Misję z podziękowaniem połączono. Zacznę od misji. W 400-tysięcznym Nowym Sadzie, drugim co do wielkości serbskim mieście, w nowej dużej cerkwi Przeniesienia Relikwii św. Sawy (parafialne święto 15 maja) – jednej z dziesięciu w tym mieście, wzniesionej na ludnym osiedlu, śpiewał chór z Bielska Podlaskiego z Preczystieńskiej cerkwi, najstarszej w Bielsku, pod dyrekcją Marty Zinkiewicz. Śpiewał 9 sierpnia w czasie Liturgii i dał koncert po Liturgii.
Tak wielu wiernych nie widziałam dotychczas w żadnej z bałkańskich cerkwi. Dominowali młodzi mężczyźni i w średnim wieku. Wiem, w Serbii czy Czarnogórze (ale to wszyscy Serbowie, tu podkreślają) kobieta może zostać w niedzielę w domu, bo dzieci, obiad, ale mężczyzna ma iść do cerkwi.
Po Liturgii nikt z cerkwi nie wychodzi. Chór śpiewa – płynnie, modlitewnie, wyraziście i tu zrozumiale, bo w cerkiewnosłowiańskim. Serbowie, tu inne obyczaje, każde wykonanie nagradzają brawami. I oto na koniec pieśń, której słowa napisał serbski święty Mikołaj Wielimirowicz „Nasza wiera”. Obserwuję ludzi. Widzę w ich oczach zachwyt i wzruszenie. Wielu podśpiewuje, nawet chłopczyk, który ustawił się przy solei. Długie brawa.
Są i słowa. Marta Zinkiewicz powiedziała na początku, skąd przybywają. O. Jerzy Bogacewicz, proboszcz bielskiej Preczystieńskiej parafii, który współsłużył podczas Liturgii, wskazuje na Wierę Cariną. Jest z nami. Przyjechała specjalnie z Panczewa spod Belgradu. Jest jednym z największych autorytetów serbskiego świata muzycznego – profesorka śpiewu solowego, śpiewaczka, dyrygentka, jurorka na festiwalach, autorka prac naukowych na temat chóralnej muzyki duchowej, studiowała w Belgradzie, Kijowie, Moskwie. I chyba najważniejsze – dyryguje od ponad ćwierć wieku cerkiewnym chórem Panczewskiego Towarzystwa śpiewaczego. Chór nieprzerwanie śpiewa od 188 lat! O piętnaście lat dłużej nawet od znakomitego Belgradzkiego Towarzystwa śpiewaczego. W muzycznej historii serbskiego narodu i w jego kulturze zajmuje jedno z najznakomitszych miejsc. Ten najstarszy chór serbskiego narodu śpiewał, kiedy Serbowie żyli pod Turkami, w Cesarstwie Austro-Węgierskim, w różnych krajach w diasporze – we Włoszech, Niemczech, Stanach Zjednoczonych. Śpiewał, przekazując wiarę w Boga, własną historię i miłość do ojczyzny.
Sama obecność w cerkwi Wiery Carinej to wydarzenie. Ta dyrygentka ze swoim chórem już trzykrotnie przybywała do Bielska Podlaskiego na festiwal „Pod Opieką Bagurodzicy”. I to ona, jako dyrektorka festiwalu muzyki duchowej w Panczewie, zaprosiła cztery lata temu na festiwal chór dyrygowany przez Martę Zinkiewicz. Wtedy o naszym chórze powiedziała: „To co dziś usłyszałam w wykonaniu waszego chóru, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Doceniam rzecz jasna rolę dyrygentki, ale nie zapominajcie o roli proboszcza, o. Gieorgija. To on jak skrzydłami otacza opieką ten chór, bez jego troski niczego by nie było. Wiem z doświadczenia, jak ważna jest rola proboszcza”.
Bóg ludzi zbliża. Kilka lat temu na ulicy ponadmilionowego Belgradu o. Jerzy Bogacewicz zatrzymał nieznajomą. Pytał o drogę. Nieznajomą okazała się Irmina Stanković, rodem z Białegostoku, która wyszła za mąż za Serba i jest w Serbii przewodnikiem turystycznym. To ona poznała o. Jerzego z Wierą Cariną. Irmina dziś też jest z nami. Tłumaczy. Potem oprowadzi nas po historycznej części Nowego Sadu.
I oto, ku memu zaskoczeniu, o. Jerzy prosi mnie na soleję. Bo wspomina o konwojach pomocy dla Serbów, organizowanych z inicjatywy Eugeniusza Czykwina, redaktora naczelnego Przeglądu Prawosławnego, i naszego środowiska w czasie wojny po rozpadzie Jugosławii. Opowiadam, że byliśmy jedynym pismem w Polsce, które pokazywało także racje Serbów, nie diabolizowało ich, o tym jak ludzie otworzyli serca na pomoc, o sejmowych wystąpieniach Eugeniusza w obronie Serbów i Cerkwi. Każdą moją krótką frazę Serbowie przerywają brawami. Potem dowiem się, że do Nowego Sadu przesiedliło się mnóstwo Serbów z innych regionów byłej Jugosławii, w których płonęła nienawiść między Serbami i Chorwatami, Kosowarami, Bośniakami muzułmanami. A najwięcej osiedliło się w dzielnicy, w której stoi ta właśnie cerkiew.
Koncert pokazuje, że tak jak człowiek pragnie akceptacji i miłości, tak samo potrzebują jej i narody. A nasz przyjazd z Polski, którą w świecie postrzega się jako jednolicie katolicką, jest jak dowód na to, że Serbowie są nam bliscy.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Anna Radziukiewicz, fot. autorka
Dziękuję o. Jerzemu Bogacewiczowi za zaproszenie na wyjazd do Serbii.




