Home > Artykuł > Czyj bohater

Wspólne uczczenie bohaterów powstania posłużyło przypomnieniu postaci jego przywódców – Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego, którzy – jak powiedział po przybyciu do Wilna premier Mateusz Morawiecki – „symbolizują postaci największych bohaterów Litwy i Polski, którzy są też bohaterami łączącymi nasze narody”.
O ile w przekazie polskich historyków i mediów zarówno Sierakowski, jak i Kalinowski to Polacy, polscy patrioci, walczący o odrodzenie państwa polskiego w granicach sprzed 1772 roku, to przedstawiciele białoruskiej opozycji, białoruscy dziennikarze i publicyści przedstawiają Kalinowskiego jako Białorusina „bez skazy”, „prawdziwego apostoła narodu białoruskiego”, który „jednoczy wszystkich Białorusinów”. Takie „zawłaszczenie” polskiego bohatera spotyka się z krytyką części polskich dziennikarzy, środowisk białoruskiej Polonii. Krytycznie, ale z innego powodu, odnoszą się do Kalinowskiego prawosławni.
Postać Sierakowskiego nie budzi kontrowersji. Urodzony w Żytomierzu na Wołyniu Polak, katolik, w armii rosyjskiej zrobił zawrotną karierę – ukończył Akademię Sztabu Generalnego w Petersburgu, reprezentował carską armię na międzynarodowych konferencjach w Anglii, Francji, Prusach, Austrii, odznaczony orderem św. Włodzimierza – po wybuchu powstania został jego naczelnikiem na Żmudzi. Po przegranej bitwie pod Birżami, ranny, dostał się do rosyjskiej niewoli i mimo zabiegów znanych osobistości, m.in. Giuseppe Garibaldiego i dworu angielskiego, został powieszony na Placu Łukiskim w czerwcu 1863 roku.

Ocena drugiego, także powieszonego na tym placu 22 marca 1864 roku, przywódcy, Konstantego Kalinowskiego, nie jest tak jednoznaczna. Między polskimi i białoruskimi historykami i publicystami trwa spór o jego narodowość, o czym niżej, ale największe zastrzeżenia wywołuje jego fanatyzm w kwestiach wiary – Kalinowski nie ukrywał swojej nienawiści do prawosławia.
Postać Kalinowskiego budziła kontrowersje także wśród jego współczesnych. Polski historyk, pisarz, uczestnik powstania styczniowego, Walery Przyborowski, tak go charakteryzował: „W chwili wybuchu najwybitniejszą osobą w Komitecie litewskim został Kalinowski, postać z pomiędzy tłumu spiskowców wszelkiego rodzaju tej epoki burzliwej, malująca się najdosadniejszymi i najbardziej zdecydowanymi rysami. Krańcowy Czerwieniec, z podkładką demagogiczną, wyznawca teorii wywrotu socjalnego, był człowiekiem niezaprzeczenie czystym, wielkiej energii i niezłomnego charakteru. Szlachcic z rodu, potomek tej drobnej szlachty mazurskiej, która za Rzeczypospolitej niosła w dziewicze puszcze litewskie zdobycze kultury polskiej, syn tkacza ze Świsłoczy, już w Petersburgu, jako student tamtejszego uniwersytetu, należał do wszystkich kółek rewolucyjnych, jakie na gruncie stolicy caratu przez kilka lat z rzędu powstawały. Po ukończeniu studiów powrócił w stopniu kandydata prawa do rodzinnej Litwy i rzucił się w wir ówczesnych wypadków. Był on bezwzględnym wyznawcą teoryi demagogiczno-komunistycznych Centralizacji emigracyjnej i federacyjnych programów Hercenowskiego „Kołokola”.
Piszący o powstaniu styczniowym i jego bohaterach, w tym o Konstantym Kalinowskim, polscy historycy i publicyści w ogóle nie poruszają kwestii wyznaniowej, a była ona bardzo ważna. Nie poruszają jej także kreujący Kalinowskiego na ogólnonarodowego bohatera Białorusini. Czynią tak, gdyż Kalinowski w kwestiach wiary był skrajnym fanatykiem. Swojej nienawiści do prawosławia nie ukrywał. O tym, że prawosławni padochnut jak sabaki i co ich czeka po śmierci, jak nie przejdą na katolicyzm w jego unickiej formule, pisał w kierowanych do „Mużykou Ziemli Polskoj” posłaniach. W jednym z nich (posłania były pisane po białorusku łacińskimi literami) pisał:
Dzieciuki! Czy moja prawda jest gorzka, czy słodka, pisałem zawsze i pisać będę – uczyłem was, jak trzeba robić, i będę uczyć. Wy tylko słuchajcie mnie, rozważajcie dobrze i róbcie tak, jak wam powie sumienie, a Bóg jeszcze zmiłuje się nad nami i da nam szczęście, i będzie u nas dobrze.
Gdy Bóg, stworzywszy człowieka, dał mu duszę, to nie po to, aby żył on jak pies na tym, a na tamtym świecie przepadł na wiek wieków w mękach piekielnych, – lecz dlatego, dzieciuki, aby znał Prawo Boże, znał swojego Boga, znał swoją wiarę i zasłużył na szczęście niebiańskie. Gdy syn boski, przyszedłszy na ten świat, ustanowił prawdziwą wiarę, za tę wiarę cierpiał męki krzyżowe, to nie dlatego, aby jakieś tam cary moskiewskie, z bękarciego rodu, zmieniali prawo boskie, a my, na rozkaz tych carów, wyrzekali się wiary swoich dziadów i pradziadów, i oddawali chwałę nie Bogu, a carskim swojakom, lecz dlatego, dzieciuki, Bóg najwyższy cierpiał za nas, aby Jego Prawo było wieczne, nikt nie śmiał go zmieniać, abyśmy my całą swoją mocą przy nim trwali.
Lecz czy jednak, dzieciuki, jest tak u nas, jak sam Bóg nakazuje, czy trwamy przy jego boskim prawie? Sami odpowiedzcie. Niejeden z nas, może, zapomniał, że ojciec jego był jeszcze w sprawiedliwej unickiej wierze, i nigdy już nie wspomni o tym, że przywrócili go na schizmę, na prawosławie, że on dziś, jak ten pies, żyje bez wiary i jak pies zdechnie na uciechę czartom w piekle!!! O, dzieciuki, temu człowiekowi będzie nietęgo! A jeśli my będziemy tak robić z Bogiem, to co Bóg najwyższy zrobi z nami? Ześle do piekła na wieczne męki, będą czarci duszę naszą rwać na kawałki, a smoła we wnętrznościach będzie kipiała! Poznasz wtedy czegoś wart – lecz już w piekle poniewczasie, nie przeprosisz już wtedy sprawiedliwego Boga i mękom twoim nie będzie końca.
Teraz pytam się was, dzieciuki, któż wam tego licha narobił, i co trzeba zrobić, abyśmy byli szczęśliwi i na tym, i na tamtym świecie?
Narobił nam tego licha, dzieciuki, car moskiewski, onże to, przekupiwszy wielu popów, kazał was do schizmy zapisać, on to płacił pieniądze, abyśmy tylko przechodzili na prawosławie, i, jak ten antychryst, odebrał nam naszą sprawiedliwą – unicką wiarę i zgubił nas przed Bogiem na wieki, a zrobił to po to, aby mógł nas bez końca łupić, a Bóg sprawiedliwy nie miał nad nami litości.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin

Odpowiedz