Home > Sami o sobie > My pryszli Chrysta chwalit’ wasz dom wiesielit’

My pryszli Chrysta chwalit’ wasz dom wiesielit’

Kolejny obostrzenia z koronawirusom, dowhi osiennio -zimowy weczera spryjajut raznym rozdumom. A im dalej w lieta, tym sztoraz buolsz pro proszłe. Dobre jak pamet’, jakby boroniwszyś, wybiraje sztoś – nu nazwem to – jasne, od czoho stanowićcia tepliej na duszye. Ale i samomu choczećcia trochi odtiatiś, oddychnuti od raznych sprzecznych teorii, jakohoś chaosu w tuom świeti. Swoboda od strastiej i swoboda strastiej. Jakby ne było – dwa sprzecznych podejścia… Nu zostawim takoje tam. Mondry lude, kotory sietym zajmajućcia, pewno lepi protołkujut.

Świata idut…Pomnićcia jak my dieti hotowiliś do koledowania. To byw czas, koli u nas tkali sołomiany maty. U chati stojali krosna. Odin dorosły tkaw, a reszta domasznich czystiła sołomu, nu, obirali pircia od koliencia na sołomi nożykom abo rukami, jak komu lepi. Potym tyji koliencia, uże tkawszy, układałoś w razny wzory. Cieła chata była w sołomi (uśmichajuś teper: by stajenka). My pudrostki zbiraliś to u odneji, to u druhieji koleżanki i czystiwszy tuju sołomu, uczyliś koladok. A dużo ich znali. Najczasti͡ej śpiwali „Rożdiestwo Chrystowo”, „Nowa radost' stała”, „Niebo i ziemla”, „W stranie Iudiejskoj”, „ Diwnaja nowina”, „Ja umom chodiła w gorod Wiflijem”, Skinija złataja”.Chocz seło było maleńkie i odneju można było obkoledowati wsiech. Słowom – ambitny byli. Pomnićcia, jak nam trudno było wytiahnuti „Chrystos Spasitiel w połnocz rodiłsia”, ćwiczyli i ćwiczyli aż nareszti sztoś wyszło. A, i szcze pryśpiewowali mołodym parom, kotory pobraliś, i maleńkim dietiam. Do dziś koje szto zapometałoś, chocz ne śpiwałoś tuolko uże liet. Teper pewno i w doma nekotory uczat koladok i na lekcjach religii w szkoli…

U nas ne było religii w szkoli. Była w takuoj stareńkuj chatci, w kotoruj nechto uże ne żyw. Odna neweliczka komnatka, zimoju napalana piecz i dieti trochi prytiesno usiawszy na stulciach ustawianych pud stinoju. To w sietuoj chatci można było tak dobre wczutiś pud słowa batiuszki, jak rozbirajut dach, kob spustiti rozsłablenoho. Batiuszka… Fiodor Tokarewski. Pryjieżdżaw po naszych lekcjach w szkoli awtobusom z horoda. My, dieti, żdali joho na prystankowi. Jak batiuszka wysiadaw z awtobusa, my uże biehli do dwery z rukami złożanymi po błahosłowieństwo. Oj, jakoje to było ważne. A potym iszli razom czerez seło do teji stareńkieji chatki. Po religii nam, z druhoho seło, treba było szcze jakoś dobratiś do domu. A teper inaczej – szkolny korytarze i „pan batiuszka”, de tut błahosłowieństwo…

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w e-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Zoja Saczko

Odpowiedz