Home > Artykuł > Najnowszy numer > „Białowieża” integruje

Ciepłe dni końca lata 3 i 4 września okazały się doskonałym terminem do spędzenia czasu w dużej grupie w ośrodku Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Białowieży. W piątek po południu zobaczyłam zablokowaną przy ośrodku drogę. Wypadek? Nie! To kreatywność uczestników spotkania. Stara furtka, prowadząca na plac ośrodka, stanęła w poprzek drogi i zatrzymała weselny orszak. „Udawała” bramę, przy której niegdyś we wsi spotykano nowożeńców.

I to – przypadkowo – stało się jakby wstępem do dwudniowego powrotu do tradycji, bo tak zaplanowano weekend w Białowieży, przy finansowym wsparciu ministerstwa rolnictwa i rozwoju wsi.

W tym czasie z pół, łąk i puszczy wracała Iwona Zinkiewicz, autorka naszej „roślinnej” rubryki, razem z grupą zainteresowanych leczniczymi właściwościami ziół. Znawczyni i miłośniczka tego co zielone, pokazywała w naturze paletę ziół i mówiła o ich zaletach.

W tym czasie wysiadła z samochodu pani Helena. – Jak mi ta ziemniaczana babka przez całą drogę w samochodzie pachniała! – mówi i wyjmuje z auta duży pojemnik. A w niej babka i bigos. To właścicielka Lawendowego Zakątka, wspierająca rewitalizację „Białowieży”, przywiozła taki gościniec. Wystarczył wszystkim, a było nas nie mniej niż sto osób, od przedszkolaków po seniorów, jak w cerkwi. Bo tu każdy mógł przyjechać.

I już niebawem Helena Datczuk z Moszczony Królewskiej nałożyła pięknie wyszywany przez siebie fartuszek i postawiła na stole „dzieżę” z wyrośniętym drożdżowym ciastem.

Ale zanim zaprosiła otaczających szczelnie stół do robienia z ciasta busłowych łap, opowiedziała o korowa–

ju, niezbędnym na każdym weselu. Do dziś jest proszona o robienie korowajów, startuje w konkursach na ich robienie i zabiega o wpisanie ich na listę produktów tradycyjnych ministerstwa rolnictwa. Ozdabia je zrobionym z ciasta księżycem, słońcem, warkoczem, listkami, parą ptaszków, kłosami zbóż. Wszystko coś symbolizuje – dziewictwo, urodzaj, miłość. Teraz bywa, że dwie pary ptaszków umieszcza na korowaju, bo jeśli narodziny dzieci poprzedzą ślub pary?

Busłowe łapy piekło się na Zwiastowanie, kiedy post nie był już taki srogi. Gdy ciasto było bez jajek, dodawano do niego soku z marchwi. W Białowieży każdy mógł zrobić swoją busłową łapę. Upieczone, jakże wszystkim smakowały! Można ją było podać osobie, którą się kocha – jak niegdyś na weselnej zabawie, kiedy młodzi nie przychodzili z partnerem/partnerką, tylko wesele stawało się okazją do poznania kogoś na całe życie. Trzeba wracać do takiej tradycji.

Helenie Datczuk asystowała inna korowajczycha – Wala Kożuchowska.

Inny długi stół obsiedli gęsto ci, którzy są zainteresowani tradycyjnym tkactwem. Krosien nie ma, ale są ramki z osnową. Na nich też można tkać pasy i wzory. Na stole kolorowe nici. Warsztaty prowadzi Anna Olesiuk-Sawicka, pochodząca z Redut pod Orlą, gdzie były bardzo żywe tradycje plecionkarskie i szycia ze słomy. Anna, etnolog, przedłuża rodzinne tradycje. W domu ma rozstawionych kilka krosien i na nich wyczarowuje tkaniny, których nie znajdziesz od Chin po Amerykę. To jej taki protest przeciw zglobalizowanej kulturze materialnej, która na całym świecie proponuje te same wyroby, nudne przez swą nieskończoną powtarzalność.

Stowarzyszenie prosi więc o darowizny albo o „przyjdź i pomóż”.

Konto dla darowizn:

35 1870 1045 2078 1072 6420 0001.

Anna Radziukiewicz, fot. autorka

Odpowiedz