Home > Artykuł > Najnowszy numer > Jeden z pięćdziesięciu tysięcy. Nowomuczenik

Jeden z pięćdziesięciu tysięcy. Nowomuczenik

Prześladowania, jakim w bolszewickiej Rosji poddano wyznawców Chrystusa, można przyrównać jedynie do tych z pierwszych wieków chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim. Trwały one z różnorakim natężeniem i w różnych formach od zdobycia przez bolszewików władzy w 1917 roku do gorbaczowowskiej pierestrojki lat osiemdziesiątych XX wieku. Do najokrutniejszych represji doszło w latach 30., gdy realizowano tzw. piatiletkę biezbożija, której celem było całkowite zlikwidowanie prawosławnej Cerkwi. Jeden z najbardziej znanych prawosławnych teologów XX wieku, o. Aleksander Schmemann, zauważył, że na prześladowania przez państwo – tak było w czasach herezji Ariusza czy herezji ikonoklazmu – prawosławna Cerkiew mogła dać i dawała tylko jedną odpowiedź. Było nią męczeństwo. O ile jednak w pierwszych wiekach gotowość przyjęcia męki i śmierci za Chrystusa była dominującą postawą zdecydowanej większości chrześcijan, to z upływem czasu – tak powszechnie sądzono na początku XX wieku – postawy takie stały się czymś wyjątkowym. Historia ruskiej Cerkwi w XX wieku ukazała, że było to błędne przekonanie. Według oficjalnych danych, przedstawionych przez Aleksandra Jakowlewa – przewodniczącego Komisji Badającej Przestępstwa Popełnione w Czasach Radzieckich i Rehabilitacji Osób Niewinnie Represjonowanych – w okresie od 1917 do 1938 roku represjonowano 130 prawosławnych biskupów, blisko 200 tysięcy duchownych, z tej liczby ponad 50 tysięcy zamordowano. Zdecydowana większość z nich, wyrzekając się Chrystusa, mogła ocalić życie i uchronić najbliższych od prześladowań i cierpień. Wśród nich był proboszcz cerkwi św. Andrzeja w Borysowie protoijerej Mikołaj Mackiewicz.

Po raz pierwszy usłyszałem o nim jeszcze przed tym, kiedy został zaliczony do grona Nowomęczenników Ziemi Białoruskiej od jego wnuczki Elżbiety (dla nas Lali) z domu Zyc-Zyckowskiej, z którą byliśmy zaprzyjaźnieni.

Urodzona w Polsce Elżbieta, do której jej walczący z bolszewikami ojciec Auksentij uciekł przed represjami, nie poznała dziadka Mikołaja, który z matuszką Jelizawietą pozostali w ZSRR. Będąc młodą dziewczyną Elżbieta dokonała rzeczy niewiarygodnej: wyciągnęła z łagru i sprowadziła do Warszawy swoją babcię. O tym, jak tego dokonała, w dalszej części tekstu.

Ojciec Mikołaj Mackiewicz – to wiedziałem z opowiadań Elżbiety – był proboszczem cerkwi św. Andrzeja w Borysowie, mieście położonym około 80 kilometrów na wschód od Mińska, w którym przed wojną zamieszkiwało około 40 tys. osób. Jak żyli dziadkowie w czasach, gdy zgodnie z przyjętym przez władzę planem imię Boga w ,,ojczyźnie robotników i chłopów” miało być zapomniane, Elżbieta wiedziała niewiele. Po powrocie z łagrów babcia nie chciała za wiele o tym opowiadać. Opowiedziała jednak dokładnie o wydarzeniach z ostatnich dni życia ojca Mikołaja przed jego aresztowaniem. Rok 1937 był ostatnim, kończącym piatiletku biezbożija, w czasie której mimo różnorakich represji i prześladowań nie udało się bolszewikom wykorzenić z duszy zamieszkujących ZSRR narodów wiary w Boga. W przeprowadzonym w 1937 roku spisie powszechnym 56,2 proc. obywateli ZSRR zadeklarowało się jako ludzie wierzący.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Святые новомученики и исповедникн, молите Бога о нас.

Eugeniusz Czykwin, fot. archiwum rodziny o. Mikołaja, z książki Nowomuczenniki i ispowiedniki Ziemli Biełaruskoj. Encikłopediczeskij sprawocznik

Odpowiedz