O Swiatogorskiej Ławrze i jej namiestniku, metropolicie Arseniuszu, przetrzymywanym od kilku lat w areszcie śledczym, ostatnio zamienionym na domowy, pisaliśmy niejednokrotnie. Tuż po oddaniu do druku poprzedniego numeru PP doszły nas z tej obitieli jeszcze bardziej dramatyczne wieści – jednego z monasterskich braci zabito, dwaj inni z poważnymi ranami walczą o życie. Oto krótki zapis tragedii.
23 sierpnia około godziny jedenastej, w górnej części Swiatogorskiej Ławry (obitiel wznosi się na wysokim brzegu Dońca), nieopodal cerkwi św. Mikołaja, grupa nieznanych sprawców zaatakowała monasterskich braci. Mnich Warsonofiusz (Turianski) został zabity, a mnich Grigorij oraz posłusznik Andrij Kirijenko odnieśli ciężkie obrażenia.
W Ławrze o ataku dowiedziano się około godziny 11:15. Ranny mnich Grigorij zdołał dotrzeć do monasterskich zabudowań i opowiedzieć, co się wydarzyło. Mnisi natychmiast wezwali policję.
Poszkodowanych przewieziono do szpitala w Słowiańsku. Mnich Grigorij doznał czterech ran kłutych, ma uszkodzone płuco. Andrij Kirijenko był w jeszcze cięższym stanie – u niego również doszło do przebicia płuca. Obaj stracili dużo krwi. Później przewieziono ich do szpitala w Charkowie, gdzie pozostają pod opieką lekarzy.
Ciało mnicha Warsonofiusza bracia znaleźli na podeście schodów Cyryla i Metodego, w kałuży krwi. Według świadków jego ostatnie słowa brzmiały: „Chwała Panu Jezusowi Chrystusowi!.. Jestem mnichem”.
Zgodnie z ekspertyzą, wydaną przez słowiański oddział Donieckiego Obwodowego Biura Medycyny Sądowej, śmierć nastąpiła w wyniku postrzałowej rany głowy i szyi. Dwóch pozostałych braci zaatakowano nożami.
Szczegóły tego, co wydarzyło się na górnym tarasie, są znane z relacji Andrija Kirijenki.
Gdy siedział samotnie na ławce obok cerkwi św. Mikołaja, znajdującej się w najwyższym punkcie monasteru, podeszło do niego trzech żołnierzy. Nie byli to wojskowi, których zwykle tam widywał. Ci, w pełni uzbrojeni, wyglądali jak żołnierze jednostki specjalnej. Powiedzieli mu: Sława Ukrainie. Milczał. Żołnierze powtórzyli pozdrowienie. Wtedy Andrij odpowiedział: Sława naszemu Gospodu Bogu. Spasi i sochrani. Oddał więc chwałę Bogu. Wtedy zaczęli go bić. Obok leżały drewniane belki, z których wykonano poręcze przy schodach. Jeden z napastników zaczął go uderzać tą belką. Andrij chwycił ją rękami, chciał powstrzymać ciosy. Wtedy napastnik zaczął dźgać go nożem. Andrij puścił belkę i, pochylony, trzymał się poręczy. Kazano mu wstać. Myślał, że go zastrzelą. Zamiast tego zadano mu kilka ciosów nożem. Upadł. Wojskowi przez jakiś czas rozmawiali między sobą, co z nim zrobić, a następnie zepchnęli do wąwozu – najwyraźniej licząc na to, że się wykrwawi.
Od momentu ataku do chwili, gdy go znaleziono, minęło około czterdziestu minut. Przez cały ten czas na przemian to tracił przytomność, to ją odzyskiwał. Już leżąc w wąwozie, słyszał strzały.
Nadzór procesowy nad postępowaniem sprawuje Specjalistyczna Prokuratura ds. Obrony Regionu Wschodniego. To jednostka, do której kompetencji należą przestępstwa popełnione przez żołnierzy, osoby podlegające obowiązkowi wojskowemu i rezerwistów. Mówiąc prościej – prokuratura wojskowa.
Na tym etapie nie można mówić ani o wyroku, ani nawet o akcie oskarżenia. Jednak wybór organu prowadzącego sprawę wskazuje, kogo śledczy biorą pod uwagę jako potencjalnych sprawców.
Warto dodać, że Swiatogorska Ławra znajduje się w strefie przyfrontowej, gdzie obowiązuje zaostrzony reżim wojskowy. Uzbrojeni ludzie weszli na górę, zabili jedną osobę, ranili kolejne dwie – i spokojnie odeszli. Jak do tego mogło dojść? – to pytanie, póki co, pozostaje bez odpowiedzi.
25 sierpnia ciało Warsonofiusza przewieziono do Ławry i pochowano za ołtarzem Uspieńskiego soboru – obok grobów archimandryty Galakcjona i mnicha Aristoklija (Haszczyny), którzy zginęli podczas ostrzału Ławry w 2022 roku.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Ałła Matreńczyk




