Z biskupem Autokefalicznej Cerkwi Ameryki (ACA) Gierasimem, locum tenens południowej diecezji rozmawiają Eugeniusz Czykwin i Anna Radziukiewicz
– Władyko, jesteście pierwszy raz w Polsce.
– Żałuję, że nikt wiele lat wcześniej nie zaproponował mi wyjazdu do Polski i poznania życia waszej Cerkwi. To byłaby dla mnie bardzo dobra lekcja. Cerkiew w Polsce, chociaż liczebnie mała, jest autokefaliczna, tak samo jak konstantynopolitańska, antiochijska, serbska czy rumuńska. I to stanowi dla niej bardzo dobrą sytuację, zwłaszcza w ostatnich latach. O Cerkwi w Polsce bardziej dowiadywałem się od swoich brazylijskich współbraci, którzy stanowią część waszej Cerkwi. My w Ameryce nie możemy wyobrazić sobie ani zrozumieć ogromu cierpienia Cerkwi w Polsce nie tylko w czasie drugiej wojny, ale i przed i po wojnie, zadawanego przez okupanta, komunistów, ale i w okresie międzywojennym przez chrześcijan, rzymskich katolików, którzy zabierali albo burzyli prawosławne cerkwie. Jestem szczęśliwy, że mogłem tutaj współsłużyć z arcybiskupem białostockim i gdańskim Jakubem i biskupem supraskim Andrzejem podczas pięknego święta św. proroka Eliasza w Dojlidach. Mieliśmy bardzo dobry kontakt.
– Cerkiew w Polsce i USA różni się nie tylko liczbą wiernych.
– Tak. U was czuję się doskonale także dlatego, ponieważ jest jedna Cerkiew, jeden zwierzchnik, cieszący się ogromnym autorytetem metropolita Sawa, nie ma w niej żadnego raskołu. Wszystko jest jasne, czytelne. Gość z zewnątrz nie ma żadnej wątpliwości i trafiając do jakiejkolwiek cerkwi w Polsce nie musi zadawać pytania o jej kanoniczność, bo wszystkie parafie są kanoniczne. To wielka radość. Takiej samej doznałem w Gruzji w maju tego roku podczas intronizacji nowego patriarchy gruzińskiej Cerkwi. Tam wszyscy także są w jednej strukturze.
– Ale u nas są raskolnicy z Ukrainy, którym swe świątynie udostepniają do służby rzymscy katolicy.
– To przykre. U nas w Ameryce wzorem jest zachowanie metropolity kanonicznej Cerkwi Ukrainy Onufrego. Tak jak on traktuje duchownych rozłamowych struktur cerkiewnych, tak samo i my ich traktujemy, jeśli trafiają do Ameryki. Przyglądamy się każdemu zagranicznemu duchownemu, zanim zacznie u nas służyć. Musi mieć rekomendacje kanonicznej Cerkwi. Ale wracając do różnic – do Ameryki każdy wiózł swoje prawosławie ze swojego kraju czy regionu – z Bliskiego Wschodu, Grecji, byłego Cesarstwa Austro-Węgierskiego, Litwy, Ukrainy, Polski, Serbii, Bułgarii, Rosji. Przedstawiciele tych narodów zakładali swoje struktury cerkiewne, modlili się w swoim języku – arabskim, rumuńskim, greckim, cerkiewnosłowiańskim. I każdy starał się dbać o swoją wspólnotę, zwłaszcza dawniej. Stąd mamy w Ameryce różne prawosławne Cerkwie, na przykład patriarchatu konstantynopolitańskiego, aleksandryjskiego czy Cerkiew serbską.
– Czy podtrzymujecie teraz kontakty między tymi Cerkwiami?
– Świątobliwy synod każdej z Cerkwi spotyka się osobno, rozmawiają tylko swoi biskupi, na przykład naszych z Autokefalicznej Cerkwi Ameryki piętnastu władyków, z patriarchatu ekumenicznego – dwudziestu dwóch. Ale mamy też raz w roku wspólne zgromadzenie wszystkich prawosławnych biskupów Ameryki – jest nas ponad pięćdziesięciu. Staramy się, żeby były jak najlepsze kontakty między nami i żeby przypadkiem nie przyjąć do którejś z naszych Cerkwi duchownego raskolnika czy suspendowanego.
– Ale patriarchat ekumeniczny przyjmuje takie osoby, pozbawione prawa sprawowania sakramentów.
– Tak, to bardzo bolesne. My w Ameryce bardzo współczujemy prześladowanym wiernym kanonicznej Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. Prześladowania, niestety, trwają tam nie bez wtrącania się w sprawy cerkiewnego życia w tym kraju amerykańskich polityków. Dlatego kleryków przybywających z Ukrainy do Ameryki zawsze pytamy, z jakiej są Cerkwi. Raskolników nie przyjmujemy.
– Władyko, dobrze rozmawiacie po rosyjsku. Skąd ta znajomość języka?
– Z czasów, kiedy zainteresowałem się prawosławiem.
– Przyjęliście prawosławie?
– Tak, w 1980 roku, 46 lat temu. Bóg wysłuchał widocznie modlitw moich przodków, chociaż nie byli prawosławni. I chyba pierwsi nauczyciele prawosławnej wiary modlili się za mnie bardzo serdecznie.
– A wasi przodkowie?
– Byli protestantami, prowadzili mnie regularnie do protestanckiego kościoła, jestem wobec nich bardzo zobowiązany, że uczyli mnie chrześcijańskiej wiary i czytania Biblii.
– A pod kątem narodowości?
– Moi przodkowie pochodzili z Anglii, Szkocji i Irlandii. To po stronie matki. A po stronie ojca to byli Żydzi z Irlandii.
– W takim środowisku trudno spotkać prawosławnego.
– A jednak zdarzyło się to na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Cruz, w tamtych czasach najbardziej liberalnym w całej Ameryce. Studiowałem fizykę, interesowałem się matematyką i literaturą iberyjską. Nie wiedziałem, co mam w przyszłości robić. Skończyć fizykę i uczestniczyć na przykład w programach badania przestrzeni kosmicznej, jak to wyobrażała mama, babcia i ojciec? Ale mnie interesowała filozofia i literatura. I oto wtedy poznałem na uniwersytecie prawosławnych ludzi i po raz pierwszy dowiedziałem się o prawosławnej Cerkwi. Studiował wtedy w Santa Cruz młody człowiek, który nawet działał w strukturach Syndesmosu. Wiele podróżował, także do Polski. A tam spotkał krasawicę. Ożenił się z nią. Potem skończył prawosławne seminarium i służył jako diakon. Trzy tygodnie temu, już jako emeryt, przyjął święcenia kapłańskie. Czytałem wtedy książki biskupów Kallistosa (Ware), Antoniego (Blooma), ojca Aleksandra Schmemanna, Gieorgija Fiedotowa. I wszystko się zmieniło. Straciłem zainteresowanie do literatury hiszpańskiej, która w tym czasie uczyniła ukłon w stronę lewicy. Chciałem czytać w oryginale Dostojewskiego i rosyjskich filozofów. Zacząłem się uczyć rosyjskiego. Po dwóch latach studiów uniwersyteckich uciekłem do monasteru. Moi rodzice myśleli, że straciłem rozum. Ale ja byłem stanowczy. Mnie interesowało nauczanie prawosławnej Cerkwi. Tym bardziej, że czasy nadchodziły ciekawe – głasnost’, pierestrojka w Związku Radzieckim i pojawienie się w Europie wschodniej bardzo ciekawych intelektualistów i ich książek o wierze, tradycji, historii Cerkwi. I w ten sposób znalazłem się w czasach, kiedy po obchodach 1000-lecia chrztu Rusi po 1988 roku prawosławie stawało się otwarte, rozprzestrzeniało się po całym świecie.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
fot. Anna Radziukiewicz




