Gdy w maju lubelskie ulice wypełniają się zapachem bzu, a kalendarz liturgiczny kieruje nasze myśli ku radosnemu świętu Pięćdziesiątnicy, w murach Lubelskiego Instytutu Kultury Prawosławnej wybrzmiały pytania o naturę ciemności, która od wieków próbuje przeniknąć ludzką duszę. 26 maja 2026 roku stał się datą szczególną – nie tylko ze względu na inaugurację projektu „Lublin Ekumeniczny – wspólne tajemnice”, ale także z powodu tematu, który wielu woli omijać szerokim łukiem: „Porozmawiajmy o demonie, czyli o tajemnicy zła”. Wypełniona po brzegi sala instytutu udowodniła, że współczesny człowiek, mimo technokratycznego sztafażu, wciąż pragnie zrozumieć metafizyczne źródła cierpienia i nieprawości.
Spotkanie u stóp Ikony
Wydarzenie zorganizowane przez Lubelski Instytut Kultury Prawosławnej we współpracy z partnerami ekumenicznymi zgromadziło teologów trzech wielkich tradycji chrześcijańskich. Głos Cerkwi reprezentował o. ihumen dr Pantelejmon (Karczewski) z Prawosławnego Seminarium Duchownego w Warszawie, perspektywę katolicką przybliżył ks. dr hab. Sławomir Pawłowski SAC z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, natomiast o ujęciu protestanckim mówił dr hab. Andrzej Kluczyński, prof. Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Dyskusję moderował ks. dr Grzegorz Brudny z Kościoła ewangelicko-augsburskiego.
Dlaczego właśnie teraz, w świecie zdominowanym przez algorytmy i sztuczną inteligencję, wracamy do pojęcia demona? Jak zauważył prowadzący, temat ten bywa unikany nawet przez hierarchów, postrzegany jako tajemnica, która nas przerasta i którą lepiej „zostawić w spokoju”. Jednak dla wierzącego realność zła nie może pozostać obojętna. Jak trafnie podkreślono, największym sukcesem zła jest dziś właśnie przekonanie świata o jego nieistnieniu, co usypia czujność duchową i czyni człowieka bezbronnym.
Cerkiewna lekcja o stworzeniu
Kluczowym punktem debaty, szczególnie istotnym dla czytelnika prawosławnego, było stanowcze odrzucenie jakiejkolwiek formy manichejskiego dualizmu. O. Pantelejmon z całą mocą podkreślił, że diabeł nie jest i nigdy nie był równorzędnym przeciwnikiem Boga. Bóg jest jedynym Stwórcą i Władcą świata, a demon to jedynie upadły anioł – stworzenie, które z powodu pychy odrzuciło światło.
W tradycji wschodniej demonologia nigdy nie stanowi centrum wiary, lecz jest zawsze rozpatrywana w cieniu chrystologii i zwycięstwa Zmartwychwstałego. Duchowny przywołał niezwykle sugestywny obraz św. Paisjusza Hagioryty: diabeł jest jak „pies na łańcuchu”. Może szczekać, budzić lęk i grozić, ale jest w stanie wyrządzić nam realną krzywdę tylko wtedy, gdy sami, z własnej woli, podejdziemy w zasięg jego łańcucha. To my decydujemy, czy otworzymy przestrzeń naszego umysłu na jego podszepty.
Prawosławna asceza uczy, że polem bitwy jest ludzki umysł. Demon nie posiada kluczy do wnętrza naszego serca – nie zna naszych myśli, może jedynie wyciągać wnioski z obserwacji naszych czynów i podsuwać nam pokusy, które trafiają w nasze słabości. Ojciec Pantelejmon wskazał na dwie główne „bronie” złego ducha: smutek i strach. Smutek ziemski, który odbiera nadzieję, jest przeciwieństwem „dobrego smutku” (pokajania), prowadzącego do przemiany życia. Strach z kolei paraliżuje, podczas gdy chrześcijanin powinien pielęgnować jedynie bojaźń Bożą, będącą najwyższym szacunkiem wobec Stwórcy.
Od hiobowego oskarżyciela do współczesnych wojen
Profesor Andrzej Kluczyński przeprowadził słuchaczy przez biblijną ewolucję pojęcia zła. W Starym Testamencie Szatan jawi się często nie jako wróg Boga, lecz jako Jego sługa, swoisty „prokurator” na dworze królewskim, który wystawia człowieka na próbę, co najwyraźniej widać w Księdze Hioba. Zło bywało tam personifikowane przez siły chaosu – Lewiatana czy Behemota – które Bóg pokonuje w akcie stworzenia. Z kolei tradycja protestancka, jak zauważył prof. Kluczyński, kładzie nacisk na uświęcenie i życie w wolności od lęku, gdyż chrześcijanin jest „wyłączną własnością Boga”.
Głos katolicki, reprezentowany przez ks. Sławomira Pawłowskiego, skupił się na dogmatycznej precyzji. Odwołując się do nauki św. Jana Damasceńskiego, prelegent wyjaśnił nieodwołalność wyboru upadłych aniołów – dla nich nie ma skruchy po upadku, tak jak dla ludzi po śmierci. Ważnym wątkiem było rozróżnienie między zwyczajnym działaniem zła (pokusą) a jego nadzwyczajnymi formami (opętaniem). Ks. Pawłowski, prezentując współczesny rytuał rzymski, podkreślił konieczność ścisłej współpracy z psychiatrami i lekarzami, by nie pomylić zaburzeń psychicznych z ingerencją duchową.
Debata dotknęła również bolesnego problemu zła kolektywnego – wojen i ludobójstw. Uczestnicy zastanawiali się, czy amok nienawiści, który ogarnia całe narody, nie jest formą zbiorowego opętania ideologicznego, gdzie człowiek zostaje zdehumanizowany przez pychę i fałszywe poczucie wyższości.
Nadzieja silniejsza niż piekło
Wymiar ekumeniczny spotkania przejawił się najpełniej w rozmowie o nadziei. Przypadająca w dniu debaty szósta rocznica śmierci o. prof. Wacława Hryniewicza, wielkiego orędownika „teologii nadziei”, stała się okazją do refleksji nad apokatastazą. Choć powszechne zbawienie nie jest oficjalną doktryną Kościołów, to w duchu myśli prawosławnego metropolity Kallistosa Ware’a chrześcijanin może „ośmielać się mieć nadzieję”, że Boże miłosierdzie nie zna granic. Jak zaznaczył o. Pantelejmon, Bóg nikogo nie zbawia na siłę, szanując naszą wolną wolę, ale serce chrześcijanina powinno płonąć pragnieniem, by każdy znalazł drogę do raju.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
o. Andrzej Konachowicz, fot autor








