bóg ukazał się Mojżeszowi i powiedział mu, że wyprowadzi lud izraelski z niewoli, dla Mojżesza wydawało się to niemożliwe. „Kim jestem” – pytał – „że mam poprowadzić naród?”. Do tego nie byli przygotowani także Izraelici, ani tym bardziej faraon do wypuszczenia podwładnych. Ale wyjście Izraelitów z Egiptu zdarzyło się bez względu na te fakty. Wiemy ze Starego Testamentu, że w tym czasie zdarzały się przeszkody, niebezpieczeństwa i klęski, Święci Ojcowie mówią, że po to, by naród przygotować do walki o swoją wiarę. Gdyby faraon od razu dał wolność Izraelitom, nie byliby do niej przygotowani, nie ceniliby jej.

Czarnogórcy pozostawali w niewoli od drugiej wojny światowej. Około stu naszych duchownych zostało zabitych podczas wojny. Dalszych około siedemdziesięciu zginęło po wojnie podczas bratobójczych walk na terenie Słowenii, Chorwacji, ziem tworzących zachodnią Jugosławię. Zabijano, co bolesne, bez sądu. Duchowni ginęli głównie z rąk Chorwatów. Zabito też w tamtych lichych latach czterdziestych jednego metropolitę, drugiego wygnano. Po wojnie w różnych latach w Czarnogórze służyło od 15 do 20 duchownych. Ziemię obrócono w duchową pustynię.

I przyszedł na tę pustynię w 1991 roku metropolita Amfilohiusz jako władyka czarnogórski i primorski. Gdzie nie spojrzysz, każdy widział tylko popiół. A metropolita zaczął ten popiół rozgarniać swoimi rękoma i zobaczył pod popiołem żar. Przez trzydzieści lat rozgarniał popiół i rozdmuchiwał żar – tu zapalił świecę, tak, zapalił, zdawało się przypadkowo, bo nikt nie widział całego panikadiła o zapalonych świecach, ale on zapalał. Chodził od miasta do miasta, od wsi do wsi, od cerkwi do cerkwi, od monasteru do monasteru, ale i od domu do domu – chrzcił dzieci, grzebał ludzi, przychodził na slavę (rodzinne święto Serbów, czczące duchowego opiekuna domu – red.). Nasz kraj jest mały, jak starożytny polis. Metropolita tak jakby chciał wszystkich poznać osobiście. Lud nie tytułował go „wysoko preoświaszczennijszyj metropolita”, tytuły zachowywano tylko w cerkiewnej administracji. Lud nazywał go Dziedo (po polsku dziadziuś). I kochał go. I to nasz Dziedo przygotowywał nas przez trzydzieści lat do litiji.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Zanotowała i zdjęcia Anna Radziukiewicz

Odpowiedz