Home > Artykuł > Najnowszy numer > W Sremskich Karlovcach. Śladami metropolity Dionizego

W Sremskich Karlovcach. Śladami metropolity Dionizego

Metropolita naszej Cerkwi Dionizy (Waledyński) wysiadł w południe 11 maja 1927 roku na stacji kolejowej w Sremskich Karlovcach. Towarzyszył mu arcybiskup Aleksy (Gromadzki), który życie zakończył męczeństwem na Ukrainie w czasie drugiej wojny, dwóch urzędników z polskich ministerstw – spraw zagranicznych oraz wyznań i oświecenia publicznego.

Dlaczego wysiadł w Sremskich Karlovcach, niewielkim mieście liczącym dzisiaj dziewięć tysięcy mieszkańców? Przecież władyka odbywał wtedy, po wyświęceniu na metropolitę, długą półtoramiesięczną podróż, od początku kwietnia do 18 maja, odwiedzając siedem patriarchatów – konstantynopolitański, aleksandryjski, jerozolimski, antiocheński, serbski, bułgarski i rumuński. Z pociągu albo ze statku wysiadał w dużych miastach – Konstantynopolu, Atenach, Aleksandrii, Jerozolimie, Damaszku, Bejrucie, Belgradzie, Bukareszcie. Więc po co w Karlovcach, w których i my wysiedliśmy w środku upalnego bałkańskiego lata?

Nasza polska delegacja udała się wtedy, wiek przed nami, do rezydencji patriarchy w Sremskich Karlovcach. W niej zobaczyła kopię Leśniańskiej Ikony Matki Bożej, podarowaną przez mniszki leśniańskiego monasteru. Mniszki, po opuszczeniu Leśnej Podlaskiej, niosły podwig w monasterze Novo Hapovo, niedaleko Sremskich Karlovac. I oto ciekawy komentarz naszego kronikarza podróży, czyli arcybiskupa Aleksego. Pisze, że serbskie monastery formowały książąt i magnatów, przywódców narodu, całą inteligencję. Że w minionych wiekach w Serbii była największa ilość monasterów, w porównaniu z innymi krajami słowiańskimi. Niestety, na początku XX wieku nastąpił w narodzie serbskim ogromny kryzys duchowy. Monastery opustoszały. I oto obecność leśniańskich mniszek w jednym z opuszczonych monasterów zamieniła go w kwitnącą duchową oazę. Nasze mniszki widziano jako odnowicielki monastycznego życia w całej Serbii.

Jak więc nasz metropolita mógł nie wysiąść na dworcu tego miasteczka, oddalonego od Belgradu o 57 kilometrów, a Nowego Sadu o dziesięć? Dla władyki pierwsza wojna, bieżeństwo i rewolucja były jego osobistą historią, tak samo jak i opuszczenie w 1915 roku Leśnej przez prawosławne mniszki.

Chciał też na pewno doświadczyć niezwykłości tego miasta.

Na karty światowej historii Sremskie Karlovce weszły w końcu XVII wieku. Sławne zwycięstwo nad Turkami pod Wiedniem w 1683 roku, do którego istotnie przyczynił się Jan III Sobieski z wojskami Rzeczypospolitej Obojga Narodów, miało ciąg dalszy w postaci pokojowych rokowań. A te odbywały się w Sremskich Karlovcach od 16 listopada 1698 roku do 26 stycznia 1699. Przy okrągłym stole zasiedli przedstawiciele Turcji i świętej Ligi, czyli Austrii, Rzeczypospolitej, Wenecji, która kończyła swoją wyczerpującą szesnastoletnią wojnę (1683-1699). Do pokoju rokowań prowadziły cztery wejścia, by żadna delegacja nie rościła sobie prawa pierwszeństwa przybycia na salę obrad. Okrągły stół zastosowano pierwszy raz w historii dyplomacji. W negocjacje byli też zaangażowani jako pośrednicy przedstawiciele Anglii, Niderlandów i Rosji.

Już w 1710 roku franciszkanie na miejscu rokowań wznieśli Kaplicę Pokoju. Była burzona i odbudowywana. W 1817 roku uzyskała kształt koła, czy bardziej elipsy o czterech wejściach. Jedno z nich zamurowano, aby Turcy przez nie nigdy już nie weszli. A może dlatego, że znajdowało się w części ołtarzowej. Pełną rekonstrukcję Kaplica przeżyła w 2008 roku. Uczczono w ten sposób 300-lecie podpisania pokoju, który zmienił mapę Europy.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz , fot. autorka

Dziękuję o. Jerzego Bogacewiczowi za zaproszenie na wspólne pielgrzymowanie z chórem bielskiej Preczystienskiej cerkwi do Wojwodiny.

Odpowiedz