Home > Artykuł > Najnowszy numer > Pięć lat po kryzysie migracyjnym – Za kordonem spokojnego snu

Pięć lat po kryzysie migracyjnym – Za kordonem spokojnego snu

W sierpniu minęła piąta rocznica kryzysu, który nazwano migracyjnym. Rozpoczął się w nocy z siódmego na ósmego sierpnia 2021 roku, kiedy straż graniczna zatrzymała na polsko-białoruskiej granicy 349 imigrantów z Iraku i Afganistanu. Fala narastała. Jeszcze w sierpniu tego samego roku media informowały o fali 1935 nielegalnych emigrantów, niebawem o kolejnej – 1175. „Die Welt” z połowy października pisze o 5285 osobach, które przekroczywszy polsko-białoruską granicę i dotarły do Niemiec. Rząd, wtedy PiS-owski, rozpoczął operację „Silne wsparcie”. Granicę z Białorusią na odcinku gdzieś od Kuźnicy Białostockiej po gminę Białowieżę, chroniło dwanaście tysięcy żołnierzy, osiem tysięcy funkcjonariuszy straży granicznej i tysiąc policjantów, razem 21 tysięcy osób! Push back – staje się wtedy chyba najbardziej głośnym w Polsce pojęciem, co znaczy wypchnąć z powrotem, na Białoruś. I tak na przykład z grupy 1935 imigrantów wypchnięto 1175. Zasada była jedna – wypychać i nie pomagać. Za pomoc groziły procesy i kary. Większość reagowała na kryzys „spokojnym snem”, bo chroniło ich tysiące żołnierzy i strażaków. Ale byli i tacy, którzy przełamywali „kordon spokojnego snu” i szli do lasu, na bagna, w sferę zakazaną. W imigrantach widzieli ludzi i ich tragedię. Pomagali. Taką była Maria Bożena Ancipiuk, przewodnicząca rady miasta Michałowa. Oto jej wspomnienia.

– Noc, zima, dźwigam trzydziestokilogramowy plecak, w nim woda, jedzenie, ubrania. Przedzieram się przez las. Z mężem nie mam kontaktu, bo telefon w domu. W tej strefie – jej szerokość sięga trzech-czterech kilometrów od granicy z Białorusią – jest niebezpieczny. Mogą mnie wtedy namierzyć pogranicznicy i wyrzucić ze strefy. Bo do niej nikt nie ma prawa wchodzić. Dziennikarze i deputowani też mają zakaz. Nikt nie ma prawa wiedzieć, co się w niej dzieje – tak opowiada Maria Bożena Ancipiuk, przewodnicząca rady miasta nadgranicznego Michałowa w województwie podlaskim o kryzysie migracyjnym na polsko-białoruskiej granicy, który rozpoczął się w połowie 2021 roku.

Szła, bo wiedziała, że w lesie znajdzie ludzi głodnych, wyczerpanych, zmarzniętych, kobiety i dzieci, że spotka pograniczników, którzy będą mierzyli w jej stronę z broni. Szła na bagna w okolicach Zalewu Siemianówka, co graniczy z Białorusią. – Uciekinierzy są na moim podwórku, bo moja gmina, to jak moje podwórko – powtarzała sobie – nie mogę pozwolić, by ktoś na nim prosił o wodę, a jej nie podam i pozwolę komuś umrzeć.

– W tym roku nie przygotuję ani Wigilii, ani Świąt Bożego Narodzenia – powiedziała mężowi – bo nie będę siedzieć w ciepłym domu przy bogatym stole, a moje myśli będą nieustannie krążyć po lesie i bagnach.

Był już rok 2022, bo Maria Bożena Ancipiuk jest prawosławna i jej święta są obchodzone 7 stycznia, czyli według kalendarza juliańskiego.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

Odpowiedz