Home > Artykuł > Wielkanoc w Hawanie

Planując naszą dwumiesięczną podróż z dziećmi, czteroipółletnią Zosią i Tamarą, która właśnie na Kubie kończy roczek, przez Amerykę Środkową i Północną, ustalamy wszystko tak, by na Wielkanoc znaleźć się w Hawanie, bo tam jest cerkiew. I chociaż potrafię wyobrazić sobie Paschę bez rodzinnych spotkań, gości, przygotowań jedzenia i stołu, to nie potrafię wyobrazić jej sobie bez cerkwi. Rok wcześniej Wielkanoc spędzam, rodząc Tamarę. Pamiętam, jak odpisuję na życzenia: Woistinu Woskresie mojej starszej druhnie z wesela: „My właśnie na porodówce”. Nie było wtedy gości, nie było cerkwi i tej cerkwi brakowało mi najbardziej. Dlatego wiedząc, że kolejną Wielkanoc spędzamy na Kubie, chciałam mieć pewność, że będziemy mogli w tym czasie być przede wszystkim w cerkwi. W Hawanie znajduje się Catedral Ortodoxa Nuestra Señora de Kazán, czyli Православный Собор Богоматери Казанской.
O Kubie trzeba wiedzieć jedną rzecz: nie ma tam prawie nic do kupienia. Każda rzecz, którą zobaczycie w casie, czyli domu, gdzie się zatrzymacie, będzie zdobyta cudem lub sposobem, przez załatwianie. W nielicznych sklepach towar jest „rzucany” jak w PRL-u, więc jeśli uda ci się rozepchać łokciami i złapać coś, to jest twoje, cieszysz się z tego, bez różnicy co to jest. Coraz to nowsze i nieoczekiwane embarga owocują tym, że o ile wczoraj czarna herbata była złotem, to dziś takim złotem są kurczaki lub olej importowany z Brazylii. Jak Kubańczycy potrafią żyć w takiej niepewności, pozostaje tajemnicą. Część rzeczy jest przywożona na sprzedaż z Ameryki Środkowej i Południowej, na przykład Belize. Coś w stylu wyjazdów pokolenia naszych rodziców za czasów ZSRR na handel na Białoruś chociażby. Są oczywiście sklepy dla turystów, w rodzaju Peweksów. Można zapłacić tam jedynie w CUC, czyli kubańskiej walucie dla turystów. W tej sytuacji zrozumiałe jest, jak bardzo różniły się nasze przygotowania do Paschy na Kubie od tych na Podlasiu.

SPOWIEDŹ
W Wielki Piątek udaje się nam w cerkwi spotkać z miejscowym batiuszką i umówić na spowiedź. Mając tylko jednego batiuszkę, trudno oczekiwać, że będzie odprawiał służbę i wyspowiada wszystkich w tym samym czasie. Zatem trzeba to brać pod uwagę i ustalać termin spowiedzi wcześniej.
Batiuszka jest Rosjaninem, więc rozmawiamy po rosyjsku. Zna oczywiście i hiszpański. Moja spowiedź odbędzie się w języku rosyjskim, spowiedź mojego męża po angielsku, bo jak to batiuszka ujął: „W końcu to jest wasza rozmowa z Bogiem, ja tylko przy was stoję. Nie mnie mówicie swoje grzechy. Powiedzcie Bogu, co wam leży na sercu, podziękujcie za to, co was uszczęśliwia i poproście o to, czego wam trzeba. To wy rozmawiacie z Bogiem”.

JAJKA
Przypominam sobie poprzednie Wielkanoce i kwestię jajek. W przygotowaniach do Wielkanocy zawsze jest jakiś problem. A to nie ten kolor jajek, a to pękło przy gotowaniu, jak tu ze wszystkim się wyrobić. Napięcie związane z wielkanocnymi jajkami opada wraz z pierwszą kroplą wody święconej, która ląduje na święconce. Ale co, jeśli nie ma jajek?
Co rano do naszej casa przychodzi MiLady, która szykuje nam śniadanie. MiLady mówi tylko po hiszpańsku, nasz hiszpański to ciągle raczej koncert życzeń niż umiejętność. Mimo to potrafimy się jakoś dogadać. Zacznę od tego, że MiLady to rzeczywiste imię, Kubańczycy pod tym względem są bardzo pomysłowi. Jeśli macie kryzys kreatywności, a musicie wybrać imię dziecku zapraszam na Kubę. Tu oprócz hiszpańskojęzycznych standardów, spotkacie Dafne, Ozisirisa, Lisandrę (imię, które jest hybrydą Lisy i Aleksandry, wyraźnie ktoś nie mógł się zdecydować), Dunię czy właśnie MiLady.
Wróćmy jednak do jajek. W skład kubańskiego śniadania przeważnie wchodzą jajka. Prosimy więc MiLady, by ugotowała nam je zamiast smażyć czy robić z nich omlet i tłumaczymy, że jesteśmy prawosławni i w niedzielę jest nasza Wielkanoc (ciekawostka: Wielkanoc po hiszpańsku to nic innego tylko Pascua). Casa, w której mieszkamy, sąsiaduje z cerkwią, więc bycie prawosławnym nie jest dla MiLady niczym nadzwyczajnym. Jednakże lata komunizmu zrobiły swoje i jeśli spytać Kubańczyków, jak wierzący świętują Wielkanoc na Kubie, często można usłyszeć opowieści o Nowym Roku, czy Bożym Narodzeniu. Dostajemy swoje ugotowane jajka, a na śniadanie jemy sałatkę owocową. Oczywiście moglibyśmy poprosić o dodatkowe jajka, znamy jednak realia kubańskie zbyt dobrze, by sprawiać naszym gospodarzom dodatkowy kłopot.

ŚWIĘCONKA
Zosia pomalowała jajka czarnym pisakiem, gdyż kolorowe kredki i mazaki zostawiliśmy dzieciom, które spotykaliśmy w trakcie naszej podróży. Tak więc jajka były białe w czarne szlaczki. Położyliśmy je w kartonowej podstawce, która została nam po opakowaniu ze słoiczkami Tamary. Pod spód chusteczka do nosa. Podstawkę wstawiliśmy w kapelusz Zosi, udało nam się znaleźć również kilka zielonych listków do ozdoby, choć Stara Hawana nie grzeszy roślinnością. I z taką święconką poszliśmy do cerkwi. Była to najpiękniejsza święconka, jaką kiedykolwiek przygotowaliśmy.

ŚWIĘCENIE JAJEK
Po piątkowym nabożeństwie wynosu Płaszczenicy mamy wrażenie, że prawosławnych w Hawanie jest jedynie garstka. Nic bardziej mylnego.
Święcenie jajek nie różni się niczym od tego, które znamy z Bielska czy Monachium. Jest uroczyście, tłoczno, hucznie i radośnie. Patrząc na kolorowe rosyjskie kulicze i pięknie ozdobione jajka, zapominam przez chwilę o biedzie na zewnątrz. Słyszymy pierwsze paschalne pieśni i cóż tu mówić, czujemy się jak w domu. Batiuszka kropi wodą nas i święconki. Woda pada na wszystkie z nich, woda święci każdą z nich i tę z wyrośniętym mazurkiem, i naszą z jajkami w czarne szlaczki w Zosinym kapeluszu. W końcu Paschę nosi się w sercu.
Przed wyjściem z cerkwi dogania nas jedna z parafianek i daje Zosi kolorowe jajeczko.

XPИCТOC BOCКPECE
W kwietniu noce na Kubie rzadko dają odpocząć. Większość z nich zamiast kojącego wiatru, uderza powiewem lepkiego powietrza. Środek nocy to również upał. Cerkiew jest klimatyzowana, więc ubieram dziewczynki w rajstopki i biorę kilka większych chustek do przykrycia, gdyby usnęły. Na nocne nabożeństwo zabieramy Zosię i Tamarę. Bierzemy też wózek i nosidełko, by w międzyczasie dziewczynki mogły pospać i by nam wszystkim udało się podejść do Pryczastija. Mieszkamy prawie przy samej cerkwi, więc mamy możliwość powrotu w każdej chwili do domu, gdyby dzieciom było zbyt trudno.
Pod cerkwią stoją luksusowe samochody, których nigdy do tej pory nie widziałam na Kubie. W środku cerkiew pęka w szwach. Kobiety w najnowszych sukienkach od projektantów, mężczyźni w garniturach. Wszystko to zdaje się tak nierealne.
Przed północą, jak i w Bielsku, w cerkwi w Hawanie gasną światła, z ołtarza dobiega ciche Woskresienije Twoje Christie Spasie… Wychodzimy z krestnym chodom na zewnątrz i przy biciu dzwonów obchodzimy dookoła cerkiew, trzymając w rękach zapalone świece. Patrzę na port w Hawanie i nie mogę uwierzyć, że tu jesteśmy i że również tu Chrystus zmartwychwstał.
Zostaliśmy w cerkwi na całym nabożeństwie. A potem wróciliśmy do domu, by rozhowiecca naszymi jajkami i raz jeszcze powiedzieć sobie nawzajem Xpиcтoc Bocкpece!
Chcielibyśmy podziękować batiuszce, jego rodzinie i kubańskim prawosławnym za to, że wraz z nimi mogliśmy przeżyć tę cudowną Paschę.

Spasi Hospodi!
Justyna Saczko
fot. archiwum autorki

Odpowiedz