„Nie jesteś sam” – to są słowa, które usłyszałem po angielsku w szpitalu psychiatrycznym podczas pandemii, kiedy byłem w najgorszym momencie mojego życia. Dla mnie staly się po prostu świadomością, że Jezus Chrystus jest ze mną, nawet kiedy zostałem totalnie porzucony jako człowiek, a nadziei nie ma.
Jak Serafim Rose niosę podobną historię, tylko że w dzisiejszych czasach, chcę pokazać co wykiełkowało z ziarna wiary osoby, która za młodu kwestionowała wszystko co istnieje.
To pisanie adresuję szczególnie do zagubionych i poszukujących duchowo i życiowo. Do tych, którzy mogą być teraz tam, gdzie ja byłem, do szukających w ezoteryce, New Age, teoriach spiskowych, neopogaństwie, nowych nurtach duchowych i okultyzmie, którzy nazywają swoje pomieszanie seksualne „odkrywaniem siebie”. Do chorych psychicznie, którzy przeżywają silne psychozy. Do prawosławnych i katolików, którym katolicyzm w słownikowym znaczeniu się skruszył. Do tych, którzy szukali u zielonoświątkowców, w sektach restoracjonistycznych i nie znaleźli lub się pogubili.
Co chcę Ci powiedzieć? To że Bóg jest i działa nawet w największym chaosie i nawet wtedy, kiedy go odpychamy. Chcę Ci powiedzieć, że Twoje życie wcale się nie urwało w tym złym okresie i dalej trwa Twoja historia życiowa, która jest pisana przez Boga i jest wspierana przez anioły. Nie zostałeś wyrzucony z doświadczenia piękna życia, które Bóg dla Ciebie przygotował. Pamiętaj, że można z tego zła, z tego obłędu wyjść. Gdy zrobisz po ludzku wszystko co możliwe, Bóg Ci dalej pomoże.
Pierwsza dopadła mnie pornografia w młodym wieku. I nie jest tak, że sam jej szukałem. To środowisko na tyle tym niezdrowo epatowało, że stało się to wtedy czymś normalnym. Miałem fiksacje na punkcie transpłciowości, chciałem być dziewczyną. W trochę późniejszym czasie zaczęła się moja podróż na wschód – przez ogólnie mówiąc ruch nowej ery, który się mienił różnymi wersjami tego samego zła, jak motyl. Dwa siewy w tym samym chłopcu, w tym samym czasie.
Trafiałem na treści związane z fenomenem roku 2012. Artykuły, książki, inne ezoteryczne treści – byłem tym zafascynowany. To jak świat, o którym się nie mówiło. Zakazany wonderland.
Później miałem swoje pierwsze samodzielne próby medytacji, doświadczenia odczuwania energii w sobie i na zewnątrz, wglądy w duchowe przestrzenie, czasami fizycznie widziane, pierwsze wizje.
Bardzo wcześnie otworzyłem się na świat duchowy, bo działo się to we wczesnym wieku nastoletnim.
Prawosławie wbrew temu co jest na Zachodzie, jest bardzo bogate w doświadczenia duchowe. Wystarczy poczytać książkę ojca Paisjusza – „Opowiadania duchowe”. Mimo to prawosławie nakazuje zachować ostrożność i trzeźwość wobec tego typu doświadczeń.
Po jakimś czasie zacząłem doświadczać urojeń, a nawet to co nazwałbym dzisiaj nękaniem i iluminacjami diabelskimi na tyle silnymi, że szukałem ratunku w Kościele katolickim. Opowiedziałem swoją historię księdzu, zrobiłem generalną spowiedź. I okazało się, że to był dopiero początek mojej drogi.
Trafiłem do szpitala psychiatrycznego, to było w wieku 14 lat. Schizofrenia. Doświadczenie w szpitalu było trudne, ale dzięki temu uzyskałem stabilność psychiczną, taką że mogłem funkcjonować w swoim środowisku. I było mi trudno z tymi stanami psychicznymi. Choroba to choroba – ma swoje przyczyny biologiczne i środowiskowe, ale niektóre treści i doświadczenia mogą tę chorobę zaostrzać.
Po jakimś czasie, nieugruntowany w wierze katolickiej, poszedłem za namową kolegi do Kościoła zielonoświątkowego. Przyciągnęła mnie ta nadprzyrodzona sfera tam obecna. Poprosiłem również o egzorcyzm, ponieważ dalej czułem skutki wpływu złego ducha. Pomogło mi, ale na początku nie było widać efektów. Umocniło mnie to w wierze, ale po dwóch latach uczęszczania do wspólnoty uznałem ją za sektę.
Po jakimś czasie zacząłem zgłębiać różne książki, wgryzałem się w różne lektury religijne, które mnie interesowały. Zacząłem od buddyzmu, potem trochę hinduizmu, trochę różnych guru, trochę psychologii. Byłem poszukujący, próbujący sobie to wszystko inaczej poukładać w sobie i przy tym pojawiła się pycha duchowego poszukiwacza. Można być głęboko duchowym i głęboko zagubionym.
Doświadczenie duchowe samo w sobie nie zbawia, a czasem jeszcze pogłębia pytania i zostawia ogromne pole do poszukiwań.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Imię i nazwisko do wiadomości redakcji



