Home > Sami o sobie > W ziemiance

Ta melodyjna pieśń jest jednym z najbardziej wzruszających utworów muzycznych, powstałych w latach radzieckich. Napisana niemal osiemdziesiąt lat temu, nie wychodzi z repertuaru wielu współczesnych wykonawców, i to nie tylko z Rosji.

Potwierdza to także moje doświadczenie koncertowe. Występując w Gdańsku, Krakowie, Augustowie, Zielonej Górze, Warszawie czy innym mieście widzę żywą reakcję słuchaczy na pieśń „W ziemiance”.

Autor słów, poeta Aleksy Aleksandrowicz Surkow (1899-1983), urodził się w chłopskiej rodzinie we wsi Seredniewo w jarosławskiej guberni. Od dwunastego roku życia służył „u ludzi” w Sankt Petersburgu, potem pracował w stolarni, drukarni, także jako wagowy w porcie. Swoje pierwsze wiersze opublikował pod pseudonimem w 1918 roku w piotrogrodzkiej „Czerwonej Gazecie”, ale za swój poetycki debiut uważał wydanie pierwszego tomiku „Zapiew” w 1930. (…)

Z dyplomem wydziału literatury Surkow zaczyna wykładać w Redakcyjno-Wydawniczym Instytucie i Instytucie Literatury Związku Pisarzy. Jednocześnie pracuje w czasopiśmie „Studia Literackie” pod kierownictwem Maksyma Gorkiego. W latach 1940-1941 jest głównym redaktorem czasopisma „Nowy Świat”.

Gdy wybucha druga wojna światowa, na ochotnika wyrusza na front, służy jako korespondent wojenny. Jesienią 1941 roku zacięte boje toczyły się wzdłuż szosy wołokołamskiej, jednego z głównych kierunków natarcia w bitwie pod Moskwą. Na ten odcinek frontu zostali zaproszeni wojenni korespondenci, wśród nich komisarz Aleksy Surkow. Pod wsią Kaszyno niemiecka dywizja czołgów otoczyła sztab pułku. Dowódcy postanowili wyrwać się z okrążenia po nastaniu ciemności. Pod gęstym ogniem z moździerzy żołnierzom, oficerom i reporterom udało się przeprawić po lodzie na drugą stronę rzeczki i przejść pole minowe.

Ci, którzy przeżyli, skryli się w ziemiance. Dały o sobie znać nieludzkie napięcie i zmęczenie. Niektórzy zasypiali, nawet nie kończąc naprędce przygotowanej zupy. Przemarznięty, w posiekanym odłamkami szynelu Surkow pozostałą część nocy przesiedział nad notatnikiem przy żelaznym piecyku.

Reportaż nie wychodził. Słowa same się rymowały: Bjotsa w tiesnoj pieczurkie ogoń, na polenach smoła, kak sleza… Następnego dnia, po powrocie do Moskwy, poeta dokończył wiersz i wysłał żonie, która z dwójką dzieci ewakuowana została do Czystopola. Zatytułowany „Tobie – moje słoneczko” poleciał na tyły jako zwykły żołnierski, trójkątny list.

Surkow wspominał: „Napisałem list do żony, która przebywała wówczas nad Kamą. Zawierał 16 prywatnych wersów, których nie zamierzałem publikować, a tym bardziej komukolwiek przekazywać do napisania muzyki”.

Wiersz nie pozostał jednak częścią osobistej korespondencji. Los zrządził inaczej. W lutym 1942 roku powrócił do Moskwy urodzony w żydowskiej rodzinie w Odessie wybitny pianista i kompozytor, od 1938 dyrektor Moskiewskiego Teatru Operetki, Konstantin Listow (1900-1983).

I tak w 1942 roku zwrócił się on do Surkowa z prośbą: – Czy nie znalazło by się coś, do czego można napisać piosenkę.

Ale „coś” się nie znalazło… Surkow wspominał: „Na szczęście przypomniałem sobie o wersetach wysłanych do żony, odszukałem je w notatniku i po przepisaniu na czysto oddałem Listowowi, przekonany, że i tak piosenki z tego lirycznego wiersza nie będzie. Listow przebiegł wzrokiem po tekście, coś tam wymamrotał i poszedł. Wydawało się, że o sprawie nikt już nie pamięta”.

Ale po tygodniu kompozytor pojawił się w redakcji, poprosił fotografa Michaiła Sawina o gitarę i zaśpiewał piosenkę „W ziemiance”. Wszystkim się spodobała. Listow wyszedł. A po kolacji Sawin poprosił o tekst i zaśpiewał „Ziemiankę” z gitarą. I wszyscy zrozumieli, że piosenka chwyci, jeśli jej melodia została zapamiętana już po pierwszym wykonaniu.

Obecny przy nim pisarz Jewgienij Worobjow, który pracował wtedy w gazecie, poprosił Listowa, by zapisał melodię. Zeszytu do nut pod ręką nie było – Listow narysował linie na zwykłym papierze. Z kartką i gitarą Worobjow i Sawin wyruszyli do redakcji „Komsomolskiej prawdy”.

Worobjow opowiadał: „Pokazaliśmy „Ziemiankę”. Tym razem ja śpiewałem, a Michaił Sawin akompaniował. Piosenka bardzo się spodobała i natychmiast przyjęto ją do publikacji w gazecie”.

W archiwum redakcji „Komsomolskiej prawdy” zachował się numer z 25 marca 1942 roku, w którym po raz pierwszy wydrukowano „W ziemiance” – słowa i linię melodyczną. Piosenka poszła „w ludzi”, na wszystkie fronty i na cały kraj – od Sewastopola do Leningradu, aż po Krąg Polarny. Polubili ją żołnierze na wszystkich frontach, zwłaszcza ci, którzy walczyli pod Moskwą. Pieśń wykonywali żołnierze, frontowe zespoły, jako jeden z pierwszych Leonid Utiosow. „Ziemianka” weszła także do repertuaru Lidii Rusłanowej, która nagrała ją na płycie w sierpniu 1942 roku.

Pieśń, którą polubili żołnierze, popadła jednak w niełaskę partyjnych organów. „Strażnikom frontowej moralności” nie spodobały się słowa: „A do śmierci cztery kroki”. Ich zdaniem tekst brzmiał zbyt pesymistycznie, podczas gdy twórczość w latach wojny powinna podnosić na duchu. A tak w ogóle liryzm w niej był niepotrzebny.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Faina Nikolas (Zdrawstwujtie, 2/2020)

tłum. Ałła Matreńczyk

Odpowiedz