Home > Artykuł > Najnowszy numer > Świętości. Na Ziemi Juchnowieckiej

Świętości. Na Ziemi Juchnowieckiej

21 lipca ciężkie chmury obmywały strugami deszczu cerkiewkę na uroczysku Zajączki, co stoi na skraju lasu, na granicy pól wsi Pańki. Wierni pod parasolami. Otoczyli cerkiewkę. Dużo ich. Duchowni służą na zewnątrz.

Tak blisko Białegostoku, dwadzieścia minut jazdy w stronę Bielska przez Juchnowiec Kościelny, jest miejsce święte – cerkiew, w której czci się ikonę Matki Bożej Kazańskiej – 21 lipca i 4 listopada, to szczególne dni jej pamięci. I ze czterysta metrów dalej leży w polu potężny głaz. Na nim odciśnięta stópka Matki Bożej. Obok dębowy krzyż. W głazie wywiercono otwory. Do nich ktoś wkładał materiał wybuchowy. Głazu nie rozsadził, ale jego życie się posypało.

Do pustej studni nikt po wodę nie pójdzie. Tak i tu. Coraz więcej przyjeżdża tu ludzi – na „Kazańską” i w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, kiedy odprawiana jest Liturgia, a przed nią akafist ku czci Przenajświętszej Bogarodzicy. Tak służy się tu od maja do 4 listopada. Swiatoje miejsce – mówią o nim kożańscy parafianie, bo do parafii w Kożanach, skupiającej wsie Kożany, Czerewki, Zajączki, Złotniki, Baranki, Pańki, Zawyki, Dorożki, Końcowizna, Zawyki-Ferma, Tryczówka i Bogdanki, ono należy.

Kiedy jedziecie przez Juchnowiec do Bielska, prawie zawsze zobaczycie przed cerkwią samochód. Bo ktoś przyjechał do „studni”.

W 1780 roku objawiła się pastuszkom Matka Boża. Objawienie upamiętniono prostą kapliczką, zawieszoną na drzewie, na którym Bogarodzica się ukazała. Potem zbudowano niewielką drewnianą kapliczkę. Obecna pochodzi z 1880 roku. Wzniósł ją Teodozy Zdanuczyk z Paniek. Był mocno chory. We śnie miał widzenie, z którego wynikało, że ma zbudować kaplicę na świętym Miejscu. Zdanuczyk kupił w Wojszkach spichlerz i zbudował z niego świątynię. Wyzdrowiał. Był katolikiem i przyjął prawosławie. Spoczywa na starym cmentarzu w Kożanach. Jego grobowiec odrestaurowano przy proboszczu o. Janie Karpiuku.

Zdanuczyk posadowił cerkiewkę na kamieniach, nie fundamentach. I to uratowało jednego mężczyznę z Pawłów. A było tak – w czasie drugiej wojny w Pawłach zabito niemieckiego oficera. Niemcy w odwecie zastosowali zbiorową odpowiedzialność. Zegnali 28 mężczyzn z Pawłów i Kaniuk. Gonili ich 22 lipca do kolonii Tryczówka. Zamknęli w stodole. Stodołę podpalili. Spłonęli żywcem. Wśród nich był Piotr, ojciec rzeźbiarza Włodzimierza Naumiuka, i dwóch braci ojca – Jan i Karp. Jednemu z pędzonych udało się uciec. Wcisnął się między kamieniami pod cerkiewkę na świętym Miejscu – to niedaleko od Tryczówki. Ukrywał się tam przez kilka dni. Ocalał.

Teraz pod cerkwią jest wylany fundament. Przy o. Janie Kojle, od 2016 roku proboszczu kożańskiej parafii, stanęło pytanie – rozbierać cerkiew na świętym Miejscu i budować nową z pustaków, czy remontować? Remont będzie droższy – wiedziano. Wybrano remont. Odsłonięto ściany, w wielu miejscach bale były spróchniałe. Wymieniono je. Wszystko zmieniono. Jedynie ołtarz z fragmentem podłogi pod nim pozostawiono do skańczanija wieka, bo okazało się, że był wyświęcony przy o. Janie Sezonowie w 1970 roku. A wyświęconego ruszać nie można.

Teraz jest nowa podłoga z terakoty, nowa drewniana szalówka ścian i sufitu, z zewnątrz też nowa szalówka. Remontowali parafianie, bez udziału funduszy konserwatora zabytków, bo cerkiew nie figuruje w jego rejestrze.

– To miejsce jest przesycone modlitwą – mówi o. Jan Kojło. – Przyjeżdżasz tu i jest przyjemny chłód, nawet w spiekotę. Jest cisza, taka namodlona, wolna od zgiełku, chaosu i pośpiechu. Dlatego to miejsce przyciąga ludzi. Niektórzy mówią, że dobre jest na pustelnię. Pewnego razu przyjechali wierni z parafii św. Jerzego w Białymstoku. I razem z nimi wchodzi kobieta. Nie jest z tej grupy. Mówi, że często tu przyjeżdża, by się pomodlić – wiadomo, na co dzień przy zamkniętych drzwiach. Tym razem, po raz pierwszy, drzwi przed nią są otwarte. Następnego dnia, jako śpiewaczka, ma wyjechać na zagraniczne tournée. Niepokoił ją wyjazd. Przyjechała do Bogarodzicy. A Ona ją przyjęła.

Ostatnim razem byłam tu o piątej nad ranem. Słońce wynurzało się z podnóża lasu i ścieliło się długim złotym blaskiem po pańkowskich ścierniskach, „zapiętych”, niczym guzikami, belami słomy. A cerkiewka stała, niewzruszona, jak jej ołtarz, w łagodności światła i poranka. I wojny, i burze przejdą, a świętość pozostanie – pomyślałam wtedy. Świętość trwa, nawet jeśli formy kultu nieco się zmieniają. Bo w tym miejscu wcześniej czczono Matkę Bożą w Jej Poczajowskiej Ikonie, teraz w Kazańskiej. Do 2005 roku głównym obchodzonym tu świętem było Narodzenie Bogarodzicy (21 września). Na Świętym Miejscu służono akafist do Matki Bożej, po czym wierni szli w procesji cztery kilometry do parafialnej cerkwi w Kożanach, gdzie służono Liturgię.

Na rubieży

Kożany i okoliczne wsie leżą na rubieży dawnego ruskiego świata. Drohiczyn, Bielsk, Brańsk, Suraż były grodami, zakładanymi w drugiej połowie XI wieku przez ruskich książąt. Z Kożan do Suraża piętnaście kilometrów. Suraż jest teraz najmniejszym miastem w Polsce, z niespełna tysiącem mieszkańców, oczyszczonym z prawosławia – ocalała tam tylko jedna prawosławna rodzina.

A może bywa tak, zastanawiam się, że kiedy na siłę likwiduje się chrześcijański obrządek, cierpią wszyscy. Upada i miasto. Gdyby w Surażu od czasów ruskich było i prawosławie, jakież bogactwo, koloryt, niepowtarzalność by zyskał! Mógłby znaczyć więcej niż Supraśl, bo cieszyłby się prawie dwa razy dłuższą historią. A Supraśl? Rozkwitał, gdy kwitło w nim życie monastyczne, upadał, gdy z niego to życie wypędzano. Teraz do Suraża nie prowadzi nawet porządna droga. A kiedyś był ważnym grodem „na szlaku”, także wodnym, wszak leży nad Narwią.

Prawosławna rodzina z Suraża należy do kożańskiej parafii. W Surażu są stare cmentarze. Jeden z najstarszych, liczący około pięciuset lat, znajduje się przy ulicy Zabłudowskiej na wzgórzu św. Jana. Tam stała cerkiew św. Jana, chociaż już źródła z XVI wieku jej nie wymieniają, za to wzmiankują o dwóch innych – św. Spasa i świętych apostołów Piotra i Pawła. Pierwsza stała przy ulicy Ruskiej, dziś Mostowej. Cerkiew Spaska była też nazywana Zamkową. W końcu XVIII wieku nie istniała. Jej miejsce zajął kościół.

Nową murowaną cerkiew w Surażu zbudowano w 1867 roku. Rok 1915 z bieżeństwem kończy funkcjonowanie w Surażu prawosławnej parafii. Dziś na miejscu cerkwi z 1867 roku jest skwer, a jej mury, uszkodzone w czasie pierwszej wojny, posłużyły do odbudowy zniszczonego kościoła.

W Surażu powstańcy, nazywani miatieżnikami, powiesili 23 maja 1863 roku proboszcza prawosławnej parafii o. Konstantego Prokopowicza. Pochowano go na cmentarzu w Zawykach. Dziś jego ciało spoczywa na cmentarzu na Wygodzie w Białymstoku obok cerkwi. Zostało przeniesione z inicjatywy arcybiskupa białostockiego i gdańskiego Sawy, obecnego metropolity Cerkwi w Polsce.

A Zawyki, dziś tak jak i Zawyki-Ferma i Końcowizna w kożańskiej parafii to oddzielna tragiczna historia, związana z „wymiataniem” prawosławia. O niej opowiada Józef Jaroszuk ze Złotnik w monografii „Historia Parafii Prawosławnej Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Kożanach” (2019).

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz

fot. autorka

Odpowiedz