Home > Artykuł > Swój człowiek

Dowodzący obroną Stalingradu, szanowany bardzo przez szeregowych żołnierzy, marszałek i dwukrotny bohater Związku Radzieckiego Wasilij Czujkow – pisze autor tekstu zamieszczonego na stronie Spaso-Andronikowo monasteru – żegnał się kułakiem, a w legitymacji partyjnej nosił modlitwę.

Wasilij Czujkow wychował się w prostej wielodzietnej rodzinie, ukończył cztery klasy cerkiewno-parafialnej szkoły, w wieku dwunastu lat zaczął już pracować. Jego matka była głęboko wierzącą kobietą. A sam Czujkow nosił w legitymacji partyjnej napisaną odręcznie modlitwę.
Ten skrawek papieru już po śmierci ojca znalazł jego syn, Aleksander. On też opowiedział, że ojciec miał zwyczaj żegnać się kułakiem.
– To była modlitwa jego matki – mówi syn marszałka Aleksander Wasilewicz i rozwija wyrwaną z zeszytu pożółkłą ze starości kartkę w linię. – Zapisał ją ojciec. Znam dobrze jego charakter pisma. Babcia nie umiała pisać.
Już po wojnie wszystkie dzieci zebrały się w rodzinnym domu. Mężczyźni za stołem wspominali frontowe dzieje. Jak to się zdarza, z odrobiną fantazji – jak wychodzili z opałów, jak gnali Niemców, jak coraz ciaśniej zaciskali żołnierskiego pasa. Jelizawieta Fiodorowna słuchała, słuchała, a potem spokojnie powiedziała: „Dzieci, ja was wszystkich u Boga wymodliłam! Dlatego jesteście cali i zdrowi”.
Za stołem zapadła cisza. Dwanaścioro dzieci, w tym ośmiu synów, przeszło front i przeżyło!
Jelizawieta Fiodorowna odeszła w wieku 93 lat.
W ich małym miasteczku i okręgu Sieriebrianyje Prudy do lat 30. minionego stulecia stały dziesiątki świątyń. Zamieniono je na magazyny, sale sportowe, składy. Nie zamknięto tylko jednej cerkwi – soboru św. Mikołaja. Jelizawieta Fiodorowna była jego parafianką. Ciekawe, że wybrano ją na cerkiewnego starostę, stanowisko zwykle powierzane mężczyznom. Możliwe, że gdy duchownych rozstrzelano albo zesłano, mężczyźni się przestraszyli. Ona – nie. Kiedy doszły wieści, że cerkiew mają wysadzić w powietrze, pieszo poszła do Moskwy, to ponad 160 kilometrów. A miała już ponad siedemdziesiąt lat. I dopięła swego – na Kremlu przyjął ją sam Michaił Kalinin. Cerkwi nie tylko nie wysadzono w powietrze, ale i nie zamknięto.
Taka matczyna aktywność mogła się zakończyć ciężkimi konsekwencjami dla syna. W latach 30. pracował w wywiadzie w Chinach, dowodził wojskami wkraczającymi na Zachodnią Ukrainę i Białoruś, uczestniczył w radziecko-fińskiej wojnie….
Ale represje szczęśliwie ominęły rodzinę.
Zimą 1943 roku Czujkow osobiście sprawdzał linię frontu i trafił pod ogień. Niedużą lepiankę, w której skrył się słynny już wówczas generał, bombardowało 9 niemieckich szturmowców.
„Wyskoczyłem, a wokół pole, schować się nie ma gdzie” – wspominał dowódca. „Wtedy po prostu przylgnąłem do ściany, nawet się nie schylałem. Wystałem tak cały nalot. Oderwałem się od ściany, a na niej ani nieuszkodzonego miejsca – wszystko poryte odłamkami. Całe jest tylko to miejsce, gdzie stałem. Napięcie ogromne, nie jestem w stanie rozprostować rąk i nagle czuję, że uratował mnie Bóg. Chcę się przeżegnać, a kułak się nie rozprostowuje: ręce od napięcia złapał skurcz. A może ze zdenerwowania. Wtedy przeżegnałem się kułakiem. Potem stało się to już moim zwyczajem – nad Dnieprem, nad Wisłą, w Berlinie”.
I kiedy dowodzącemu zachodnią grupą wojsk Wasilijowi Czujkowowi w 1946 roku urodziło się trzecie dziecko, nadał mu imię ku czci Suworowa – Aleksander. W tym samym roku chłopca ochrzczono – w prawosławnej cerkwi św. Aleksandra Newskiego w Poczdamie.
Później jego syn Aleksander Wasi-
liewicz (rzeźbiarz z zawodu) pomagał w budowie świątyni. Nie ma wątpliwości, że siła modlitwy babci także jemu pomaga.
Wasilij Czujkow nie został bohaterem filmów dokumentalnych czy fabularnych, jak Żukow czy Rokossowski. Ale wiadomość o jego śmierci w 1982 roku obleciała wszystkie niemieckie gazety: umarł generał szturmu.
Tak nazwano go w latach wojny za opracowaną przez niego taktykę prowadzenia walki z udziałem małych szturmowych grup. „Wdzierajcie się do domu, we dwóch, ty i twój granat. Obaj bądźcie lekko ubrani – ty bez torby, granat bez ubrania. Wdzierajcie się tak: granat na przedzie, ty za granatem” – uczył żołnierzy.
Sprawił, że neutralny pas, oddzielający strony wroga, w Stalingradzie, był szeroki na odległość rzutu granatem. I to nie przypadek: wyłączył w ten sposób z działania niemieckie lotnictwo, które bało się zbombardowania własnych pozycji. Sam z żołnierzami siedział na pozycjach bojowych, stanowiskach ognia… Jadł z ich kotła.
Przed śmiercią Czujkow poprosił, by pochowano go we wspólnej mogile na kurhanie Mamaja. Był jedynym radzieckim marszałkiem, który dosłużył się w latach pokoju stanowiska wiceministra obrony, pogrzebanym nie u kremlowskich murów czy na Nowodiewiczym cmentarzu.
Kiedy żałobny kondukt szedł ulicami Wołgogradu, mieszkańcy miasta zdejmowali czapki, dla nich był swoim i bliskim człowiekiem.


tłum. Ałła Matreńczyk

Warto przeczytać
Jak ocalała Jasna Góra
Zamordowane wsie
Z Bożą pomocą
Z zapisków żołnierza

Odpowiedz