Home > Artykuł > Ducha nie gaście

Tegoroczna Pascha Chrystusowa jest inna. Przygaszona, zubożona, wyciszona i wycofana. Sprowadzona do wąskiego grona najbliższych. Okazuje się, że historia potrafi się powtarzać w przedziwny i najmniej oczekiwany sposób. Oto znów jesteśmy „małą trzódką”. Jak apostołowie zamykamy się szczelnie w swych mieszkaniach nie z obawy przed ludźmi, ale przed niewidzialnym, lecz realnym i śmiercionośnym wrogiem – wirusem, który uzmysławia nam naszą kruchość i bezbronność. Jednak nawet w tej niezwykłej sytuacji, bez tradycyjnej wspólnotowości i tłumno radosnej otoczki obrzędów i zwyczajów wielkanocnych, nikt i nic nie odbierze nam sposobności bardziej osobistego, duchowego, wewnętrznego i nawet… głębszego przeżywania wielkiej tajemnicy Zmartwychwstania Chrystusowego.

W ostatnich tygodniach, akurat w okresie Wielkiego Postu,
mieliśmy do czynienia z wyjątkowo trudną sytuacją i niepokojącym splotem okoliczności. 17 marca Świątobliwy Sobór Biskupów naszej Cerkwi wystosował specjalny komunikat „w związku ze stanem zagrożenia epidemicznego koronawirusem w naszym kraju i pandemią w świecie”. Biskupi wezwali do czujności i odpowiedzialności, celem powstrzymania śmiercionośnej epidemii oraz do usilnych modlitw w intencji zdrowia wszystkich, w szczególności „molebna w czasie morowego powietrza”. Arcypasterze wezwali duchownych do zachowania normalnego rytmu nabożeństw, jednakże z należytą roztropnością, do wzmożonej opieki duszpasterskiej, ale z uwzględnieniem wszelkich obiektywnie koniecznych środków higieniczno-profilaktycznych. W takiej atmosferze, jakże odmiennej od naszych tradycji, zwyczajów, pragnień i wyobrażeń, spotykamy największe święto Paschy-Zmartwychwstania Chrystusowego. Wszystko co rokrocznie o tym ponadczasowym, fundamentalnym dla naszej wiary i zbawienia wydarzeniu mówimy, radośnie wyśpiewujemy i oznajmiamy światu jest aktualne, tylko ten nasz świat jest inny, a wraz z nim my i nasza ludzka optyka.

NIE LĘKAJCIE SIĘ…
JAM ZWYCIĘŻYŁ ŚWIAT
Chrystus Zmartwychwstał! I my zmartwychwstaniemy ku chwale dzieci Bożych! Co może być dla wierzącego człowieka ważniejsze od tej perspektywy? Mówiąc „nie lękajcie się” Chrystus zapewnia także, że to On „zwyciężył świat” i na tym zwycięstwie opiera się nasza nadzieja na ostateczne zwycięstwo. O nim św. apostoł Paweł pisał: Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa (1 Кor 15,55-57).
Możemy bez trudu nazwać główne źródło naszych ludzkich lęków. Zwie się ono właśnie „śmierć”, owoc grzechu. Jednak Pan nasz zwyciężył śmierć, biorąc na siebie grzechy całego świata. Zwyciężył zło i śmierć, doświadczając jej na sobie i do dna wypijając całą jej truciznę. Śmierć i zmartwychwstanie Pana jest rękojmią naszego zwycięstwa, źródłem naszej eschatologicznej nadziei i teraźniejszego optymizmu. Zwracając się do chrześcijan w Rzymie św. Paweł pisał: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami… Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (…) Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował (Rz 8,31-37).
W Ewangelii uwiecznione zostały liczne przykłady otuchy i pocieszenia ludzi, postawionych w niezwykłych sytuacjach. Marii w Nazarecie Archanioł oznajmia: Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga (Łk 1,30). W trudnych, niepokojących chwilach słowa pokrzepienia kierował do uczniów sam Jezus Chrystus – paschalne: Pokój wam (J 20,19), ale też wcześniejsze: Odwagi. Ja jestem, nie bójcie się (Mt 14,27).
Uczniom grozi niebezpieczeństwo utraty życia, ale nawet w tak skrajnym położeniu nie zostaną oni pozostawieni bez Bożej opieki: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Мt 10,28-33).
Pan nasz powiedział: Nie bój się mała trzódko (Łk 12,32).
Ktoś może zaprotestować: jakie małe stadko? Jaka mała trzódka? Chrześcijan wszystkich wyznań i denominacji jest na świecie ponad dwa miliardy! Naszych prawowiernych braci i sióstr jest kilkaset milionów! Tak, ale to tylko sucha statystyka, raczej wszyscy włącznie z nominalnymi wyznawcami, natomiast dobrze wiemy, że ci prawdziwi wierni ciągle byli i są w mniejszości. Szczególnym znakiem naszych czasów jest wiara bez prawa jej manifestacji, zredukowana do nazwy bądź usunięta ze sfery publicznej do całkowicie prywatnej.

HISTORIA SIĘ POWTARZA
W sensie powtórki z historii niezwykle wymowny wydaje się być tekst, który przez niektórych jest w ogóle uważany za pierwszą księgę Nowego Testamentu. Jest to I List św. apostoła Pawła do Tesaloniczan.
Przyjęło się uważać, że apostoł napisał go podczas swej bytności w Atenach w 50-51 roku i adresował do założonej przez siebie nowej gminy w ówczesnych Tesalonikach (Salonikach). Do apostoła dochodziły niepokojące wieści, że oto w mieście, z którego sam był zmuszony uchodzić, chrześcijańscy neofici cierpią szykany i prześladowanie.
Część miejscowych Żydów i Greków wrogo odnosiła się do chrześcijan i prowokowała pogromy. Chrześcijanie z Tesalonik wierzyli w rychłe powtórne przyjście Zbawiciela, ale to się przeciągało. Wielu zadawało sobie pytanie: a jak będzie wyglądać ta paruzja i Sąd Ostateczny? Jeszcze inni głęboko przeżywali los tych, którzy pomarli wcześniej, bo nijak nie mogli sobie wyobrazić ich zmartwychwstania. Z kolei neofici spośród Żydów nie mogli zrozumieć, dlaczego mają zrezygnować z Prawa Mojżeszowego? W tej sytuacji ewidentnego kryzysu wiary młodzi chrześcijanie ulegli apatii i zniechęceniu, zaniedbując także normy moralności chrześcijańskiej.
I oto do tych nieutwierdzonych w wierze Tesaloniczan apostoł Paweł pisał o niespodziewanym nadejściu dnia ostatecznego i zasadach ładu społecznego chrześcijan: Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: «Pokój i bezpieczeństwo» – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada. (…) Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi (…) odziani w pancerz wiary i miłości oraz hełm nadziei zbawienia. Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, abyśmy, czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli. (…) Między sobą zachowujcie pokój! Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi! Uważajcie, aby nikt nie odpłacał złem za złe, zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wobec wszystkich! Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. (…) Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa z wami! (1 Tes 5,1-28).
Apostoł z wielkim naciskiem podkreśla swój apel: „Ducha nie gaście!”. Widać można zgasić w sercach Ducha Świętego skoro św. Paweł upomina, by nie dopuścić do tego. „Zgasić”, „zagasić” wielokrotnie pojawia się na stronicach Pisma Świętego zawsze w kontekście ognia lub światła (por. Mt 12,20;25,8; Мk 9,44;46;48; Ef 6,16; Hbr 11,34). Według słów Chrystusa, napełniona łaską Ducha Świętego Cerkiew jest „światłem świata”. Tej łaski bardzo pragnął psalmista Dawid, kiedy modlił się: Nie odrzucaj mnie od swego oblicza i nie odbieraj mi świętego ducha swego! (Ps 50,13). Można utracić Bożą moc w sobie i przestać być „światłem dla świata” kiedy Duch Święty przestaje działać w nas. Wówczas nie przynosimy także owoców Ducha, które przelicza św. Paweł (Ga 5,22-23).
Jednak apostoł z pełnym przekonaniem pisał o znikomej skuteczności zjawisk wrogich człowiekowi, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. (…) Dlatego nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie (2 Kor 4,14-18).

PARADOKS
OBECNEJ SYTUACJI
Mimo świątecznego okresu wręcz nie sposób opędzić się od refleksji, przepełnionych nabożną trwogą. Oto były w naszej cierpiętniczej historii czasy trudne i złe – straszliwe wojny, wyniszczające zarazy, przewrotna unia, tragiczne uchodźstwo (bieżeństwo), gdy z rozmaitych przyczyn zdziesiątkowani byli wierni, brakowało kapłanów, w ogóle nie było świątyń i nie odprawiano nabożeństw. A teraz? Jest prawie wszystko: piękne świątynie, gorliwi kapłani, pobożni wierni, wspaniałe nabożeństwa, jest niezmienne i gorące „umiłowanie piękna domów Bożych” (z modlitwy zaamwonnej), jest pragnienie wspólnotowej, uroczystej demonstracji wiary prawosławnej, tylko (…) nie ma takiej możliwości. I co ciekawe, tym razem mamy do czynienia nie z zakazem udziału w nabożeństwach podyktowanym znaną nam z nieodległej przeszłości wrogością, lecz wynikającym z medycznej rozwagi i autentycznej troski.
Niewyobrażalny ból przeszywa niejedno serce, gdy bliscy w pobliskim szpitalu umierają w cierpieniu i samotności, bo nie wolno ich odwiedzać. Przejmujący, trudny do zniesienia jest widok, gdy za trumną, w stosownej, bezpiecznej odległości, stoi tylko kilka najbliższych osób albo sam kapłan. Straszne doświadczenie. Zraniona, dawkowana jak kroplówka miłość rodzinna. Ciężka duszpasterska próba. Jednak właśnie w taki sposób, przedziwnym i niepojętym zrządzeniem Opatrzności, historia zatoczyła wielkie koło i znów jesteśmy w sytuacji podobnej do położenia pierwszych chrześcijan.
Dla wierzącego człowieka czymś zgoła najcenniejszym i najdroższym jest niezachwiana pewność, że utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku. Tak. Ufamy w Bożą miłość.
Wierzymy i pamiętamy, że mamy w niebie Ojca, który nas umiłował i nadal kocha. Pomimo brzemienia trudów i przeciwności nie załamujmy się, nie traćmy nadziei, ponieważ nadal pozostajemy w rękach miłosiernego Boga Ojca. Ci, którzy żyją tą prawdą i pamiętają o Bożej miłości, mają w sobie więcej spokoju, harmonii i optymizmu.
Jeżeli „dla nas i dla naszego zbawienia Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał”, to choćby wokół nas świat się walił, będziemy mieć w sobie i pokój i wewnętrzną radość.
Zaprawdę Chrystus Zmartwychwstał!
o. Konstanty Bondaruk

Odpowiedz