Home > Artykuł > Święta Królowa

Święta Królowa

W Gruzji, można czasem zauważyć dosyć nietypową ikonę trzynastu świętych. Co w niej tak nietypowego? Ano to, że głowa każdej z postaci, oprócz nimbu, uwieńczona jest również koroną królewską. To bowiem ikona Świętych Gruzińskich Władców i z tego co wiem, jest to jedyny kraj na świecie, który może poszczycić się aż taką ich liczbą. Ale to nie wszystko, gdyż jedna z tych postaci bez wątpienia przedstawia kobietę. W tamtych czasach? Ano właśnie. O niej więc będzie ten tekst.

Królowa Tamar (nie, nie zgubiłem „a”, gdyż właśnie tak brzmi tutaj jej imię) to święta, którą wspominamy w maju, dokładnie 1/14 dnia miesiąca. Powszechnie uwielbiana za życia, powszechnie czczona po śmierci. Obok św. Nino najukochańsza gruzińska święta, patronka tak wielu nosicielek jej imienia.

Żyła na przełomie XII/XIII wieku, pochodziła z rodu Bagratydów, w prostej linii wywodzącego się od biblijnego króla Dawida psalmopiewcy. Protoplastą rodu był Bagrat (czyli Pankracy) władca sąsiedniej Armenii już od 150 roku p.n.e. Tam ród ów do dziś dnia zowią Bagratuni lub Bagrationi. Tak czy inaczej, Bagratydowie władali Kaukazem całe wieki, chciałoby się powiedzieć tysiąclecia, aż do XIX stulecia.

Pradziadkiem Tamar był król Dawid, któremu udało się wreszcie, po wielowiekowej walce całego narodu, zjednoczyć pod swym berłem większość ziem zamieszkanych przez Kartwelów, czyli Gruzinów. Czyż można się dziwić, że po śmierci nazwano go Wielkim, Odnowicielem, Budowniczym? Że dziś spogląda na nas z wysokości swych pomników, banknotów, tabliczek z nazwami ulic, szyldów przeróżnych organizacji oraz instytucji?

Ojcem zaś był równie sławny król Jerzy III, który dokończył dzieła ostatecznego zjednoczenia i umocnił kraj wewnętrznie, czyniąc go lokalnym hegemonem. Obydwaj ci władcy bardzo dbali także o rozwój chrześcijaństwa, zarówno na swoich ziemiach, jak i po drugiej stronie Morza Czarnego. Stąd w czasie ich panowania obserwujemy ogromny wysyp gruzińskich monasterów, fundowanych w całej ówczesnej prawosławnej Europie – dawne Bizancjum, dzisiejsze Bułgaria, Rumunia, Grecja, ale przed wszystkim przesławny Iwiron na Atosie. Iwerami zwali bowiem Grecy ówczesnych Gruzinów.

Czy można się więc dziwić, że malutka Tamar niemalże od kołyski przesiąkła duchem służby krajowi i prawosławiu, że wychowywano ją w duchu poszanowania i miłości do bliźnich, w szczególności chorych i potrzebujących? Gdy miała dwanaście lat, ojciec zdecydował uczynić ją współwładczynią, przygotowując powoli do samodzielnych rządów. I nie tyle nawet ją, co przede wszystkim naród, a zwłaszcza możnych i arystokrację. Bo przecież osiemset lat temu – tak w Gruzji, jak i na całym świecie – wprost w głowie się nie mieściło, by „baba rządzić mogła”. A jednak… Mądry król Jerzy wiedział co robi i choć musiał dokonać rzeczy wręcz niemożliwej, udało mu się dopiąć celu, czyli skłonić mężczyzn do zaakceptowania niewiasty na tronie. I to na Wschodzie, gdzie do dziś przecież podział ról w odniesieniu do płci jest jasny i czytelny!

Natomiast prawdziwy koniec świata nastąpił siedem lat później, gdy po śmierci ojca Tamar ogłosiła samodzielne rządy, nie godząc się na żadną regencję. Oburzenie było powszechne, ale też i szacunek dla dokonań młodej władczyni już wielki. Ostatecznie, po długich negocjacjach, ustalono zasady współpracy z możnymi i z Cerkwią, co w obu przypadkach oznaczało duże ustępstwa ze strony królowej (również i finansowe…), ale nie tam, gdzie rzecz dotyczyła pryncypiów. I w ten właśnie sposób Gruzini podjęli jedną z najtrafniejszych decyzji w swojej historii, gdyż „baba-król” odwdzięczyła się uczynieniem z ich kraju regionalnego mocarstwa, tak na arenie wewnętrznej jak i międzynarodowej, opierając swoje włości o trzy morza – Czarne, Kaspijskie, a nawet Śródziemne. Jak powiadali ówcześni bajarze i hagiografowie, „w całym kraju nie było biednych, a srebro i złoto było powszechne jak słoma”. W każdej legendzie jednak, jak wiemy, znajduje się choćby ziarnko prawdy, o czym napiszę za chwilę. Póki co możni zmusili swą królową do zamążpójścia. Był to warunek nie podlegający dyskusji. Zaakceptują ją jako władcę, ale będzie musiała wyjść za mąż, by choć pozory świadczyły o tym, że w Gruzji rządzi mężczyzna. Musiała się więc zgodzić. Ale postawiła i swój warunek – będzie pełnoprawnym władcą, pełnoprawnym królem-kobietą, a nie tylko królową – dodatkiem do męża. Na odwrót – to on będzie dodatkiem do niej. I na tym stanęło.

Wydano więc Tamar za ruskiego księcia Jerzego, syna wielkiego prawosławnego męczennika św. Andrieja Bogolubskiego. W teorii niczego temu wyborowi zarzucić nie można było. W praktyce – był fatalny. Książę okazał się być bowiem pijakiem, rozpustnikiem, a nawet sodomitą, a dodatkowo ani myślał zaakceptować wyższą pozycję żony. Ta cierpiała go przez dwa i pół roku, po czym za zgodą całej przybocznej rady królewskiej ogłoszono rozwód i odprawiono bezecnika do Konstantynopola. O następnym zamążpójściu zdecydowała więc już sama, poślubiając swojego dalekiego krewnego, a co ważniejsze przyjaciela z lat młodzieńczych, osetyjskiego księcia Dawida Soslana. Tym razem wybór był trafny. Dawid okazał się być wspaniałym mężem i wodzem, ale co dla niej pewnie najważniejsze – przyjacielem. Szybko więc pojawiły się dzieci. Synowi po dziadku nadano imię Jerzy, a córce Rusudan, po ukochanej ciotce.

Na wieść o tym wszystkim jej były mąż wpadł w szał. Przy pomocy (o zgrozo!) prawosławnych Bizantyńczyków zebrał armię i uderzył na Gruzję. Został jednak pobity i pojmany. Tamar nakazała jednakże puścić go wolno. Jeszcze nie raz w przyszłości będzie próbował wrócić na tron, aż wreszcie umrze w pogardzie i niesławie.

Tamar spełniła wszystkie pokładane w niej nadzieje i okazała się władcą naprawdę wspaniałym. W polityce wewnętrznej robiła wszystko co tylko się dało, by w kraju panował ład i porządek. Zwracała więc wielką uwagę na sumienne wykonywanie obowiązków. Przez wszystkich, od siebie samej począwszy, a na prostym chłopie skończywszy. Była wytrwała, nie zrażała się kłopotami oraz przeciwnościami losu. Trudności istniały dla niej tylko po to, aby je przezwyciężać. Dbała o gospodarkę, ale również o tak przyziemne sprawy, jak choćby polepszenie warunków transportu. Do dziś zachowały się przecież w gruzińskiej Adżarii wybudowane na jej rozkaz kamienne mosty, służące ludziom od wieków, a współcześnie stanowiące niemałą atrakcję turystyczną, znajdując się nawet na liście UNESCO.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Krysa, fot. autor

Warto przeczytać
Tbilisi nawiedziła Bogarodzica
Monaster w diabelskim miejscu
Monaster szeleszczącego złota
Zawisły ciężkie chmury

Odpowiedz