Widząc w cerkwi podczas Liturgii 15-20 wiernych, można się załamać i powiedzieć – tu niczego nie da się zrobić. Ale można tę grupę uznać za dużą, prężną rodzinę i próbować z nią przenosić góry.
W lipcu mijają trzy lata od kiedy o. Rafał Łaszczuk przyszedł do Ełku. Przyniósł ze sobą, wraz z matuszką Pauliną, młodość i dużo energii. Miał 23 lata i żadnego doświadczenia w prowadzeniu parafii. Jego poprzednik o. Jan Kulik chciał wiele – rozpoczął wykańczanie dzwonnicy – ale siły mu wyciekały. Urodzony w Orli, studiujący w Preszowie, służący w Bończy, Zabłociu, Milejczycach i Ełku, odszedł 11 marca 2023 roku, mając 62 lata.
A tu wybuch młodości. Dwa tygodnie przed Paschą. Ściany cerkwi nie widziały farby od czterdziestu lat, szare, w niektórych miejscach odsłonięty tynk, nawet cegły. Można je wyjąć. O. Rafał powiedział: – Malujemy cerkiew przed Paschą. Kto? Parafian garstka, rozrzuconych w pięciu powiatach – ełckim, grajewskim, oleckim, gołdapskim i szczuczyńskim. Parafia klinem wbija się aż pod kaliningradzki obwód i skupia przeważnie starsze, dawniej zatrudnione w PGR-ach osoby, które nie mają samochodów, a autobusy do wielu nie dojeżdżają, w niedziele w ogóle. W niedzielę na Liturgii 15-20 osób. Ci sami. Więc kto? O. Rafał znajduje stare rusztowania. Dzieli je z matuszką. „Jesteśmy narzędziami w ręku Boga” – mówi, co tutaj brzmi dosłownie. Razem stają z pędzlami i wałkami. Ale trzeba mieć farbę. Nie ma na nią w parafialnej kasie pieniędzy. Batiuszka idzie do katolików – radnego sejmiku województwa warmińsko-mazurskiego. Ten prowadzi go do właściciela mieszalni farb, oddanego katolika. Otrzymuje od niego za darmo farbę na pomalowanie całego wnętrza.
Światło w cerkwi pali się po nocach. Tak nigdy nie było – dziwią się ełczanie. A tam dwoje młodych ściga się z czasem przed Paschą. Nie wiedzieli, że będzie tak ciężko. Orka. W wielu miejscach świeża farba odpadała wraz z odparzonym tynkiem. Trzeba było te liszaje skuwać, wtapiać w nie siatkę, kłaść nowy tynk.
Te światła widział i radny sejmiku. Zlitował się nad młodymi. Posłał ekipę malarzy. Stanęli razem. Malowali za darmo. Zdążyli. Cerkiew na Paschę była odświeżona.
Teraz parafianie wspominają: – A my wtedy myśleliśmy, że nam jakiegoś durnego batiuszkę przysłali!
Tamto malowanie, przy którym nawet na farbę pieniędzy nie było, okazało się kamykiem, który uruchomił lawinę. Ta spowodowała, że na parafię spłynęło 550 tysięcy złotych w gotówce i jeszcze co najmniej 50 tysięcy w postaci ofiarowanych materiałów! Ta wspólnota nie widziała w swojej historii takiej lawiny pieniędzy.
– To może byśmy poprosili władykę o błogosławieństwo na Wspólne Dzieło dla naszej parafii – wyszedł z propozycją proboszcz w już pomalowanej cerkwi.
Pojechał do o. Włodzimierza Misijuka, koordynatora akcji.
Błogosławieństwo było. Ale najpierw trzeba było zainwestować w ulotki, nagłaśniające Dzieło – 15 tysięcy złotych. – Pójdę do pracy, gdy nie zwrócą się te pieniądze – uspakajał parafian proboszcz. – Spłacę.
– Rozumiem ich – komentuje o. Rafał – to tak jakbym poszedł do swego dziadka o. Andrzeja Berezowca i powiedział, ile będzie kosztowała ulotka, usłyszałbym: „Zwariowałeś?!”
Pracę znał, bo po seminarium, studiując zaocznie w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, zatrudnił się hurtowni. Był magazynierem, kierowcą, dostawcą. Kiedyś jechał z towarem do Olsztyna przez Ełk. Zabrał wtedy ze sobą swoją Paulinę. A gdzie ta cerkiew w Ełku? – pomyśleli. Znaleźli wśród starych śródmiejskich uliczek nietypowy budynek, bez kopuły na dachu. – Ojciec Jan ma tu pewnie dobrze – powiedział do żony Rafał – cicho, zielony trawnik, pewnie z tyłu ogródek, a tam to chyba za cerkwią plebania. I jakże był zdumiony, kiedy arcybiskup Jakub powiedział mu po święceniach: – Ełk.
I oto zbiórka na Ełk sięga chyba najwyższego pułapu w dziejach istnienia akcji Wspólne Dzieło!
Dwa stustronicowe synodyki zapełniają się tysiącami imion ofiarodawców. Batiuszka bardzo wcześnie rozpoczyna proskomidię, by przeczytać choć część imion ofiarodawców. I tak każdej niedzieli modli się za kolejnych.
A wielu ofiarodawców nie wiedziało nawet, że taka malutka parafia gdzieś na Mazurach istnieje!
Ale o. Rafał ją „nagłaśniał”, w telewizji, Przeglądzie Prawosławnym, radiu Orthodoxia, z którym współpracuje od 2017 roku, w Radiu Białystok. Ale przede wszystkim przemierzał tysiące kilometrów, często z matuszką, nieraz nocując w samochodzie, od parafii do parafii, od proboszcza do proboszcza, prosząc o wsparcie poprzez Dzieło w remoncie, czyli o nową więźbę dachową, nowe pokrycie, postawienie nowej dużej kopuły na szczycie budynku z czterometrowym krzyżem. O pieniądze na wymianę okien, docieplenie ścian, osuszenie fundamentów, ogrzewanie cerkwi, instalacje nagłaśniające, alarmowe. Pracy widział mnóstwo. Jeździł jak to „|narzędzie w ręku Boga” i prosił.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Anna Radziukiewicz, fot. autorka








