„Serbska chata” w Podgoricy w żaden sposób nie przypomina „chaty”. To nowoczesny pięciopoziomowy biurowiec, położony chyba w najpiękniejszej części stolicy. Jest jak głos sprzeciwu: Serbów nie oddzielajcie od Czarnogórców! To jeden naród, spojony jedną historią i jedną Cerkwią. Emilo Labudović, dyrektor „chaty”, daje wizytówkę. Na niej cyrylicki alfabet. Zaskakuje. Przyzwyczajono już mnie, że wizytówki Serbów czy Bułgarów są pisane łacinką, tak samo jak i wszystkie szyldy i reklamy, które wyszły na ulicę. Kiedyś w Belgradzie długo szukając „ulicznej” cyrylicy, odkryłam ją w zaułku. Zapraszała do pralni.
Na biurku dyrektora pod szkłem dyplom: „Mów po serbsku, pisz cyrylicą”. To wyróżnienie dla Emilo Labudovicia za obronę cyrylicy.
– Wszystkie nazwy ulic są u was zapisane łacinką – mówię.
– Ale w tym domu piszemy tylko cyrylicą. Proszę, tę książkę też napisałem cyrylicą.
A książka jest o pielgrzymowaniu do Ziemi Świętej. – Byłem tam przez miesiąc – wyjaśnia. – Odwiedziłem wszystkie święte miejsca, związane z życiem Chrystusa. Uważałem, że byłoby brakiem szacunku do tych miejsc, gdybym wrócił i zachował tę wiedzę i przeżycia tylko sobie. – Tę książkę przeczytałam jednym tchem – uzupełnia kobieta, może sekretarka, która również pije z nami kawę. Wiem, że pan Emilo był znanym dziennikarzem, bardzo lubianym przez lud za trafność i wyrazistość politycznych komentarzy i znienawidzony przez władzę, za co trafił do więzienia. Był też deputowanym parlamentu Czarnogóry. Stąd zna Eugeniusza Czykwina – razem tu jesteśmy – bo spotykali się na posiedzeniach Międzyparlamentarnego Zgromadzenia Prawosławia.
– Dlaczego więc używacie powszechnie łacinki? – dociekam.
I słyszę nie tyle odpowiedź, ile komentarz, prześmiewczy. – Grają z nami jak w ping-ponga, raz jesteśmy po stronie Wschodu, raz Zachodu. Wspólnie więc dojrzeliśmy do leczenia psychiatrycznego, z diagnozą – rozdwojenie osobowości. Kiedy byłem w parlamencie, posłowie podpisali dokument, że Czarnogóra chce do Unii Europejskiej. Wtedy gościem parlamentu był profesor nauk politycznych z Lubliany. Słowenia już sześć lat pozostawała w Unii. Profesor wyjaśnił procedury wejścia do Unii: – Musicie zrobić to, to i to – pouczał. – A jak już to wszystko wypełnicie, to będzie was czekało sto lat żałowania i kajania się za to, że ten krok uczyniliście. Naciski na jak najszersze używanie łacinki pochodzą u nas ze strony rządowej – bo będą nas lepiej rozumieć w Europie. To ich argument.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Anna Radziukiewicz, fot. autorka




