Ginie materialna pamięć pogranicza
Wschodnia Lubelszczyzna – historyczna Chełmszczyzna – przez wieki była tyglem kultur, religii i języków. Przenikały się tu tradycje prawosławne i łacińskie, tworząc unikalną, wielokulturową mozaikę. Materialnym świadectwem tej przeszłości są setki zabytkowych cerkwisk, kapliczek i cmentarzy, na których spoczywają dawni mieszkańcy tych ziem: prawosławni, unici oraz rzymscy katolicy.
Dziś to przebogate dziedzictwo dosłownie znika z powierzchni ziemi. I nie mówimy tu wyłącznie o naturalnym procesie niszczenia przez czas. Mamy do czynienia z falą bezmyślności, braku szacunku i instytucjonalnej znieczulicy, która prowadzi do dramatycznych skutków dla zabytków.
Skąd bierze się to zjawisko? Analizując kolejne przypadki dewastacji, dochodzimy do bolesnego wniosku: rzadko stoi za tym zorganizowana nienawiść, wrogość czy celowa agresja. Najczęstszymi „grabarzami” tej historii są obojętność, niewiedza i całkowita nieznajomość przeszłości. Obojętność rodzi znieczulicę, a znieczulica – w połączeniu z brakiem edukacji regionalnej – skutkuje barbarzyńskimi czynami, które na zawsze wymazują ślady naszych przodków.
Dobromierzyce. Nocna dewastacja i milczenie społeczności
Jeden z najbardziej jaskrawych przykładów tej bezmyślności wydarzył się pod koniec czerwca 2025 roku w Dobromierzycach w gminie Werbkowice. Odnowiony zaledwie cztery lata wcześniej – dzięki ministerialnym dotacjom oraz ogromnej pracy wolontariuszek i wolontariuszy skupionych wokół Towarzystwa dla Natury i Człowieka oraz programu Cmentarze Pogranicza – zabytkowy cmentarz prawosławny uległ brutalnej dewastacji.
Jak podawał portal Lublin112 oraz „Kronika Tygodnia”, nieznani sprawcy przewrócili i częściowo rozbili kilkanaście nagrobków (szacunki mówią o 14-15 obiektach). Co niezwykle symboliczne i bolesne, zniszczono niemal wszystkie groby z napisami w językach ukraińskim i rosyjskim, oszczędzając pojedyncze nagrobki. Na miejscu rozrzucono śmieci, a puste butelki przyniesione w foliowych workach celowo rozbijano na zabytkowych płytach.
Choć oficjalne śledztwo prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Hrubieszowie, to – jak wskazuje lokalna społeczność – „tajemnicą poliszynela” jest fakt, że za tym aktem wandalizmu stoją młodzi ludzie z tej samej wsi. Bezmyślna zabawa, podparta brakiem jakiejkolwiek wrażliwości na lokalne sacrum, doprowadziła do zniszczenia owoców wielotygodniowej pracy społecznej.
Grodysławice i Dziekanów. Gdy „porządki” oznaczają profanację
Obojętność wobec tradycji przodków przyjmuje czasem bardziej perfidną formę – działania pod pozorem „dobrych intencji” i tzw. porządkowania terenu.
Świadectwem skrajnego nieliczenia się z historyczną wrażliwością są Grodysławice w gminie Rachanie, skąd pochodzi znamienity ród Borowików, w tym Świętych Męczenników Ziemi Chełmskiej i Podlaskiej. Kilka lat temu proboszcz tamtejszej parafii rzymskokatolickiej postanowił „uporządkować” wielowyznaniowy, historycznie prawosławny (okresowo unicki) cmentarz. W ramach tych prac zabytkowe nagrobki – w tym unikatowe XIX-wieczne obeliski i krzyże – zepchnięto i ułożono w formie lapidarium, zrównanego do ogrodzenia. Choć formalnie uzyskano zgody urzędowe, efekt ten wywołał falę oburzenia ludzi kultury i historyków w Polsce i na Ukrainie, dla których zamiast szacunku dla zmarłych pokazano skrajną ignorancję. Ponadto płaskorzeźbiony bizantyjski krzyż, znajdujący się na zewnętrznej ścianie kościoła (byłej cerkwi), skuto, przez co „stał się” krzyżem łacińskim.
Podobny mechanizm uruchomił lawinę oburzenia w Dziekanowie w gminie Hrubieszów. Jak ustalił dziennikarz „Kroniki Tygodnia” Mariusz Parol, wokół tamtejszego cmentarza wybuchła burza po tym, jak zawiadomiono prokuraturę i konserwatora zabytków o zniszczeniu dwunastu zabytkowych kamiennych nagrobków. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Hrubieszowie pod kątem art. 262 § 1 Kodeksu Karnego (znieważenie miejsca spoczynku) oraz ustawy o ochronie zabytków.
W centrum wydarzeń znalazł się proboszcz hrubieszowskiej parafii rzymskokatolickiej, która administruje nekropolią. Duchowny odpiera zarzuty o wandalizm, tłumacząc działania „dobrą wiarą” i chęcią ochrony sacrum. Argumentował, że przez dekady połamane krzyże leżały w trawie, po których deptać mogli ludzie, więc konieczne było ich uprzątnięcie. Arcybiskup Abel skomentował jednak tę tendencję z goryczą, zauważając że to część szerszego, groźnego trendu, w ramach którego – jak celnie ujął to jeden z komentatorów pod artykułem w „Kronice Tygodnia” – „księża sprzątają nagrobki i powoli, powoli w imię dobrych intencji wymazują z krajobrazu pozostałości po naszych przodkach”.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
Mariusz Sawa, fot. autor




