Białe rumianki objęły nową ekspresówkę dwudziestokilometrowym wieńcem. Białe jaśminy przewieszają się w wioskach przez płoty. Białe kaliny podszywają świeżą zieleń lasów. Białe róże, niczym zaspa śniegu, otulają białą trumnę. Z róż wyrasta biały krzyż. Na panichidzie wieczorem służyło 56 duchownych. W białych szatach służy Liturgię biskup i kilkunastu duchownych. W białym albo kolorowym odzieniu wypełniło cerkiew i jej pogost z tysiąc ludzi.
Biel i zieleń, tak świeża, tak „ślubna”, że chciałoby się zakrzyknąć „trwaj”, kolory wschodzącego lata, wypchnęły nieśmiałą urodę wiosny. Cały rok jakby na ten dzień – 18 czerwca – zgromadził swoje piękno wyzłocone słońcem, wybłękitnione niebem po kilkunastu dniach zasnutych szarością i deszczami.
Zuzia, w wieku wschodzącego lata, leży w trumnie owinięta niczym białym całunem. I twarz ma zakrytą i piękne długie, gęste włosy. Tylko dłonie na wierzchu. W nich tli się świeca. Na panichidniku i podświecznikach „mdleją” świece. Z rozpaczy, z gorąca?
Zuzia, trzecie dziecko batiuszki Andrzeja i matuszki Krystyny Opolskich, urodziła się trzeciego czerwca 2007 roku. Dwa dni po urodzeniu przeszła operację i niebawem drugą. Trzeba było ratować jej pęknięte jelita. „Proszę nie cieszyć się Zuzią. Ona klinicznie nie istnieje, ma mukowiscytozę, jedną z najcięższych chorób genetycznych, oznacza to nadmierną produkcję śluzu, który zatyka wszystkie organy” – powiedział lekarz.
Zuzia urodziła się w niedzielę Wszystkich Świętych i Ikony Bogarodzicy Izbawlenije od Bied Strażduszczych. Przez trzy tygodnie pozostawała na oddziale intensywnej terapii, przez kolejny miesiąc na innych oddziałach. W szpitalach spędziła trzy lata ze swoich dziewiętnastu. Walka o życie Zuzi trwała od jej urodzenia ale i doświadczenia cudów.
– Wy będziecie zajmować się leczeniem, a my oddamy się modlitwie – powiedział wtedy lekarzowi o. Andrzej. Oboje z matuszką czytali przy łóżeczku córeczki po kilka razy dziennie przez miesiąc akafist do Bogarodzicy w Jej Ikonie Izbawlenije od Bied Strażduszczych.
Zuzia zginęła 12 czerwca około godziny szesnastej, w dziewiąty dzień po swoich urodzinach, w wypadku samochodowym, w Adriankach koło Bociek, na drodze równoległej do nowej ekspresówki, ukwieconej rumiankami.
– Dziś was wszystkich wolelibyśmy zaprosić na ziemskie wesele naszej córki – mówił przy trumnie jej ojciec, proboszcz parafii w Boratyńcu Ruskim o. Andrzej Opolski. – Ale jest inaczej. Dlaczego? – można pytać po ludzku. – Dlatego, że Bóg tak chce. Bóg ma zawsze rację. Miałeś rację Boże, kiedy dałeś nam Zuzię i miałeś rację, kiedy ją zabrałeś. Gdybym odstąpił od tych słów, musiałbym zdjąć ten kapłański krzyż. Bóg zabiera swoich ludzi w najlepszym dla nich momencie. Nie chcę opowiadać, jak umierają ludzi chorzy na mukowiscytozę. W Brańsku jest rodzina, w której urodziło się pięcioro dzieci i wszystkie chore na tę straszną chorobę i wszystkie dzieci zmarły.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Wiecznaja Ci pamiat’ Zuziu, Suzanno! Chrystos Woskresie!
www.zuziaopolska.com
Anna Radziukiewicz, fot. autorka








