Jeden ze współczesnych rosyjskich teologów, autor żywotu świętego Serafima z Sarowa, twierdzi, że jego świętość jest przerażająca. Kiedy zapytałem go, co przez to rozumie, odpowiedział: „Czy nie widzisz, że on, jeden z tych rzadkich świętych, objawił nam obecność Ducha Świętego w swoim ciele, a nie tylko w czynach?”.
Wynika to tak wyraźnie z jego rozmowy z Motowiłowem! Motowiłow zapytał go, co dzieje się z człowiekiem, gdy zstępuje na niego Duch Święty, a Serafim powiedział: „Spójrz na mnie”. Motowiłow mógł tylko zamknąć oczy, a Serafim zapytał: „Dlaczego?”. „Moje oczy łzawią od światła”.
Motowiłow kontynuował, mówiąc że twarz świętego Serafima była jak ludzka twarz na tle jasnego słońca – nie sposób było na nią patrzeć. Serafim odpowiedział: „Nie mógłbyś mnie tak widzieć, gdybyś w tamtej chwili nie był taki sam jak ja”.
U wielu świętych obecność Ducha Świętego, komunia z cielesnością i duchowością Chrystusa Zbawiciela objawia się nam niewidzialnie.
Pan chroni nas przed grozą i lękiem, które by nas ogarnęły, gdybyśmy postrzegali każdego świętego jako gorejący krzew, niczym płonący ogień – balibyśmy się do niego zbliżyć.
Pan przykrywa to, co faktycznie dzieje się w tej osobie, pozorną ludzką słabością, ludzką prostotą i naturalnością.
Jego ciało jest ciałem Chrystusa przez chrzest i komunię ze Świętymi Tajemnicami. Duch Święty mieszka w nim przez dar bierzmowania.
Każdy z nas jest synem lub córką naszego Ojca Niebieskiego, ponieważ jesteśmy braćmi i siostrami Chrystusa. Czyż nie jest jasne, dlaczego jeden z Ojców Kościoła na pustyni powiedział: „Kto widział swego brata (czyli swego bliźniego), widział swego Boga”?
Tak, każdy człowiek jest, jak mawiał ojciec Sergiusz Bułhakow, kontynuacją wcielonej obecności Chrystusa na Ziemi i naczyniem Ducha Świętego. Skoro tak jest, to z życia świętego Serafima, z jego obrazu, uczmy się patrzeć na siebie nawzajem jak na przedmioty święte.
„Kto ujrzał brata swego, ujrzał Boga swego” – rzekł pewien pustelnik. Czyż nie umiemy patrzeć na siebie nawzajem, widząc w każdym, pomimo naszych słabości, pomimo naszych ułomności, pomimo faktu, że nie wszystko w nas się jeszcze zrealizowało, czyż nie umiemy widzieć ciała Chrystusa, obecności Chrystusa?
Dlatego uczmy się patrzeć na siebie z czcią, z bojaźnią, z lękiem, wiedząc że każdy z nas jest kontynuacją wcielenia Chrystusa, Jego wcielonej obecności na Ziemi i świątynią Ducha Świętego. To, czego nauczył św. Serafim Motowiłowa, stanie się dla nas drogą do zbawienia.
metropolita suroski Antoni




