19 maja w wieku 72 lat w Serbii, w drodze powrotnej do Rosji, zmarł hieromnich Roman (Matiuszin-Prawdin).
Ojca Romana poznałem w 1988 roku w Kijowie podczas pielgrzymki przedstawicieli Bractwa Młodzieży Prawosławnej, w którą udaliśmy się na zaproszenie patriarchatu moskiewskiego z okazji 1000-lecia Chrztu Rusi. Z jego twórczością zetknąłem się rok czy dwa lata wcześniej, czyli w okresie komunizmu, podczas wyjazdu grupy pracowników Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego do Petersburga.
W latach 80. nawiązałem kontakty z wydawnictwami prawosławnymi w USA, Francji, Niemczech, Australii, Kanadzie, od których otrzymywałem do rozpowszechnienia modlitewniki, książki, ikonki. Egzemplarze prawosławnej literatury udawało mi się przewieźć przez granicę podczas wyjazdu do Petersburga, m.in. okazały modlitewnik paryskiego wydawnictwa Liturgica. Komu przekazać tak cenny podarunek – myślałem. Okazja trafiła się podczas całonocnego czuwania w Ławrze św. Aleksandra Newskiego. Do jeleopomazanija podchodził przede mną postawny młody mężczyzna z obfitą brodą. Jemu przekażę modlitewnik i Nowy Testament – postanowiłem. Wyszedłem z cerkwi. Przedstawiłem się. Aleksander, tak miał na imię. Kiedy zobaczył mój podarunek zaproponował następne spotkanie. Powiedział, abyśmy poszli do jego kolegi Dymitra, gdyż tam będą lepsze warunki do rozmowy. Obaj ukończyli wydział reżyserii w szkole filmowej w Moskwie. Dimka był reżyserem między innymi filmu o Monasterze Wałaamskim. I oto Sasza z Dimką przekazali mi kasetę z pieśniami ojca Romana, chyba pierwszą, która trafiła do Polski – mam ją do dziś. Są na niej takie pieśni: Sołowiej, K swiatoj Twojej ikonie pripadu, Oczisti Hospodi, oczisti, Raju, moj raju, Son mnie prisniłsia…
I oto wyjazd na 1000-lecie Chrztu Rusi. W programie pobyt między innymi w Kijowie, Mińsku, Moskwie, Odessie, Pieczorach, Petersburgu.
W Kijowie odwiedziliśmy Ławrę Kijowsko-Pieczerską. Wtedy dowiedziałem się, że w monasterze przebywa ojciec Roman. Wiadomość przekazała mi Ania z Czarnej Białostockiej, moja była zastępczyni w radzie bractwa diecezji białostocko-gdańskiej.
Wkrótce miałem możliwość zamienić kilka słów z o. Romanem. Chciałem przekazać mu przewiezioną przez granicę duchową literaturę. Następnego dnia stawiłem się przed wejściem do pieczar z pełną reklamówką. Ojciec Roman powiedział, iż najbezpieczniej będzie porozmawiać w celi, w której przebywał św. Teodozjusz Pieczerski. Spokojnie w niej rozmawialiśmy. Przekazałem książki. Tutaj znajdowały się czaszki świętych, które wydzielały miro – mirotocziwyje gławy. Ojciec Roman pomazywał nas tym mirem.
Chodząc z ojcem po pieczarach, spotkaliśmy człowieka bardzo letnio jak na tę porę roku ubranego. Ojciec Roman zdjął z siebie kurtkę i podarował człowiekowi w potrzebie.
Następne spotkania z o. Romanem miały miejsce w skicie Wietrowo na Pskowszczyźnie oraz na Białostocczyźnie. Poznałem jego mamę Zoję. Przyjęła potem stan mniszy z imieniem Zosima. Nocowałem w ich domu w Pieczorach.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Sławomir Nazaruk




