Home > Artykuł > Najnowszy numer > W Krynkach ożywienie

Czterodniowe bogate uroczystości miały miejsce w kryńskiej parafii od piątku 18 do poniedziałku 21 września, czyli do parafialnego tu święta Narodzenia Bogarodzicy.

Piątkowego wieczoru najważniejszym wydarzeniem była promocja książki „Dzieje Cerkwi w Krynkach” Wiesława Chorużego, do której genealogiczne opracowanie aneksów sporządziła Maria Nosko. Powstała imponująca 324-stronicowa praca dużego formatu. Zasługuje na oddzielne omówienie (w następnym wydaniu) – tak solidnego i bogatego opracowania dziejów jednej parafii jeszcze nie widziałam.

Promocję poprzedził rodzaj panelu. Były to wystąpienia na temat tożsamości o. Jana Kojło, proboszcza parafii w Kożanach, Haliny Surynowicz, historyczki z Choroszczy, naszej współautorki, Jarosława Antychowicza, konsula honorowego Serbii, prezesa Izby Przemysłowej w Białymstoku i dr hab. Edyty Rysiak, kierowniczki zakładu psychologii i komunikacji społecznej na wydziale zdrowia Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

O. Jan Kojło wskazał na korzenie prawosławia w obecnych granicach Rzeczypospolitej, poczynając od misji cyrylometodiańskiej, kończąc na początku wieku XX. Pewne postawione przez księdza tezy budziły mój sprzeciw, choćby o powszechnym dążeniu prawosławnych do autokefalii, nawet już w 1791 roku, bo tak nie było – nie tylko wierni na zjazdach, ale i część hierarchów (represjonowanych) sprzeciwiała się autokefalii proponowanej głównie przez państwo. Inna teza – o zamianie kultury, obrzędowości i lokalnych zwyczajów przez duchownych sprowadzonych z głębi Rosji. Przecież duchowni byli nasi. Niemal wszyscy uniccy duchowni po soborze w Połocku w 1839 roku wrócili do prawosławia, wiary przodków. I tu, na tej ziemi służyli w prawosławnych parafiach.

Jak ksiądz podkreślił – powstało duże i „bardzo niewłaściwe” uproszczenie, że „prawosławny to Ruski”. Tymczasem moje lektury, rozmowy z uczonymi, obserwacje doprowadziły mnie do tezy, że tu gdzie historia nas osadziła „prawosławny to Ruski” – mam na myśli długie tysiącletnie nasze trwanie na granicy świata prawosławnego i rzymskokatolickiego, a pojęcie Ruski jako ogólniejsze i o wiele starsze od pojęcia Białorusin, Ukrainiec, Rosjanin, Łemko. Ale nie miejsce tu na dłuższe wywody.

Wystąpienie Haliny Surynowicz, głównie o tożsamości budowanej w okresie międzywojennym, było oparte na jej wieloletnim badaniu bogatych źródeł. Mówiła o polityce odrodzonego państwa polskiego po 1918 roku niezwykle krzywdzącej i bolesnej dla Cerkwi prawosławnej, kiedy ta straciła około 500 cerkwi, w tym 137 przerobiono na kościoły a 127 zburzono bądź spalono. Wskazała, że choćby w Archiwum Akt Nowych nie spotkała niepokojących informacji o sytuacji cerkwi w Krynkach w okresie międzywojennym. – Czyli tu było dobrze – wnioskowała – ludzie żyli w zgodzie – ciche miasto, które jeśli nawet ma swoje problemy, nie wychodzi z nimi na zewnątrz.

I w tym duchu podkreślania potrzeby cichego i spokojnego trwania, międzywyznaniowej współpracy i szacunku był prowadzony przez o. Justyna Jaroszuka, proboszcza kryńskiej parafii cały wieczór.

Jarosław Antychowicz mówił o tym, jak prawosławie ratowało Serbów jako naród przez 500 lat tureckiej niewoli, która miała początek podczas przegranej bitwy na Kosowym Polu w 1389 roku, jak pojęcie Serb i prawosławny zlały się ze sobą nierozerwalnie, stojąc na straży tożsamości Serbów.

– Idźmy do przodu. Cieszmy się tym co jest. I nie zapominajmy o tym, co było – sumowała swoje wystąpienie Edyta Rysiak.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz, fot. autorka

Odpowiedz